Tylko w ostatnich miesiącach służby zatrzymały kilka osób, których działalność bezpośrednio wiązana jest z Rosją. Najbardziej spektakularny przypadek to trzech Polaków zatrzymanych przez ABW w maju. Według Agencji mieli działać na zlecenie osoby powiązanej z rosyjską FSB. Rozpoznawali rozmieszczenie wojsk NATO w Polsce, brali udział w działaniach propagandowych i dezinformacyjnych, ale przede wszystkim przygotowywali się do zadań dywersyjnych i sabotażowych. Uczestniczyli m.in. w szkoleniach strzeleckich i z taktyki pola walki. Cała trójka jest w areszcie. W sierpniu w ręce polskich agentów wpadł 29-letni obywatel Rosji. Według premiera został on zwerbowany przez rosyjskie służby i miał przygotowywać w Warszawie zabójstwo obywatela USA ukraińskiego pochodzenia. To już nie tylko szpiegostwo czy zbieranie informacji. To miał być zamach na życie konkretnego człowieka.
Ale jedną z najbardziej niepokojących spraw pozostaje pożar zakładu WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej. 31 sierpnia kilku zamachowców podpaliło jedno z pomieszczeń kluczowego dla przemysłu obronnego zakładu. Już wiadomo, że ogień pojawił się nieprzypadkowo. Użyto materiałów łatwopalnych, sprawcy wiedzieli, gdzie i jak uderzyć. Straty sięgnęły co najmniej 15 mln zł. Prokuratura wszczęła śledztwo pod kątem działalności obcego wywiadu przeciwko Polsce oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym.
Według naszych nieoficjalnych informacji w zamach byli zaangażowani sabotażyści, którzy przybyli z zagranicy. Dokładnie chodzi o Bałkany. Co więcej, ich zainteresowanie mogło nie ograniczać się wyłącznie do obiektu WB Electronics. Niewykluczony jest scenariusz, według którego celem kolejnego ataku mogły zostać objęte inne zakłady przemysłu obronnego w Skarżysku Kamiennej. A to w tym mieście znajduje się MESKO — jeden z najważniejszych zakładów polskiej zbrojeniówki, produkujący m.in. zestawy przeciwlotnicze Piorun.
Choć ABW, czy prokuratura nie potwierdzają, że celem sabotażu mogło być także MESKO ani że za podpaleniem stały rosyjskie pieniądze – to bez wątpienia jeden z najważniejszych wątków prowadzonego śledztwa.
Do tego obrazu dochodzi kolejny incydent. Z Bałtyku w rejonie polskiego wybrzeża wydobyto wojskowego bezzałogowca, który według ostatnich ustaleń pochodził z Rosji. Oczywiście sam fakt pojawienia się rosyjskiego drona nie oznacza, że wykonywał misję szpiegowską lub dywersyjną nad Polską. Maszyna jest dokładnie badana przez służby. Kolejny incydent wpisuje się jednak w coraz dłuższą serię, która pokazuje, że „ inna wojna” toczy się już w Polsce.
Inna Wojna – to wojna bez mundurów, bez czołgów, bez ciężkiej artylerii. A rosyjskie działania mają wiele poziomów. To nie tylko potencjalni sabotażyści. To też propaganda, która często szybkością przewyższa każdą redakcję newsową nad Wisłą.
To ABW ujawniło operację wpływu finansowaną i inspirowaną z Rosji. Zatrzymano dziewięciu obywateli Ukrainy i dwóch Białorusinów. Ich działalność miała służyć podsycaniu napięć społecznych i destabilizowaniu sytuacji w Polsce. Mechanizm jest taki sam: Rosjanie nie muszą wysyłać do Polski funkcjonariuszy FSB z rosyjskimi paszportami. Mogą posługiwać się pośrednikami - Polakami, Ukraińcami, Białorusinami czy obywatelami innych państw. Czasem wykonawca nawet nie musi wiedzieć, dla kogo ostatecznie pracuje. Ważne by wykonał zadanie.
To właśnie dlatego ta „inna wojna” wygląda inaczej. Bez wątpienia ona trwa. Nie ma jednego frontu, nie ma okopów. Nie ma jednego momentu jej rozpoczęcia. Jest seria pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeń: obserwacja wojsk, podpalenie, próba zamachu, propaganda, dron znaleziony na morzu. Dopiero po połączeniu tych elementów powstaje pełny – dramatyczny - obraz.
Oni już tu są. A wojna, którą prowadzi Rosja przeciwko Polsce i innym państwom wspierającym Ukrainę, nie musi zaczynać się od rakiety wystrzelonej w polskie miasto. Wydaje się jednak, że tych „innych” strzałów nie chcą słyszeć wszyscy polscy politycy.