"Super Express": - Karol Nawrocki udał się z wizytą do Budapesztu i spotkał z Victorem Orbanem, który 12 kwietnia w wyborach parlamentarnych będzie walczył o utrzymanie władzy. Można to traktować jako formalne wsparcie dla premiera Węgier?
Paweł Kowal: - Powiedzmy sobie szczerze: to jest wsparcie dla Orbana i to jest przeciwko interesom Polski. Wariowanie w tej sprawie przez część polskiej opozycji, jakieś pochwały ze strony Ryszarda Terleckiego i przede wszystkim wsparcie od polskiego prezydenta, jest stawianiem interesu partyjnego, grupowego, ideologicznego ponad interes narodowy. Nasz narodowy interes jest jasny, a Orban postępuje sprzecznie z tym interesem.
- Chodzi wyłącznie o stosunek do Putina?
- Chodzi o politykę w Europie Środkowej, oczywiście politykę wobec Rosji, politykę wobec Unii Europejskiej. Dzisiaj właściwie na każdym polu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo narodowe Polski, Orban jest naszym przeciwnikiem. Wewnętrznym, bo wewnątrz Unii i NATO, ale poważnym.
- Karol Nawrocki nie zdaje sobie z tego sprawy, czy zdaje sobie sprawę i postanowił go wspierać w kampanii mimo wszystko?
- To drugie.
- Jak to jest możliwe?
- Nie wiem. Szczerze mówiąc jestem zaskoczony tym, że prezydent tak mocno się angażuje w kampanię na Węgrzech.
- Tym bardziej, że w grudniu odwołał spotkanie z Orbanem, bo ten udał się wcześniej do Władimira Putina.
- Jeśli ktoś jest prezydentem to podstawową rzeczą jest by umiał rozróżnić interes narodowy od interesu jakiejś grupy czy partii. Nasz interes narodowy nie polega na tym żeby wspierać Orbana. Można się nie angażować w wybory na Węgrzech, one są bardzo trudne, bo po kilkunastu latach Orban może stracić władzę. Z polskiego punktu widzenia to byłoby dobre. Więc wspieranie go jest w tym przypadku przeciwko naszym interesom.
- Jaki jest pana największy zarzut do Victora Orbana?
- Rewizjonizm. Właśnie wróciłem z USA, gdzie mówiłem, że to problem podstawowy. Przede wszystkim rewizjonizm granic, który Orban od dawna popiera. Dla Polski bowiem próba siłowej zmiany granic w Europie jest po prostu tragedią, dlatego że oznacza początek nowej wojny. Musimy mówić o tym poważnie wszędzie gdzie się da. Do tego dochodzą działania na rozsadzanie Unii Europejskiej, do tego teraz jeszcze się okazuje, że to jest stałe raportowanie do Moskwy z posiedzeń europejskich instytucji, przede wszystkim Rady Europejskiej. To wszystko jest tragiczne i gdybyśmy kilka lat temu sobie o tym mówili, to nikt by nie uwierzył, że jakieś państwo członkowskie UE może sobie pozwalać na tego typu politykę.
Rozmawiała Kamila Biedrzycka