- Trzy konie Kancelarii Prezydenta – Edzio, Ramzes i Aramis – rozpętały polityczną burzę, budząc pytania o publiczne wydatki.
- Ich utrzymanie i zakup wywołują kontrowersje, gdyż prezydenta Nawrockiego nikt w siodle nie widział, co podsyca spekulacje.
- Odkryj, jak Donald Tusk i inni politycy ostro skomentowali tę "prezydencką pasję", rzucając nowe światło na całą sytuację.
Jeszcze kilka dni temu mało kto poza pracownikami Kancelarii Prezydenta wiedział, kim są Edzio, Ramzes i Aramis. Dziś imiona trzech koni przewijają się przez media, wpisy polityków i kolejne pytania o prezydencką rezydencję w Promniku.
Historia zaczęła się od informacji o zwierzętach utrzymywanych na terenie ośrodka pozostającego w dyspozycji Kancelarii Prezydenta. Temat szybko przestał być wyłącznie ciekawostką. Pojawiły się pytania o pieniądze, o to, kto korzysta z koni, a nawet o umiejętności jeździeckie Karola Nawrockiego.
Kancelaria potwierdziła, że Centrum Obsługi KPRP ma pod opieką trzy konie. Jak przekazano, są to kuc, koń fryzyjski i koń huculski o imionach Edzio, Ramzes i Aramis. Jeden znajdował się pod opieką Kancelarii jeszcze za prezydentury Andrzeja Dudy, a dwa kolejne zostały zakupione w ostatnim czasie.
Edzio, Ramzes i Aramis. Skąd konie wzięły się u prezydenta?
Pierwsze szerzej komentowane informacje o koniach pojawiły się po publikacji „Gazety Wyborczej”. Według ustaleń dziennika zwierzęta trafiły do prezydenckiego ośrodka w Promniku wiosną 2026 roku, a z wierzchowców mieli korzystać Karol Nawrocki, Marta Nawrocka oraz ich córka.
Kancelaria nie potwierdziła jednak całej tej wersji. Oficjalnie mówi o trzech koniach pozostających pod opieką Centrum Obsługi KPRP. „GW” informowała także o czwartym wierzchowcu przeznaczonym dla funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa, który miałby towarzyszyć prezydentowi podczas jazdy.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz podkreśla, że same zwierzęta w prezydenckich rezydencjach nie są niczym nowym.
– Ich utrzymanie jest finansowane ze środków Centrum Obsługi KPRP. To praktyka stosowana od wielu lat – przekazał.
Według jego relacji konie i inne zwierzęta przebywały w obiektach należących do Kancelarii jeszcze przed objęciem urzędu przez Nawrockiego. W przeszłości miały znajdować tam schronienie także m.in. daniele i jelenie.
Ile kosztują prezydenckie konie?
Pieniądze szybko stały się najgorętszą częścią całej historii.
Według ustaleń „Gazety Wyborczej” od lipca na prace związane z opieką nad zwierzętami w Promniku wydano 44,2 tys. zł. Kolejne około 10 tys. zł miało zostać przeznaczone na paszę i karmę. Daje to łącznie około 54 tys. zł.
Kancelaria nie ujawniła natomiast cen zakupu dwóch nowych koni. Wiadomo jedynie, że jeden z trzech wierzchowców pochodzi jeszcze z okresu prezydentury Andrzeja Dudy, a dwa zostały kupione już później.
Nie jest więc tak, że wszystkie konie pojawiły się w Promniku wraz z Karolem Nawrockim. Jednocześnie dwa zakupy dokonane w ostatnim czasie sprawiły, że politycy zaczęli pytać, czy państwo powinno finansować zwierzęta wykorzystywane również do rekreacji.
A gdzie właściwie jeździ Karol Nawrocki?
W Promniku i okolicach jazda konna nikogo szczególnie nie dziwi. W gminie Wilga działa kilka stajni, a część mieszkańców sama trzyma konie. Co ciekawe, osoby związane z lokalnym środowiskiem jeździeckim, z którymi rozmawiała Wirtualna Polska, nie widziały dotąd Karola Nawrockiego na koniu.
– Nigdy nikt nie pochwalił się, że widział prezydenta jadącego konno. A mamy wśród radnych osoby trzymające konie. Ośrodek w Promniku jest strzeżony i to pozwala zachować prywatność – mówiła WP sekretarz gminy Wilga Monika Paśnik.
Współwłaścicielka jednej z pobliskich stajni również przyznała, że nie spotkała prezydenta podczas przejażdżki.
– Nigdy nie widziałam, ale z ciekawości chciałabym zobaczyć, jak jeździ prezydent – powiedziała.
Brak świadków nie przesądza oczywiście, że Nawrocki nie wsiada do siodła. Prezydencki ośrodek jest ogrodzony, pilnowany i rozciąga się na około 100 hektarach. Lokalny hodowca tłumaczył WP, że można tam jeździć nawet przez dwie godziny bez konieczności opuszczania terenu.
Jeżeli więc prezydent rzeczywiście ćwiczy jazdę konną, nie musi pokazywać się na publicznych drogach ani spotykać mieszkańców.
Ten sam hodowca ocenił, że jeśli Nawrocki rozpoczął regularną naukę kilka miesięcy temu, powinien być już w stanie samodzielnie poruszać się w kłusie.
Tusk wyciągnął swoje zdjęcie. „Jeździłem słabo, ale za swoje”
Konie szybko wybiegły z Promnika prosto do ogólnopolskiej polityki.
Donald Tusk opublikował stare zdjęcie, na którym siedzi na koniu. Nie potrzebował długiego komentarza.
„Jeździłem słabo, ale za swoje” – napisał premier.
Aluzja była czytelna. Wpis pojawił się dokładnie wtedy, gdy politycy dyskutowali o kosztach utrzymania zwierząt pozostających w dyspozycji Kancelarii Prezydenta. Do zabawy dołączył Radosław Sikorski. Szef MSZ pokazał swoje zdjęcie z konia wykonane w latach 80. podczas pobytu w Afganistanie i dopisał krótko: „Też lubię konno”. Rzecznik rządu Adam Szłapka również znalazł w swoim archiwum odpowiedni materiał. Opublikował nagranie z jazdy w Bieszczadach.
„Jeździectwo to przepiękny sport, ale jeździmy za swoje. I nie trzeba trzymać koni w Kancelarii” – napisał.
Trzy wpisy wystarczyły, aby konie z Promnika dostały własny polityczny serial.
Pałac odpowiada: konie były tu wcześniej
Rafał Leśkiewicz nie pozostawił tych komentarzy bez odpowiedzi. Rzecznik prezydenta przekonywał, że przedstawianie sprawy jako szczególnej zachcianki Nawrockiego jest nieuczciwe. Według niego obecność zwierząt w prezydenckich rezydencjach jest praktyką mającą wieloletnią historię. Samą medialną i polityczną ofensywę wokół koni nazwał „wściekłym atakiem rządzących”.
Leśkiewicz zwracał również uwagę, że jeden z obecnych koni pochodzi jeszcze z czasów Andrzeja Dudy.
Z lokalnych relacji wynika, że konie rzeczywiście pojawiały się w Promniku także znacznie wcześniej. Jeden z hodowców opowiadał WP, że kilkanaście lat temu przyjechał do ośrodka, gdy wystawiano tam zwierzęta na sprzedaż. Wejście odbywało się wówczas za przepustką.
Komorowski: „Ja nie jeździłem konno i tam koni nie było”
Do sprawy odniósł się także Bronisław Komorowski, którego trudno posądzić o niechęć do jazdy konnej. Były prezydent interesował się jeździectwem jeszcze przed objęciem urzędu. W rozmowie z TVP Info zapewnił jednak, że podczas jego prezydentury sytuacja wyglądała inaczej.
– Ja mogę tylko uczciwie powiedzieć: ja nie jeździłem konno i tam koni nie było – stwierdził.
Komorowski zażartował również, że jeżeli jazda konna jest „fanaberią” obecnego prezydenta, to i tak wolałby ją od urządzenia w ośrodku ringu bokserskiego.
Aleksander Kwaśniewski również został zapytany o prezydenckie konie. Były prezydent mówił WP, że własnego konia nigdy nie miał. Pamiętał, że w Promniku znajdowały się jakieś zwierzęta, ale nie potrafił podać szczegółów.
Z trzech koni zrobiła się polityczna wojna
Cała historia ma więc kilka warstw. Faktem jest, że Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta ma pod opieką trzy konie i finansuje ich utrzymanie. Faktem jest również, że dwa zwierzęta zakupiono w ostatnim czasie, a jeden koń pozostał po poprzedniej prezydenturze.
Osobną kwestią pozostają informacje o tym, kto dokładnie i jak często na nich jeździ. Kancelaria nie przedstawiła dotąd szczegółowego rozkładu korzystania ze zwierząt, a mieszkańcy okolic Promnika nie spotkali Karola Nawrockiego podczas przejażdżki.
Politycznie sprawa zdążyła natomiast osiągnąć pełną prędkość. Premier, minister spraw zagranicznych i rzecznik rządu pokazali własne konne doświadczenia, a Pałac odpowiedział zarzutem prowadzenia politycznej nagonki. Najspokojniejsi w całym zamieszaniu pozostają chyba Edzio, Ramzes i Aramis. One do dyskusji o budżecie Kancelarii, Donaldzie Tusku i politycznych docinkach jeszcze się nie włączyły.