Krzysztof Śmiszek ostro skomentował sprawę TK. Nie gryzł się w język

Gościem "Expressu Biedrzyckiej" był Krzysztof Śmiszek z Nowej Lewicy, który skomentował między innymi kontrowersje wokół Trybunału Konstytucyjnego. - Trybunał Konstytucyjny to nie jest budynek, tylko ludzie - mówił.

Krzysztof Śmiszek podczas rozmowy w studio. O planach na Trybunał Konstytucyjny przeczytasz na SE Polityka.
Autor: Screen z You Tube/ Canva.com Krzysztof Śmiszek, europoseł Nowej Lewicy

Super Express: „Nie ukrywam, że kluczowe jest wysadzenie z siodła nielegalnie funkcjonującego przewodniczącego Święczkowskiego”, mówi Donald Tusk. To jest plan na przywrócenie obywatelom Trybunału Konstytucyjnego?

Krzysztof Śmiszek: Najważniejsze jest jedno: w moim przekonaniu rola polityków jeśli chodzi o uzdrawianie sytuacji w Trybunale po prostu się już kończy. Dzisiaj to już sędziowie mają za zadanie jej uregulowanie i ustabilizowanie. To oni muszą podjąć decyzję czy chcą pracować z prezesem Święczkowskim i czy w ogóle w takim kształcie. Jeśli mamy już dzisiaj większość sędziów wybranych przez większość rządową, w styczniu odchodzi kolejny, to już do nich należy decyzja czy próbować zwołać Zgromadzenie Ogólne czy np. wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec prezesa Święczkowskiego. (…) O to chodzi w niezależności instytucji ustrojowych, które powinny mieć autonomię i możliwość oczyszczania z ewentualnych błędów wkradających się w ich pracę.

- Można odnieść wrażenie, że państwo teraz umywają ręce od całej sprawy i ciężar odpowiedzialności zrzucają na sędziów?

- Nie zgodzę się z taką tezą, bo instrumenty, które przynależą państwu są wykorzystywane. Np. ochrona policji we wprowadzeniu do budynku sędziów, którzy mają pełne prawo tam zasiadać. To jest kompetencja państwa i to zapewniło MSWiA. Nie wyobrażam sobie natomiast innych interwencji państwa, np. w postaci wejścia do TK premiera czy ministra. Tutaj ta rola się kończy.

- Nie według Karola Nawrockiego, który do Trybunału pofatygował się osobiście.

- Gdzieś tam sobie znalazł, nie wiem gdzie, bo nie w konstytucji, możliwość takiej interwencji i nagłego przyjazdu do TK, ale nie wiadomo w jakim celu to zrobił. Wzmocnienia pana Święczkowskiego?

- „Prezydent jest strażnikiem konstytucji” słyszymy w odpowiedzi od urzędników Pałacu Prezydenckiego.

- Ale nie jest strażnikiem Trybunału Konstytucyjnego! Bądźmy poważni.

- Jeden z prezydenckich ministrów mówił, że Karol Nawrocki „tonował emocje”.

- Prezydent chyba troszkę się przestraszył, że jego dalekosiężny plan urządzenia państwa po swojemu może dać w łeb, jeśli Święczkowski się złamie, albo zacznie negocjować z nowo wybranymi sędziami TK. Więc pewnie pojechał po to, żeby nim potrząsnąć.

- Czyli nie żeby „tonować emocje”?

- No absolutnie nie! To jest strasznie słabe także wizerunkowo, że prezydent musi wsiadać na sygnale w limuzynę, jechać do Trybunału i tam być witanym na schodach przez tuza polskiej prawicy pana Goska. Wszystko to wygląda bardzo źle. Odnoszę jednak wrażenie, że prezydent ma jakiś swój misterny plan przejmowania całej władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej w Polsce i że on mu się trochę zaczął walić. Bo przypuszcza, że Święczkowski może się złamać.

- A może?

- Oczywiście może trwać niczym „ostatni Mohikanin” na szańcu Prawa i Sprawiedliwości, ale pamiętajmy, że Trybunał Konstytucyjny jest organem kolegialnym. Jeśli jestem prezesem takiej instytucji i nie mam posłuchu, tracę sojuszników, jako jedyny próbuję zatrzymać bieg historii, to długo to nie potrwa. Nie można trwać latami w osamotnieniu. I właśnie tego boi się Nawrocki, że Święczkowski dostanie „stracha”.

