Super Express: „Śmiertelnie poważna” – tak o aferze Zondacrypto mówi premier Donald Tusk. Trochę przesadza?
Marek Borowski: To się jeszcze okaże, dlatego że sprawy są w toku i zajmuje się nimi prokuratura. Pan Piesiewicz ma już postawione zarzuty. Ale prawdziwy „sens” tej afery widać dopiero kiedy spojrzymy na nią z lotu ptaka.
- To znaczy?
- W tej chwili mamy do czynienia z próbami, jak to kiedyś śpiewano, „bełtania błękitu w głowie”. Jesteśmy zalewani jakimiś zdjęciami, z których ma wynikać, że ktoś się z kimś spotkał, z kimś się widział…
- … prezydent Karol Nawrocki sugeruje, że premier Tusk promował Zondacrypto trzymając w ręku koszulkę piłkarską z logo tej firmy. A przypomnę, że dostał ją od młodych kibiców Lechii Gdańsk.
- To jest po prostu absurdalne i śmieszne. Mówiąc szczerze to naprawdę kompromitujące, że posługuje się takimi argumentami. Ale generalnie cała ta wymiana zdjęć i jakichś złośliwości jest bardzo prymitywna, nie oddaje istoty sprawy. A wspomniane przeze mnie spojrzenie z lotu ptaka mówi nam jedną, bardzo prostą rzecz: konkretni politycy określonego obozu politycznego dostawali pieniądze na swoje fundacje, czy – jak w wypadku Piesiewicza – jakiś zegarek. Pan Moskal jeszcze jeździł gdzieś prawdopodobnie nie za swoje pieniądze. Następnie zgłaszali w Sejmie całą masę poprawek, różnego rodzaju propozycji, które miały ustawę osłabić i które były na rękę panu Przemysławowi Kralowi. I tu jest sedno sprawy.
- Prawa strona jednak odbija piłeczkę i mówi „wina Tuska”. Zarzuca premierowi i służbom specjalnym zaniechanie.
- To jest kolejna próba działania według zasady „łapaj złodzieja”. A krzyczy sam złodziej. Niezależnie od tego co się okazało ws. firmy Zondacrypto pana Krala, a jeszcze wcześniej pana Suszka, który zaginął w jakichś nieciekawych okolicznościach…
- … i nie wiemy czy w ogóle żyje.
- Niezależnie od tego wszystkiego mamy do czynienia z sytuacją, w której politycy brali pieniądze od firmy, a następnie, zgłaszając odpowiednie poprawki i głosując, reprezentowali ją w Sejmie. Nawet gdyby ta firma była „święta”, gdyby nie zbankrutowała i nie okazała się piramidą finansową, nawet wtedy byłaby to sytuacja niedopuszczalna. Po drugie, gdyby służby były w stanie zabezpieczyć Polskę i Polaków przed każdą aferą i każdym przestępstwem, to niepotrzebne byłyby kodeksy karne. Niestety zdarzają się sytuacje kiedy coś wybucha nagle. Po trzecie, sprawa Zondacrypto, i wcześniej jej poprzedniczki BitBay, była rozpatrywana przez prokuraturę katowicką jeszcze za tamtych rządów i została umorzona.
- Z kolei Centralne Biuro Antykorupcyjne badało relację między posłem PiS Jackiem Sasinem a Radosławem Piesiewiczem, który miał mu pożyczyć pieniądze na remont drewnianych schodów. Zgadza się pan z tymi, którzy twierdzą, że to wyłącznie afera prawej strony polskiej sceny politycznej?
- Absolutnie tak! I jeszcze raz bardzo proszę żeby odcedzić ten cały szum medialny, poboczne wątki i skupić się na jednym, bezdyskusyjnym. Pan Ziobro i pan Wipler brali pieniądze od firmy Zondacrypto, po czym reprezentowali ją w Sejmie głosując w odpowiedni sposób. Koniec kropka. Tu nie trzeba dodawać nic więcej.
- Były premier Mateusz Morawiecki także obarcza winą obecnego premiera i dodaje, że tę aferę trzeba wyjaśnić „do spodu” i że akurat w tej kwestii z Donaldem Tuskiem się zgadza. Wcześniej twierdzi, że ostrzegał kierownictwo PiS przed ryzykiem związanym z kryptowalutami, czemu teraz PiS oczywiście zaprzecza. Jarosław Kaczyński najpierw był przeciwnikiem kryptowalut, później głosował przeciw odrzuceniu prezydenckiego weta. Trochę groch z kapustą?
- Z tego wynika tyle, że cała ta ekipa Prawa i Sprawiedliwości, ale także Konfederacji zwłaszcza w tej części mentzenowskiej, to ludzie, którzy byli gotowi za takie czy inne korzyści złamać zasadę niezależności poselskiej. Byli gotowi lobbować w interesie konkretnej firmy. (…)
- Afera Zondacrypto może mieć swoje polityczne konsekwencje. Już teraz kłóci się PiS, pytanie czy widzi pan jakieś „zagrożenie” także dla Karola Nawrockiego? Czy teraz rzucono nam inne światło na trzykrotne weto do ustawy regulującej rynek kryptowalut?
- Nie chcę formułować jakichś oskarżeń w odniesieniu do prezydenta bez jasnych dowodów. W odniesieniu do PiS czy Konfederacji można to robić, bo w ich przypadku mamy fakty. W odniesieniu do prezydenta nie mamy, ale ponieważ był uprzejmy już trzykrotnie zawetować ustawę…
- … mówi, że wprowadzała nadregulacje.
- Bardzo przepraszam, ale to nie jest sprawa prezydenta. Za to bierze odpowiedzialność rząd. To rząd rządzi w Polsce. O ile więc mógł jeszcze zawetować pierwszą ustawę, to pojawia się pytanie czy sam to wymyślił? No nie, ktoś mu przyniósł jakieś propozycje. Nie wiem kto. Być może pan Wipler lub Mentzen, bo podpisywał z nim przecież wcześniej różne papiery. O ile pierwsze weto dałoby się jeszcze jakoś usprawiedliwić, to już później, kiedy było wiadomo, że z panem Kralem i Zondacrypto coś jest nie w porządku, o tyle kolejne weta pokazują, że prezydent był tutaj pod jakimś naciskiem. Albo tradycyjnie, jak przy innych ustawach, chciał tylko szkodzić rządowi. Nikt nie zdejmie z niego tej odpowiedzialności.
Rozmawiała Kamila Biedrzycka