"Super Express": - Jak po dwóch latach ocenia pan wyjaśnianie tragedii smoleńskiej?
Joachim Brudziński: - Gdyby Kaczyński wygrał wybory, doprowadziłby do powstania międzynarodowej komisji, która wyjaśniałaby sprawę. Takiej, jaką Rosjanie dopuścili po wypadku na Syberii. Można teraz, można było i wówczas.
- Rząd podkreśla, że to sprawa prokuratury.
- Komorowski awansuje szefa BOR, a nawet odznacza ambasadora Rosji Grynina! Za co? Za niewydanie wraku? Zrzucanie winy na polskich pilotów i oczernianie gen. Błasika? Po co odznaczenia dla rosyjskich służb zacierających ślady i żenujące łaszenie się do Rosjan?
- Przed rokiem atmosfera wokół tragedii nie była tak ostra. Zamach był jedną z wersji, dziś prezes Kaczyński mówi: "mam poczucie, że Lech Kaczyński został zamordowany".
- Dziś jesteśmy mądrzejsi o badania niezależnych ekspertów. Prof. Biniendy czy dr. Szuladzińskiego, który badał setki katastrof. Tu doszedł do wniosku, że były dwa wybuchy. Wskazał na odkształcenia wraku, skalę zniszczeń i rozrzut szczątków. Nie przyjmujmy za prawdę objawioną łgarstw Anodiny uwiarygadnianych przez komisję ministra Millera. Teza o wypadku opiera się w dużej mierze na opinii płk. Klicha, że nie badano skrzydła samolotu, gdyż "skoro walnęło, to odpadło"! Gdy ktoś to podważa, to podnosi się krzyk: "walka polityczna", "PiS wykorzystuje tragedię".
- Według pana to jednak był zamach?
- To nie Brudziński czy Kaczyński powinni decydować, czy to był zamach. Powinni eksperci o ugruntowanej pozycji naukowej, na podstawie dowodów, jak wrak i czarne skrzynki. Teza o zamachu jest jednak bardziej prawdopodobna niż przed rokiem. Pamiętajmy, gdzie są dziś te "dowody" o "debeściakach" i pijanym generale wywierającym naciski...
Joachim Brudziński
Polityk Prawa i Sprawiedliwości