Morawiecki walczy o polityczne przeżycie. Prof. Chwedoruk: „Może oferować tylko przygodę”

Rozstanie Mateusza Morawieckiego z PiS nie musi oznaczać rewolucji na polskiej scenie politycznej. Prof. Rafał Chwedoruk ocenia, że były premier może zbudować trwałą formację wyłącznie kosztem partii Jarosława Kaczyńskiego. Wskazuje też, kto najwięcej zyska na podziale prawicy.

Mateusz Morawiecki i Karol Nawrocki przemawiają do mikrofonów. W miniaturowym kółku prof. Chwedoruk. Czytaj w SE Polityka.
Autor: ART SERVICE / Super Express; Piotr Grzybowski / Super Express

„Super Express”: - Czy rozstanie Mateusza Morawieckiego z Prawem i Sprawiedliwością jest jedynie kolejnym konfliktem personalnym na prawicy, czy też wydarzeniem, które może trwale przebudować polski system partyjny?

Prof. Rafał Chwedoruk: - Jest to przede wszystkim konflikt dotyczący taktyki partyjnej. Nie ma w tym wszystkim gry ideologii. Tak się dokładnie stało w Prawie i Sprawiedliwości. Paradoks sytuacji polega na tym, że reformatorem ma być ten, który był premierem przez tyle lat. To jest jednym z czynników osłabiających na starcie Mateusza Morawieckiego. Potencjał do przebudowy całego systemu partyjnego jest bardzo niewielki, dlatego że ten system jest stabilny.

- Czy rzeczywistym źródłem tego konfliktu są różnice programowe, czy przede wszystkim walka o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim?

- Walka o sukcesję toczy się od ostatnich wyborów sejmowych. Chodzi o to, kto będzie wybierał następcę Jarosława Kaczyńskiego, oraz o ramy tej rywalizacji. Pytanie brzmi, czy Jarosław Kaczyński de facto wskaże swojego następcę, czy też będzie się to odbywało inną drogą i będzie musiało dojść do negocjacji, porozumień, a nawet zmiany formuły funkcjonowania tej koalicji. Mateusz Morawiecki był w dramatycznej sytuacji po wyborach. On żyrował jako premier taką agendę PiS, która niekoniecznie odpowiadała jego wizerunkowi jako polityka, i po utracie władzy przez PiS był na dobrą sprawę nikomu niepotrzebny w polskiej polityce. Mateusz Morawiecki miał jeszcze jeden atut – rozpoznawalność. Nie skorzystał z niego. On był tym, który musiał wywrócić cały stolik, ponieważ inaczej czekałby go los szeregowego posła PiS po kolejnych wyborach. Raczej czekałoby go niechybne zapomnienie.

- Czy były premier może wiarygodnie występować jako lider bardziej umiarkowanej centroprawicy?

- Mateusz Morawiecki trafił do PiS jako naturalny kandydat na liberalnego reformatora, który ograniczyłby skalę mobilizacji przeciwko PiS-owi ze strony wyborców liberalnych, wielkomiejskich. Tymczasem w praktyce Morawiecki musiał być gwarantem zupełnie innej agendy. Dla wielu tradycyjnych działaczy PiS Morawiecki od początku był ciałem obcym. Ktoś, kto był twarzą PiS i polityki, która doprowadziła do utraty władzy, teraz ma być głównym reformatorem? To nie składa się w prostą, spójną i logiczną całość. Morawiecki nie był wewnętrznym dysydentem, który przestrzegał przed skutkami takiej polityki, gdy PiS rządził. Nie towarzyszy temu wszystkiemu prosta bipolaryzacja programowa, a jedynie zawoalowane różnice dotyczące taktyki partyjnej.

- Do jakiego elektoratu może obecnie skutecznie przemawiać Mateusz Morawiecki?

- Trudno sobie wyobrazić, żeby jego nowa formacja była zdolna pozyskiwać dawnych wyborców Koalicji Obywatelskiej, którzy przecież niemal całe swoje polityczne życie byli w opozycji względem niego. Absolutną utopią jest wizja, w której ta formacja pozyskiwałaby wyborców Lewicy ze względu na odległość ideową. Wyborcy Konfederacji Mentzena i Bosaka byli socjalizowani w kontrze do rządu Morawieckiego, więc trudno sobie wyobrazić, żeby istotny procent z nich chciał głosować na premiera, który od początku był dla nich negatywnym punktem odniesienia. Zostaje zatem na polu boju tylko elektorat PiS. Mówiąc w skrócie, Mateusz Morawiecki może zbudować swoją formację jako poważną i trwałą wyłącznie kosztem tradycyjnych wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli Morawieckiemu przybędzie, to Kaczyńskiemu ubędzie.

- Grzegorz Lorek zrezygnował ze stowarzyszenia Rozwój Plus. Czy to pierwszy sygnał, że zaplecze Mateusza Morawieckiego może zacząć się kruszyć?

- Nie należy wyciągać z tego zbyt łatwych wniosków. Pamiętajmy, że Jarosław Kaczyński i kierownictwo PiS to bardzo doświadczeni politycy, którzy przeżywali już niejedną próbę rozłamu. PiS wciąż na poziomie samorządu jest dość silną partią. Mówiąc krótko, PiS może coś realnego obiecać i dotrzymać tego, natomiast Mateusz Morawiecki może oferować tylko przygodę. Można się domyślić, że nie każdy z tych posłów i posłanek na taką przygodę reflektuje.

