Wszystko zaczęło się od wpisu szefa polskiego MSZ, Radosława Sikorskiego, który w czwartek w serwisie X odniósł się do kwestii finansowych związanych z inwestycją w ukraińskim mieście. - Może to i lepiej bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci długo nie może doczekać się zapłaty – napisał minister, dołączając do wpisu link do artykułu portalu money.pl. Artykuł ten informował, że Lwów pozyskał 2,5 mln euro wsparcia i podpisał sześć porozumień z zagranicznymi partnerami, jednak wśród nowych kontrahentów zabrakło firm z Polski. Słowa ministra wywołały prawdziwą burzę, szczególnie po stronie ukraińskiej, stawiając pod znakiem zapytania rzetelność współpracy gospodarczej między oboma krajami.
Zobacz: Ależ wejście w piątek Karola Nawrockiego! Rekord wszech czasów jest jego!
Reakcja mera Lwowa, Andrija Sadowego, była natychmiastowa i stanowcza. Polityk, który, jak sam zaznaczył, zna Radosława Sikorskiego od lat i ceni jego kompetencje, nie krył zaskoczenia i rozczarowania. Sadowy zarzucił polskiemu ministrowi, że ten powiela nieprawdziwe informacje i zaproponował spotkanie, by przedstawić dowody na uregulowanie wszelkich płatności. - Panie Ministrze, już jutro jestem gotów odebrać od Pana lub Pańskich przedstawicieli dokumenty potwierdzające rzekomy brak płatności dla byłego polskiego wykonawcy - niezapłacone faktury, wyroki sądowe lub cokolwiek – napisał. Mer Lwowa podkreślił, że polska firma zarobiła we Lwowie ponad 30 milionów euro, jednak sama inwestycja – spalarnia śmieci – która miała zostać ukończona w 2023 roku, wciąż nie działa. - Szkoda, bo mógłby Pan uczestniczyć w jego otwarciu i pokazać całej Ukrainie jakość oraz odpowiedzialność polskich firm. Niestety, ten wykonawca temu zadaniu nie sprostał. I nie tylko w Ukrainie – dodał.
Sprawdź: Jarosław Kaczyński nie może zaznać spokoju. Znowu wiercą prezesowi!
- Rozumiem, że broni Pan polskiego interesu i szanuję to. Ale tutaj nie chodzi o relacje polsko-ukraińskie. Chodzi o jakość wykonania, dotrzymanie terminów i odpowiedzialność za publiczne pieniądze Lwowa. Dla mnie pochodzenie wykonawcy w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko jedno - żeby dobrze wykonał swoją pracę – podkreślił mer Lwowa.
Radosław Sikorski nie pozostał dłużny i w kolejnym wpisie zasugerował rozwiązanie sporu na drodze prawnej. - Sądy arbitrażowe są po to, aby polubownie rozwiązywać spory. Sugeruję uznanie wyroku. Najlepszą formą promocji biznesu w swoim kraju jest rzetelne traktowanie tych, którzy już robią tam biznesy – napisał szef MSZ. Jednak mer Lwowa szybko zdementował te informacje. - Osoby, które przygotowały Panu informacje w tej sprawie, oddały Panu bardzo złą przysługę. Nie istnieje żaden 'wyrok sądu arbitrażowego', o którym Pan pisze. Nie zapadło żadne ostateczne orzeczenie arbitrażowe. Jeśli ktoś przekazał Panu inaczej, po prostu wprowadził Pana w błąd - stwierdził stanowczo.
Galeria poniżej: Karol Nawrocki i Radosław Sikorski na Korpusem Dyplomatycznym. Te miny mówią wszystko!