Dyrektor szpitala z PiS pod lupą. W tle ogromne pieniądze
Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich dniach ostro atakowało Koalicję Obywatelską po doniesieniach dotyczących zarobków lekarzy i nieprawidłowości w publicznych placówkach. Przemysław Czarnek pisał w mediach społecznościowych o „patologicznym systemie” i „dojeniu bez opamiętania”. Teraz WP opisuje sprawę szpitala w Garwolinie, którym od 18 lat kieruje Krzysztof Żochowski, lekarz i radny sejmiku mazowieckiego z PiS.
Sprawa jest tym bardziej politycznie niewygodna, że zastrzeżenia do pracy dyrektora zgłasza samo Starostwo Powiatowe w Garwolinie, również rządzone przez Prawo i Sprawiedliwość. Zarząd powiatu w marcu 2025 roku zdecydował o dyscyplinarnym zwolnieniu Żochowskiego, ale ten wrócił do pracy dzięki decyzji sądu o zabezpieczeniu pozwu. Pierwsza rozprawa miała odbyć się w lutym, jednak została odwołana. Nowego terminu nadal nie wyznaczono.
Milion złotych w rok. Tak zarabiał dyrektor
Według najnowszego oświadczenia majątkowego Krzysztof Żochowski zarobił w ubiegłym roku około miliona złotych. Na tę kwotę miały składać się m.in. dochody z umowy o pracę, działalności wykonywanej osobiście, dieta radnego oraz inne świadczenia.
Największą część stanowiła umowa o pracę, z której wykazał około 730 tys. zł przychodu. Do tego dochodziło 172 tys. zł z działalności wykonywanej osobiście, 69 tys. zł w rubryce „inne” oraz 50 tys. zł diety radnego sejmiku.
Żochowski ma też 260-metrowy dom o wartości 750 tys. zł oraz dwa samochody: limuzynę Hongqi H9 wartą 290 tys. zł i Nissana Juke wartego 50 tys. zł.
Najwięcej pytań budzi jednak nie sam majątek, lecz sposób łączenia funkcji. Żochowski był dyrektorem szpitala, ale jednocześnie dorabiał jako lekarz na karetce i w pracowni endoskopowej. Pracował także w szpitalu w Otwocku, mimo że, jak opisuje WP, miał zakaz pracy poza szpitalem w Garwolinie.
Żochowski tłumaczy się brakami kadrowymi
Dyrektor szpitala w rozmowie z WP przekonywał, że dodatkowa praca wynikała z braków kadrowych w powiatowej ochronie zdrowia. Jak mówił, szczególnie trudna była obsada lekarska pogotowia ratunkowego.
– W realiach powiatowej ochrony zdrowia, które są mi najbliższe, jednym z największych dylematów, z którymi się borykamy, jako dyrektorzy, są braki kadrowe. Mając specjalizację i umiejętności uzupełniałem swoją pracą braki kadrowe, intensywnie zwłaszcza w okresie pandemii – tłumaczył Krzysztof Żochowski w rozmowie z WP.
Jak dodał, najbardziej newralgiczne były braki w obsadzie pogotowia, które uzupełniał głównie w weekendy i poza godzinami pracy dyrektora. Przyznał jednak, że praca na karetce nie została szczegółowo wpisana do jego umowy.
– Ale mam zgodę starosty na wykonywanie jej w godzinach, kiedy nie pracuję jako dyrektor – podkreślał Żochowski.
Starostwo wylicza uchybienia. Chodzi o dyżury i endoskopię
Zupełnie inaczej sprawę widzi zarząd powiatu. W uchwale o zwolnieniu dyscyplinarnym wskazano m.in., że Żochowski miał pełnić dyżury medyczne i wykonywać badania endoskopowe w wymiarze przekraczającym dopuszczalne limity. Starostwo zarzucało mu też, że część tych czynności wykonywał w godzinach pracy dyrektora.
W dokumencie wskazano, że stanowisko dyrektora szpitala wymaga obecności w placówce i wykonywania funkcji kierowniczych. Świadczenie usług medycznych w czasie przeznaczonym na zarządzanie jednostką oceniono jednoznacznie negatywnie.
Co istotne, sam Żochowski przyznał w rozmowie z WP, że zarabiał więcej, niż wynikałoby z formalnej zgody na dodatkową pracę.
– Miałem formalnie zgodę na dodatkowe 1/3 etatu do wartości umowy o pracę, a nawet sądząc po tych pieniążkach z oświadczenia, to zarobiłem dużo więcej, mimo że brałem stawkę godzinową najniższą w ustawie o płacy minimalnej – powiedział.
„Pracę dyrektora też bardzo lubię”
WP zapytała Żochowskiego, dlaczego skoro tak bardzo zależy mu na pracy lekarza nie zrezygnuje z funkcji dyrektora. Odpowiedź była wyjątkowo szczera.
– Jest to jakiś pomysł. Póki co, zabezpieczeniem sądu pozostaję na stanowisku – odparł.
Dopytywany, dlaczego nie chce odejść z gabinetu dyrektora mimo działań starostwa, odpowiedział:
– Tak to rozumieć, że pracę dyrektora też bardzo lubię i wydaje mi się, że droga, którą przeszedł szpital pod moimi rządami, jest jednym z większych, spektakularnych sukcesów, jeżeli chodzi o medycynę powiatową w Polsce.
Żochowski odpiera też zarzuty dotyczące pracy w godzinach dyrektorskich. Twierdzi, że takie sytuacje zdarzały się jedynie sporadycznie, gdy trzeba było ratować życie pacjenta albo nie było innego lekarza.
– Nie pełniłem dyżurów w godzinach pracy dyrektora, poza absolutnie sporadycznymi przypadkami, kiedy zachorował lekarz i nie było nikogo, kto by wsiadł do karetki – mówił.
Kontrola wynagrodzenia ugrzęzła. Dokumentów nie wydano
Wątpliwości budzi również kwestia dokładnych zarobków dyrektora. Według władz powiatu do dziś nie udało się zweryfikować pełnej wysokości jego wynagrodzenia, ponieważ szpital nie przekazał wszystkich oczekiwanych informacji. Jak opisuje WP, starostwo wysłało do placówki biegłego rewidenta, ale ten nie otrzymał dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia kontroli.
Sprawa trafiła do sądu administracyjnego. Równolegle przed sądem pracy toczy się spór o zwolnienie dyscyplinarne. Do czasu rozstrzygnięcia Żochowski pozostaje na stanowisku.
Politycznie sprawa jest wyjątkowo niewygodna dla PiS. Partia mocno punktuje nieprawidłowości w ochronie zdrowia i zarobki lekarzy związane z innymi środowiskami politycznymi. Tymczasem w Garwolinie wieloletni dyrektor, radny PiS i lekarz nadal kieruje szpitalem, choć jego własny pracodawca postawił mu poważne zarzuty.