Marek Balawajder: Panie prezesie, jak pan się budzi - a właściwie, jak pan zasypia - to patrzy Pan w prognozę pogody, gdzie może spaść nawalny deszcz?
Mateusz Balcerowicz: Cały czas to obserwujemy razem z IMGW.
- Czy rozważacie możliwość bliższej współpracy z RCB, żeby alerty RCB informowały również, z dosłownie kilkunastominutowym wyprzedzeniem, o nawalnych deszczach?
- Zarówno IMGW, jak i Wody Polskie, jako instytucje publiczne, współpracują z RCB. My również należymy do tego kręgu instytucji, które na co dzień są zobowiązane do przekazywania informacji. Dwa razy w ciągu dnia takie informacje generujemy. Natomiast to RCB podejmuje decyzję o rozsyłaniu tego typu komunikatów.
- Polska w jednym czasie wysycha, a jednocześnie jest zalewana. Czy to właśnie jest zmiana klimatu? Czy możemy jakoś na to reagować?
- Słowem kluczem jest retencja, bo jest ona odpowiedzią zarówno na suszę, jak i na powódź. Retencja na każdym poziomie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: zarówno mikroretencja dotycząca poszczególnych nieruchomości i zabudowań. Średnia retencja, za którą odpowiadają miasta czy zarządcy dróg, na przykład w postaci małego zbiornika albo przydrożnego rowu, ale także duża retencja w postaci budowy zbiorników - przeciwpowodziowych, suchych albo wielozadaniowych zbiorników mokrych, które również przeciwdziałają suszy.
- Na południu Europy są już miasta i miasteczka, gdzie na przykład od północy do szóstej rano wody w kranach nie ma.
- Na razie nam to w Polsce nie grozi, jeżeli chodzi o duże miasta. W przypadku mniejszych miejscowości zdarza się, że mają one jedno źródło wody. Szczególnie na terenach górskich lub podgórskich i w okresie suszy dochodzi do sytuacji, w której tego źródła zaczyna brakować. Obecnie wszystkie jednostki samorządu terytorialnego - mówię tu szczególnie o gminach - oraz dostawcy wody, czyli przeważnie miejskie przedsiębiorstwa wodociągowe, mają obowiązek wykonywania analizy ryzyka. I z takiej analizy w podobnych przypadkach przeważnie wynika, że trzeba zapewnić alternatywne źródło wody.
- Na przykład studnie głębinowe?
- Tak.
- Pan cały czas mówi: „retencja, retencja”. Jak przełożyć to na życie zwykłego mieszkańca?
- Jako mieszkańcy zbierajmy deszczówkę. Od jednostki samorządu terytorialnego wymagajmy, żeby przy budowie czy remoncie drogi powstawał zbiornik retencyjny. Widzimy takie zbiorniki chociażby przy dużych drogach, gdzie inwestorem jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Jeżeli natomiast jesteśmy pracownikami urzędu gminy, pamiętajmy o zielono-błękitnej infrastrukturze. Im mniej betonu i więcej zieleni, tym więcej wody zostanie zatrzymane. To również jest retencja.
- A na samym końcu wymagajmy od Wód Polskich, czyli instytucji, którą reprezentuję, żeby także budowały zbiorniki retencyjne w miejscach, gdzie ta woda spływa, a nie dopiero na samym końcu odbiornika w postaci rzeki.
- Ale czy racjonalnie nimi gospodarujemy w obliczu tego, co nam grozi?
- Gdybyśmy patrzyli na to w bardzo długiej perspektywie, czyli kilkudziesięciu czy kilkuset lat, to pewnie odpowiedź brzmiałaby: nie. Ta woda nie uzupełnia się bowiem w takim tempie, jak ma to miejsce w przypadku wód powierzchniowych. Natomiast kiedy już mamy brak wody powierzchniowej, warto korzystać, choćby na potrzeby zaopatrzenia ludności, właśnie z zasobów wód podziemnych.
- Co konkretnie znajdzie się w Planie przeciwdziałania skutkom suszy, nad którym pracowaliście?
- Plan wskazuje narzędzia, czyli co należy zrobić. Wskazuje także lokalizacje konkretnych zbiorników, głównie po stronie Wód Polskich i jednostek samorządu terytorialnego. Natomiast nie jest to narzędzie, które samo wprowadza system finansowania tych inwestycji.
- Kiedy będzie gotowy?
- Projekt planu już jest gotowy. 6 sierpnia Ministerstwo Infrastruktury rozpoczęło obligatoryjne konsultacje społeczne. Zgodnie z przepisami muszą one trwać sześć miesięcy, więc plan będzie gotowy w lutym przyszłego roku. Już teraz jest dostępny i każdy może się z nim zapoznać na stronie Ministerstwa Infrastruktury.
- Zielono-błękitna infrastruktura - mówiąc językiem mniej fachowym - czyli co?
- Więcej zieleni, mniej betonu.
- Po powodzi z 2024 roku wydaliście ponad 600 milionów złotych na pilne zadania. Co dokładnie udało się zrobić?
- 600 milionów złotych to środki, które zostały wydane w latach 2024 i 2025 na usuwanie skutków powodzi. Zostały przeznaczone między innymi na oczyszczanie koryt rzek, usuwanie rumoszu skalnego i drzewnego, naprawianie wałów przeciwpowodziowych w miejscach, gdzie powstały wyrwy na terenach dotkniętych powodzią we wrześniu 2024 roku. To także naprawy infrastruktury hydrotechnicznej. Pamiętajmy, że na przykład zbiornik Topola uległ awarii i został już naprawiony. Środki przeznaczono także na przygotowanie dokumentacji do kolejnych zadań.
Zobaczcie cały wywiad