- Na razie jednak sytuacja w Trybunale jest nadal patowa. Prawidłowo wybrani sędziowie nie są wpuszczani do gabinetów, nie mogą orzekać, bo jednoosobowo zabrania im tego właśnie pan Święczkowski. Karol Nawrocki podaje w wątpliwość staż pracy sędziego Macieja Berka i nie uznaje jego wyboru oraz faktu złożenia ślubowania.

- Ja tylko przypomnę, że Trybunał Konstytucyjny to nie jest budynek, tylko ludzie. Naprawdę sprawa idzie już ku końcowi, wszyscy jesteśmy już zmęczeni tą awanturą i jeśli sędziowie uznają, że chcą się spotkać w innym miejscu niż w Alei Szucha, to mogą się spotkać. A to, że ktoś ich nie uznaje? Ja też nie uznaję, że dzisiaj nie ma słońca, ale myślę, że pogoda niespecjalnie się tym przejmuje. Mamy procedury, choć oczywiście sytuacja jest turbo skomplikowana po tej wieloletniej rozwałce Trybunału przez PiS. Moim zdaniem jednak sytuacja idzie ku dobremu.

- A kiedy dojdzie do szczęśliwego zakończenia?

- Tego oczywiście nie wiemy, ale sądzę, że jest to bliżej niż dalej. W tym sensie, że mamy już wyrobiony jakiś zdecydowany głos w TK i wiemy też, że Święczkowskiemu sojusznicy powolutku odpadają. Niektórzy sędziowie, wybrani jeszcze przez PiS, zaczynają bowiem zmieniać optykę. Wiedzą, że ich sytuacja jest niepewna, a po drugie na zewnątrz to nie wygląda dobrze w ogóle, a po trzecie jest pytanie o budżet Trybunału.

- Nie jest zaplanowany na przyszły rok.

- Nie jest, bo nie zwołano Zgromadzenia Ogólnego, które jest jedynym organem jaki może przedstawić ministrowi finansów plan wydatków na kolejny rok. (…) Prezydent Nawrocki próbuje dzisiaj robić wszystko żeby nie uzdrowić sytuacji w Trybunale i będzie się łapał każdego argumentu.

- Zapytam wprost: dlaczego nie chce uzdrowić?

- Bo nie jest mu na rękę Trybunał Konstytucyjny, który wreszcie ma sędziów orzekających zgodnie z ustawą zasadniczą i własnym sumieniem, a nie na polityczne polecenie. On potrzebuje mieć żyranta swoich decyzji, żeby nie być jedynym obciążonym negatywnymi działaniami wobec rządu.

- Minister Marcin Przydacz zapowiedział, że jeśli zajdzie potrzeba, to prezydent ws. TK „odwoła się do siły narodu”. Zaniepokoiły pana te słowa?

- To brzmi groźnie, bardzo niepokojąco i absolutnie akonstutucyjnie. Bo co oznacza „siła narodu”? Raczej nie referendum, tylko wyprowadzenie ludzi na ulic. Tak zwane kryterium uliczne, czyli nie siłę argumentu, ale argument siły. Ja bym się nie zdziwił gdyby prezydent Nawrocki chciał wywołać takie turbulencje społeczne. Bo jeśli Trybunał Konstytucyjny wymknie mu się spod kontroli, to będzie musiał wywołać jakąś inną emocję. On się rozpycha na scenie politycznej i widać, że ani argument konstytucyjny, ani bezpieczeństwa, ani finansów publicznych, nie jest dla niego ważny. Ważne jest przejęcie rządu dusz na prawicy. Wchodzi w buty Jarosława Kaczyńskiego, który dzisiaj nie jest już w stanie generować emocji społecznych i licząc na kilkaset tysięcy, sprowadza przed TK kilka tysięcy ludzi. Nawrocki wykorzysta dziś więc każdy argument, także zamieszki uliczne.

Rozmawiała Kamila Biedrzycka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki