"Super Express": - Panie Premierze, program „Orka” i zakup nowych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej to temat, który ciągnął się w Polsce przez dekady. Kolejne rządy składały deklaracje, z których niewiele wynikało. Czy wreszcie nastąpił przełom, na który czekali marynarze?
Władysław Kosiniak-Kamysz: - Tak, to historyczny moment dla naszych sił morskich. Wielu ministrów obrony, premierów i prezydentów obiecywało pozyskanie okrętów podwodnych dla polskiej armii, ale to się wreszcie stało faktem. Odczuwam dziś wielką wdzięczność wobec wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że Polska pozyskała - na mocy podpisanej w poniedziałek umowy - trzy okręty podwodne typu A26 piątej generacji. To najnowocześniejsze jednostki przeznaczone do operowania na Bałtyku. Są one zdolne do wykonywania zadań zarówno na rzecz Marynarki Wojennej, jak i komponentu wojsk specjalnych. Co niezwykle istotne w kontekście nowoczesnego pola walki, będą one mogły operować rojami dronów sterowanych bezpośrednio z pokładu okrętu oraz realnie wspierać zarządzanie całą architekturą bezpieczeństwa i infrastruktury krytycznej na Morzu Bałtyckim.
Program Orka staje się faktem. Polska podpisała umowę na szwedzkie okręty podwodne A26
- Kontrakty zbrojeniowe tej skali zawsze budzą pytania o korzyści dla krajowego przemysłu. Co ta umowa oznacza dla polskich stoczni i gospodarki?
- Zakup szwedzkich okrętów to nie tylko czysty zysk militarny, ale również potężne inwestycje Szwecji w polską gospodarkę. Dzięki zawartej umowie gwarantujemy transfer technologii do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Kontrakt obejmuje także budowę i zakup okrętu ratowniczego „Ratownik” dla Marynarki Wojennej Królestwa Szwecji. Oprócz tego szwedzkie firmy, na czele z koncernem Saab, zrealizują w Polsce ogromne inwestycje. Ulokowanie linii produkcyjnych w naszym kraju to pierwsza tego typu umowa w historii, zawarta najpierw na podstawie strategicznych decyzji rządowych, a następnie precyzyjnych negocjacji pomiędzy spółkami przemysłu obronnego obu państw. Jestem bardzo dumny i osobiście wdzięczny wszystkim ekspertom i negocjatorom, którzy doprowadzili do tego przełomowego momentu.
- Sytuacja okrętów podwodnych w naszych Siłach Zbrojnych była już krytyczna. Obecnie polscy marynarze dysponują przecież tylko jednym, dramatycznie przestarzałym okrętem ORP „Orzeł”, zbudowanym jeszcze w 1985 roku w ZSRR. Ta jednostka od kilku lat regularnie wymaga napraw. Co stałoby się, gdybyśmy musieli ją wycofać przed dopłynięciem nowych okrętów klasy Blekinge?
- Ryzyko było ogromne. W przypadku ewentualnego wycofania ORP „Orzeł” ze służby, w polskiej Marynarce Wojennej nie byłoby już dosłownie żadnego sprzętu, na którym nasi marynarze okrętów podwodnych mogliby się szkolić czy choćby podtrzymywać swoje unikalne zdolności operacyjne. Nie mogliśmy dopuścić do przerwania ciągłości szkolenia. Dlatego ratunkiem dla nas ma być dostawa szwedzkiego gap fillera, czyli rozwiązania pomostowego w postaci okrętu klasy A17. Ta jednostka może trafić do Polski już w przyszłym roku. Dzięki temu zabezpieczymy proces szkoleniowy naszych załóg do momentu, aż do Gdyni przypłyną najnowocześniejsze okręty A26.
Rozmawiał Grzegorz Zasępa