Na plaży w Karwi w woj. pomorskim we wtorek wieczorem znaleziono obsypane piachem szczątki obiektu latającego; zostały one zabezpieczone przez śledczych z Żandarmerii Wojskowej i prokuratury.
Do sprawy nawiązał w środę podczas wystąpienia w jednostce wojskowej w Nowym Glinniku (woj. łódzkie) szef MON. Powiedział, że znalezisko to szczątki polskiego drona, który został zestrzelony w ramach ćwiczeń z użyciem polskich dronów i systemów antydronowych, które odbyły się na nadmorskim poligonie w Ustce kilka tygodniu temu.
- Po kilku tygodniach morze wyrzuciło szczątki. Uspokajam, to nie była jakaś rosyjska prowokacja, tylko efekt ćwiczeń na poligonie w Ustce - powiedział Kosiniak-Kamysz.
Jak wskazał, chodziło o prace Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, który pracuje nad rozwijaniem technologii dronowych i antydronowych. Podziękował żołnierzom i inżynierom za ich pracę i podkreślił znaczenie, jakie systemy bezzałogowe i sposoby ich zwalczania mają dla Wojska Polskiego i bezpieczeństwa kraju.
Zgłoszenie o natrafieniu przez osobę postronną na obiekt przypominający drona wpłynęło do służb we wtorek około godz. 18.30. Jak poinformowała PAP oficer prasowa KPP w Pucku asp. Agnieszka Selewska, dyżurny otrzymał informację za pośrednictwem Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Na miejsce skierowano funkcjonariuszy, którzy zabezpieczyli teren, powiadomili prokuraturę i właściwe służby.
W połowie września morze w Rusinowie niedaleko Jarosławca (woj. zachodniopomorskie) wyrzuciła na brzeg drona, który okazał się rosyjskim bojowym bezzałogowcem typu Gerbera-2. Jak informował wtedy Kosiniak-Kamysz, dron najprawdopodobniej został utracony przez Rosję podczas prób manewrów nad Morzem Bałtyckim. Sprawę badają prokuratura i służby.