Kamila Biedrzycka: Ma pan jeszcze ochotę brać udział w czynnej polityce?
Paweł Kukiz: Oczywiście, że nie mam ochoty brać w tym udziału, podobnie jak człowiek czasem nie ma ochoty wyrzucić śmieci, albo wyczyścić szamba. Ale musi to zrobić dopóki nie przestanie cuchnąć. Trzeba niestety w tym bagnie się taplać, choć oczywiście nie sprawia mi to jakiejś szczególnej przyjemności. Znam dużo przyjemniejsze i bardziej intratne zajęcia. Ale jednak oprócz artystycznej duszy mam także kresowy upór w dążeniu do celu. I dopóki nie osiągnę, to będę w tym bagnie się musiał taplać.
- PiS we wszystkich dziedzinach dąży do centralizacji władzy, a pan chce ją oddawać ludziom. Nie ma na to szans.
- Wszystkie partie działają podobnie. PO miała już okazję wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze, albo przynajmniej system mieszany. Miała okazję z referendum zrobić poważną instytucję. I tego nie dokonała. A PiS oczywiście cechuje się taką siermiężnością w sposobie sprawowania władzy. Ale ona nie została im dana raz na zawsze. PiS ma wewnętrzne problemy i teraz dochodzi do takiej sytuacji, w której dzisiaj piątka związanych ze mną posłów waży więcej niż 40 w 2015 r. Być może uda się to wykorzystać (…) być może sytuacja polityczna doprowadzi do tego, że PiS będzie bardzo potrzebowało tych pięciu szabel i może wówczas uda się przepchnąć moje postulaty.
- Rozmawiał pan o tym z Jarosławem Kaczyńskim?
- Ja rozmawiam i z Jarosławem Kaczyńskim i z Włodzimierzem Czarzastym i swego czasu z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Rozmawiam z każdą osobą, która może się przyczynić do wprowadzenia zmian ustrojowych.
- Pytam o rozmowy ws. poparcia pańskich ludzi dla rządu PiS.
- Ja mogę popierać niektóre postulaty czy projekty ustaw PiS, pod warunkiem, że PiS uchwali zmiany, o których mówię od 15 lat. Czyli ordynację wyborczą, ustawę antykorupcyjną, instytucję sędziów pokoju.
- Naprawdę pan sądzi, że PiS to zrobi?
- Mam nadzieję, że dojdzie do takiej sytuacji, że nie będzie miało wyjścia (…) tej nadziei szukam wszędzie – od lewa, do prawa. Jest mi absolutnie obojętne kto moje postulaty wprowadzi w życie.
- Po tych rozmowach może pan powiedzieć, że ufa prezesowi PiS?
- Ja nikomu nie ufam w polityce. Zaufałem Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi i PSL. Ale to są oszuści. Oszukali mnie tak w kwestiach finansowych, na około 6 mln zł, a także w kwestii podziału stanowiskiem wicemarszałka Sejmu. To są oszuści, mają po prostu taki rys. Ale widzi pani, ta polityka jest tak brudna, że nie wykluczam współpracy z oszustami z PSL za – dajmy na to – 2,5 roku. Ale wtedy będę już do nich podchodził z ogromną dozą nieufności.
- Co to znaczy, że PSL chciał pana oszukać na 6 mln zł?
- Przed wyborami byliśmy umówieni na to, że 1/5 pieniędzy z tytułu subwencji pójdzie nie na nasze konto, ale pod kontrolę kukizowców, na postulaty, prowadzenie działalności edukacyjnej na rzecz postulatów, o których mówię.
- To była umowa dżentelmeńska z Kosiniakiem-Kamyszem?
- Wtedy myślałem, że dżentelmeńska, ale okazuje się, że ja się z dżentelmenami nie umawiałem, bo dżentelmeni słowa i umów dotrzymują.