- Dawid Kacprzyk, były koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym, jest oskarżany o rażące zaniedbania, które miały doprowadzić do śmierci pacjentów (zarzuty dr. Emila Jędrzejewskiego), oraz o nieprawidłowości w rozliczaniu nadgodzin i wysokich zarobków, co skutkowało zwrotem 0,5 mln zł z 1,6 mln zł.
- Pełnomocnik Kacprzyka, mec. Jacek Dubois, broni swojego klienta, twierdząc, że padł on ofiarą niewiarygodnego sygnalisty. Zaprzecza, by Kacprzyk przyznał się do nieprawidłowości mimo zwrotu pieniędzy, usprawiedliwiając intensywność jego pracy stwierdzeniem: "jeżeli człowiek chce, pracuje".
- Wypowiedzi mecenasa Dubois, zwłaszcza te dotyczące usprawiedliwiania czasu pracy i zwrotu pieniędzy, wywołały falę krytyki, ironii i szerokiej debaty w mediach i internecie, z wieloma komentatorami podważającymi wiarygodność i skuteczność przyjętej linii obrony.
Mecenas Jacek Dubois, reprezentujący Dawida Kacprzyka stanowczo bronił swojego klienta, Dawida Kacprzyka, sugerując na antenie TVP Info, że lekarz "padł ofiarą sygnalisty, który jest totalnie niewiarygodny, który był z nim w konflikcie".
Wypowiedź ta stanowiła odniesienie do zarzutów, które pod adresem medyka sformułował były ordynator chirurgii, dr Emil Jędrzejewski. W Kanale Zero dr Jędrzejewski zarzucił Kacprzykowi, który pełnił funkcję koordynatora SOR-u, rażące zaniedbania, które miały doprowadzić do śmierci pacjentów.
W trakcie programu prowadząca Justyna Dobrosz-Oracz dopytywała mecenasa Dubois, czy jego klient przyznał się do nieprawidłowości w raportowaniu nadgodzin, skoro zdecydował się na zwrot części otrzymanych środków finansowych.
Afera w Szpitalu Południowym. W KO wrze, chodzi o władzę w Warszawie
- Pani redaktor, on się do niczego nie przyznał. On zajął pewne stanowisko. Proszę sobie wyobrazić sytuację, jest pani na przykład na etacie, pracuje pani osiem godzin, wyjdzie pani czasem zrobić zakupy, czasem się z kimś spotkać. Takie rzeczy się zdarzają - mówił.
Dziennikarka wyraziła swoje wątpliwości co do możliwości regularnej pracy po 11 godzin dziennie, zwłaszcza w tak wymagającej profesji, jaką jest medycyna. W odpowiedzi na to, mec. Dubois podał przykład z własnego doświadczenia, twierdząc, że przygotowując się do rozmowy, sam pracował 16 godzin, zagłębiając się w sprawę Kacprzyka. Dodał, że jeżeli człowiek chce, to pracuje.
Fala krytyki
Słowa mecenasa Dubois szybko spotkały się z szerokim odzewem w przestrzeni publicznej i mediach społecznościowych, wywołując falę komentarzy, często o krytycznym lub ironicznym tonie.
- "Jeżeli człowiek chce, pracuje". *16 godzin. To jest chory mental, który wtłaczało nam w mózgi pokolenie pana Dubois. Że jak ktoś nie pracuje po 2/3 doby, to jest leniem. A jednocześnie to właśnie pokolenie oczekuje od nas, żebyśmy w tym samym czasie mieli dzieci, które będą zasuwać na ich emerytury - oceniła Anna Maria Żukowska z Lewicy.
- W rok 28-latek "zarobił" w szpitalu 1,6mln zł, "pomylił się" i zwrócił 0,5 mln, zostawił tylko 1 mln zł. Aha... Zrezygnował z pracy w szpitalu, z polityki w Koalicji Obywatelskiej. Według mecenasa Dubois - pan Kacprzyk może być wzorem dla polityków. To kwintesencja doktryny Neumanna - napisał Jerzy Polaczek z PiS.
- 365 dni w roku. Ale słusznie! Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą! A skoro w przypadku Dawidka nie było mowy o oszczędnościach (przypomnę jego Porsche), to musiał pracować ponadprzeciętnie. Pytanie tylko, dlaczego Dawidek może pracować po 11 godzin 365 dni w roku, a każdy inny człowiek zatrudniony na etacie nie ma takiej możliwości?! To niesprawiedliwe, że państwo ogranicza innym możliwość tak intensywnej pracy, aby podobnie jak Dawidek mogli się szybko dorobić - stwierdziła Anna Świergocka, Prezes Okręgu Podwarszawskiego Nowej Nadziei.