- Co będzie prawdziwym testem siły Morawieckiego?

- Na pierwszym miejscu są sondaże. Jeśli ktoś był premierem przez tak długi czas, wszyscy Polacy wiedzą, kto to jest Mateusz Morawiecki, a sondaże oscylują wokół wartości 5 proc., to nie wróży niczego dobrego. Zwłaszcza że elektorat PiS był socjalizowany w olbrzymim stopniu w pochwale jedności jako warunku przetrwania w polityce. To, kto realnie będzie po stronie Mateusza Morawieckiego, okaże się w ciągu kilku miesięcy, wraz z kolejnymi sondażami i wydarzeniami politycznymi, które na nowo zaabsorbują opinię publiczną. Wówczas Morawiecki będzie musiał opowiadać się za czymś lub przeciwko czemuś oraz przebijać się przez głos PiS. Wtedy nastąpi rozliczenie. Mateusz Morawiecki ma tu poważny atut, bo ta liczba – trzydzieści kilka osób – robi jednak pewne wrażenie, ponieważ starcza na klub parlamentarny.

- Kto może być największym beneficjentem rozłamu na prawicy?

- Tymi, którzy mogą po tym wszystkim otwierać szampana, są Donald Tusk, Włodzimierz Czarzasty i Władysław Kosiniak-Kamysz. Z perspektywy Tuska, Czarzastego i Kosiniaka-Kamysza zwiększa się dystans pomiędzy Platformą a PiS-em, gwarantując Platformie pozycję numer jeden. Afera Szpitala Południowego bardzo zaszkodziła partii Tuska, a to rozbicie na prawicy jest w jakimś sensie ratunkiem. Pojawienie się aż czterech komitetów prawicowych spowoduje, że jeden lub dwa z nich znajdą się poza Sejmem, a każdy głos oddany na komitet poza Sejmem będzie faktycznie głosem na zwycięzcę wyborów. Z punktu widzenia Konfederacji i Brauna pojawienie się Morawieckiego jest bardzo dobrą informacją, ponieważ dezorientuje jeszcze bardziej wyborców PiS-u.

- Za kilka dni minie rok od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego. Czy zbudował on autonomiczny ośrodek władzy?

- Nie sądzę, żeby oznaczało to budowę własnego ośrodka władzy. Ten polityk ma przede wszystkim budować pomosty pomiędzy PiS-em a Konfederacją. Znaczenie Karola Nawrockiego urosło, szczególnie po decyzji o odebraniu orderu Zełenskiego, co idealnie wkomponowało się w to, co Polacy myślą o polityce Ukrainy wobec Polski. Karol Nawrocki w dalszym ciągu będzie musiał być politykiem pozostającym w relacjach z PiS-em. Jest w większym stopniu dłużnikiem Jarosława Kaczyńskiego niż Mateusza Morawieckiego i zapewne nie będzie się angażował w ten konflikt. W pierwszej turze na Karola Nawrockiego głosował elektorat PiS. W drugiej turze dołączyła do niego bardzo złożona, wręcz dziwna koalicja wyborców Konfederacji, wyborców Grzegorza Brauna i osób niegłosujących, które po prostu były przeciwko Donaldowi Tuskowi.

- Jak można ocenić pierwszy rok konfrontacyjnej kohabitacji prezydenta z rządem Donalda Tuska?

- Każdy prezydent w sytuacji kohabitacji będzie szukał pól zróżnicowania z rządzącymi. Cała polityczna gra będzie się toczyć wokół tego, czy rządzącym uda się znaleźć taki temat, w którym weto Karola Nawrockiego szłoby wbrew opinii większości społeczeństwa. Póki co czegoś takiego nie było, poza tą dziwaczną sytuacją z kodeksem karnym. Jedną z wad konstytucji jest to, że prezydent pochodzi z powszechnych wyborów, a niewiele może, za to nie odpowiada za nic. Prezydent jest takim recenzentem, który przez wetowanie może ograniczać możliwości rządzących. Powszechne wybory prezydenckie są najzwyczajniej w świecie w Polsce bez sensu.

- Co należy uznać za największy sukces, a co za najpoważniejszą porażkę Karola Nawrockiego?

- Jeśli chodzi o sukces, to bezdyskusyjnie była nim kwestia orderu Zełenskiego. Karol Nawrocki wpisał się w oczekiwania nie tylko swoich wyborców. Co do porażki, powiedziałbym: wiele drobnych porażek. Sytuacja na pielgrzymce kibiców na Jasną Górę, kiedy Karol Nawrocki spotkał się z grupą radykalnych kibiców, wśród których były postacie o mocno kontrowersyjnej przeszłości, pozwoliła drugiej stronie sporu odgrzać stereotypy z czasów kampanii wyborczej. To był błąd kogoś w jego zapleczu, kto nie sprawdził skutków takiego spotkania. 

Rozmawiała Weronika Fakhriddinova

Poniżej galeria zdjęć: Spotkanie Kaczyńskiego i Morawieckiego

Polityka SE Google News
CHCĄ ZNISZCZYĆ MORAWIECKIEGO! KACZYŃSKI WYRZUCIŁ "DORADCĘ TUSKA!" | Miziołek & Olczyk
Sonda
Czy nowa formacja Mateusza Morawieckiego ma szansę odnieść sukces?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki