Poderwane F-16 i wsparcie NATO. Stanowcza reakcja na naruszenie przestrzeni
Rzecznik dodał, że w odpowiedzi na naruszenie przez rosyjskie siły polskiej przestrzeni powietrznej, NATO i Polska uruchomiły swoje systemy obrony powietrznej i lądowej. - W odpowiedzi poderwano dwa myśliwce NATO – polskie F-16 – a także samolot tankowania powietrznego Airbus A330 należący do wielonarodowej jednostki NATO Multinational Multi-Role Tanker Transport Unit (MMU), polski samolot wczesnego ostrzegania Saab 340 AEW oraz polski śmigłowiec Mi-24 - oświadczył O'Donnell.
Ścisły kontakt Sojuszu z polskim dowództwem. Ważne rozmowy w tle
Rzecznik dodał, że NATO pozostaje w ścisłym kontakcie z polskimi władzami, a naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO w Europie (SACEUR), generał Alexus G. Grynkewich, rozmawiał dzisiaj rano z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generałem Wiesławem Kukułą.
Jak poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) w nocy ze środy na czwartek, w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16 ale obiekt zniknął z radarów; miejsce jego upadku zlokalizowano koło miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim.
Niezidentyfikowany obiekt na Lubelszczyźnie. Premier i służby na miejscu zdarzenia
Na miejscu zdarzenia od rana trwają działania operacyjne i zabezpieczające - skierowano tam Naziemny Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy oraz właściwe służby. Na Lubelszczyznę udał się także premier Donald Tusk, który zwołał zespół koordynacyjny z udziałem szefa MON. Po tym spotkaniu premier wraz z wicepremierem Kosiniakiem-Kamyszem i szefem MSWiA Marcinem Kierwińskim udali się na miejsce, w którym znaleziono elementy obiektu.
- Nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska, ale dwa z tych obiektów naruszyły przestrzeń powietrzną Polski - przyznał premier Donald Tusk przebywający w miejscu upadku rakiety. Dodał, że pierwszy obiekt to ten, który spadł na Lubelszczyźnie, a drugi był w pobliżu polskiej granicy, "ale to był bardzo krótki sygnał, więc z nim nie było związanych żadnych konsekwencji".