- Kilka minut wcześniej zginęli jego przyjaciele, koledzy i współpracownicy. Zamiast biec i udzielać pomocy, udał się do restauracji na obiad, a potem wsiadł do pociągu. Jak mi powiedziano, nakazał kierownikowi pociągu wygasić światła, zaciągnąć rolety i po kryjomu uciekł do Warszawy. Było to komentowane tak, że pan Macierewicz boi się o swoje życie - mówił w TVN24 Paweł Deresz. - Myślę, że Macierewicz teraz odreagowuje, stara się zrobić dobre wrażenie po tym haniebnym czynie - dodał Deresz, tłumacząc, dlaczego komisja powołana przez Macierewicza zamierza rozpocząć od nowa śledztwo smoleńskie.
W chwili gdy tupolew rozbił się pod Smoleńskiem, obecny szef MON był w Katyniu. Od miejsca tragedii dzieliło go ok. 30 km. Gdy informacje o katastrofie zostały potwierdzone przez Rosjan, Macierewicz miał powtarzać: "trzeba natychmiast wracać". Nigdy szerzej nie wytłumaczył się z tej decyzji. Na jednej z konferencji prasowych na pytanie, czy nie żałuje, że nie dotarł na lotnisko Siewiernyj, odparł: "przez cały czas żałowałem, ale taka była konieczność". Dopytywany "dlaczego?" odpowiedział tylko: "bo taka była".
Zobacz także: KOŚCIÓŁ przeciwny ekshumacji ofiary katastrofy smoleńskiej!