- Leszek Miller, który nie jest osobą wierzącą, uważa śmierć za definitywny koniec
- Zdaniem byłego premiera pamięć sprawia, że zmarli pozostają obecni w życiu bliskich
- Miller mówi, że po śmierci dziecka tęsknota nigdy nie znika
- Podczas wizyt przy grobie syna wraca do poczucia, że poświęcał mu zbyt mało czasu
Pamięć o zmarłych jest najważniejsza
Śmierć, jak mówił, jest nieuniknioną częścią życia. Najtrudniej pogodzić się z nią wtedy, gdy umierają ludzie młodzi, będący w pełni sił, albo ofiary nagłych zdarzeń. Dodał, że obserwacja natury uczy, iż wszystko, co się rodzi, kiedyś umiera.
Dzień Zaduszny jest dla niego ważniejszy niż Wszystkich Świętych, ponieważ to dzień wspominania zmarłych. Uważa, że człowiek pozostaje obecny w życiu innych tak długo, jak długo ktoś o nim pamięta.
Miller mówi, że jako człowiek niewierzący nie oczekuje po śmierci spotkania z bliskimi ani żadnego dalszego istnienia. Dodaje jednak, że dla osób wierzących strata może być łatwiejsza do udźwignięcia, jeśli wiara daje im nadzieję na życie po śmierci i ponowne spotkanie z bliskimi.
Czy po śmierci coś jest?
Leszek Miller junior zmarł w nocy z 25 na 26 sierpnia 2018 roku. Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Piasecznie umorzono w lutym 2019 roku wobec braku udziału osób trzecich. Były premier mówił wcześniej, że śmierć jedynego syna skłoniła go do psychoterapii i przewartościowania życia.
W „Alfabecie Millera” przyznał, że po tej tragedii przez pewien czas zastanawiał się, czy istnieje „druga strona”. Z czasem utwierdził się jednak w przekonaniu, że po śmierci nic nie ma. Dodał, że nie można pogodzić się ze śmiercią dziecka, a tęsknota nigdy nie znika.
Miller nie zgodził się też z powiedzeniem, że czas leczy rany po stracie. Jego zdaniem codzienne obowiązki mogą na chwilę odsunąć cierpienie, lecz wspomnienia, zwłaszcza podczas wizyty przy grobie, otwierają je na nowo.
Niedokończone rozmowy i przestroga dla rodziców
Podczas wizyt przy grobie syna wraca do niedokończonych rozmów. Mówi wtedy także o poczuciu odpowiedzialności, ponieważ, jak przyznaje, poświęcał synowi zbyt mało czasu, zarówno w dzieciństwie, jak i później.
Zwrócił się też do rodziców, by nie tłumaczyli braku czasu dla dzieci pracą i innymi obowiązkami. Po śmierci syna sam wielokrotnie pyta siebie, czy sprawy zawodowe i spotkania z innymi ludźmi rzeczywiście musiały być ważniejsze niż czas spędzony z dzieckiem.
O tym, i nie tylko, możesz posłuchać poniżej: