Stanisław Dziwisz

i

Autor: Art Service/ Super Express Stanisław Dziwisz

WYJĄTKOWY WYWIAD

Kard. Dziwisz, najbliższy współpracownik papieża: Jan Paweł II przygotował nas na swoją śmierć

2025-04-02 14:02

Kard. Stanisław Dziwisz, najbliższy współpracownik papieża, wspomina ostatnie godziny życia Ojca Świętego. - Chciał się przygotować do momentu przejścia poprzez medytację, poprzez osobistą modlitwę. I akurat przyjechał z Polski ksiądz profesor Tadeusz Styczeń – też już świętej pamięci – czyli jego następca na katedrze w Lublinie. I on czytał Pismo Święte, Ewangelię św. Jana. Dziewięć rozdziałów. Po kolei. I papież słuchał, widać było, że rozważa, że się modli i tak to trwało do godzin wieczornych - mówił w programie "Poranny Ring" kardynał.

„Super Express”: - 20 lat temu w poranek 2 kwietnia 2005 roku kardynał był od rana z Janem Pawłem II?

Kard. Stanisław Dziwisz: - Tak, byliśmy przy łóżku Ojca Świętego, który był świadomy. Rozmawiał z nami. Poza tym ustaliliśmy, że za chwilę odprawimy mszę świętą poranną, w której brał udział. Był w łóżku, był już słaby, ale brał czynny udział łącznie z komunią świętą i powtarzał słowa konsekracji w czasie mszy świętej. To była właściwie koncelebra.

- A po mszy?

- Przychodzili pożegnać się z nim. Pierwszym z tych ważnych ludzi, którzy przyszli pożegnać się z papieżem był kardynał Ratzinger. On był szefem kolegium kardynalskiego. Potem byli inni kardynałowie, wikariusz Rzymu i inni.

- Jak wyglądało pożegnanie kardynała Ratzingera z Janem Pawłem II?

- Ojciec Święty witał ich jednym słowem, podawali rękę, całowali rękę papieża i przychodzili następni. I tak przez cały dzień trwało to pożegnanie. Dla mnie największym wzruszeniem było to, że po tych współpracownikach, powiedzmy, wyjątkowych przychodzili ludzie prości. Ci, którzy na przykład sprzątali, którzy zamiatali apartament.

- Oni już byli pogodzeni ze śmiercią papieża?

- Widzieli oczywiście, że Ojciec Święty jest u kresu swojego życia, że gaśnie. Przychodzili ze łzami w oczach, bo za Jana Pawła II Watykan to był ich dom. To było przed południem. Po południu Ojciec Święty poprosił, żeby mu czytano Pismo Święte.

- Kto czytał?

- Chciał się przygotować do momentu przejścia poprzez medytację, poprzez osobistą modlitwę. I akurat przyjechał z Polski ksiądz profesor Tadeusz Styczeń – też już świętej pamięci – czyli jego następca na katedrze w Lublinie. I on czytał Pismo Święte, Ewangelię św. Jana. Dziewięć rozdziałów. Po kolei. I papież słuchał, widać było, że rozważa, że się modli i tak to trwało do godzin wieczornych.

- Nie rozważaliście, żeby przewieźć Jana Pawła do kliniki Gemelli, żeby go jeszcze ratować?

- Nie rozważaliśmy tego, bo wiedzieliśmy, że papież już odchodzi z tego świata. On absolutnie nie lękał się śmierci. Był przygotowany. Zresztą mówił do nas wcześniej. Człowiek ma tak żyć, żeby jego przejście na drugi świat do domu Ojca było pogodne i radosne. Takie było jego życie i taki był koniec jego życia. On się nie bał śmierci.

- Po południu odprawiliście jeszcze jedną mszę?

- Wieczorem. Nie prosił o nią, ale powstała myśli, jakiś taki wewnętrzny nakaz, żeby odprawić mszę świętą. To była wigilia niedzieli Bożego Miłosierdzia. To było ok 20:00. Ja przewodniczyłem tej mszy świętej.

- Papież przyjął komunię?

- Zachował trzeźwość umysły. Ojciec Święty przyjął parę kropli Eucharystii już konsekrowanej. Widzieliśmy, że pod koniec mszy świętej traci przytomność. No i nastała agonia.

- Przy której był także i lekarz. Czy była próba reanimacji?

- Nie, byliśmy przy nim, trzymaliśmy go za rękę, zapaliliśmy gromnicę. No i modlitwa nasza cicha, spokojna. Bo papież nas przygotował na ten moment. Myśmy to przeżywali, ale staraliśmy się tak zachowywać, żeby nie widział tego naszego głębokiego absolutnie przeżycia. Odchodził ojciec. I jak lekarz mówił, że papież odszedł, to jeszcze sprawdził EKG raz, a za pół godziny drugi raz.

- Śmierć potwierdził definitywnie o 21:37. Co się potem działo w pokoju?

- Zaraz po śmierci było przygotowanie do złożenia go do trumny. Była przygotowana kaplica. Ojca Świętego trzeba było ubrać w szaty liturgiczne. Był ceremoniarz, który to robił. Co mnie uderzało? Normalnie jak ludzie przychodzą do zmarłego, to tak trochę z dystansem. A do niego przychodzili tak, jakby on żył. Widziałem, jak go całowali. Całowali nogi, ręce. Modlili się, rozmawiali z nim. Profesor, który był przy tym badaniu już po śmierci i przygotowaniu do złożenia do grobu, mówił, że u papieża na twarzy był rumieniec, a ręce wcale nie zesztywniały. Był tak jak żywy.

- Po 20 latach od śmierci Jana Pawła II widzi kardynał w Kościele jakieś błędy, które mogą odsuwać nas od pamięci o Ojcu Świętym?

- Kościół żyje Janem Pawłem II bardzo mocno. Może nie jest na tym poziomie, na jakim był wtedy, kiedy Jan Paweł był papieżem Ale ten Kościół ma siłę odradzająca. On się odradza.

- Ale czy Kościół sobie trochę nie zapracował przez ostatnie lata na to, żeby być dziś marginalizowany? Czy rachunek sumienia w Kościele został już zrobiony i wyciągnięto wnioski?

- Kościół idzie swoją drogą i poradzi sobie.

- A ile to będzie trwało?

- Myślę, że nie jest źle, bo ciągle ludzie są w Kościele.

- A czy Janowi Pawłowi II będą jeszcze stawiali pomniki w Polsce?

- To nie do mnie pytanie. Aktualnie ciągle chce się upamiętnić Jana Pawła II. Rosną te pomniki przy kościołach. Wszędzie chcą mieć jakiś znak obecności Jana Pawła II.

Rozmawiał Marek Balawajder

Super Ring 01.04.2025