W całej sprawie jest dużo znaków zapytania, a pośpiech i wrzucane w ostatniej chwili poprawki budzą zdziwienie nawet w Ministerstwie Energii. Kancelaria Prezydenta mówi wręcz o szkodliwym lobbingu i nie wyklucza zawiadomienia prokuratury w tej sprawie. Reporterzy Eski prześledzili więc drogę tych przepisów. Najbardziej kontrowersyjny zapis nie znajdował się w pierwotnej wersji nowelizacji. Pojawił się dopiero na późnym etapie prac parlamentarnych. Nie wiadomo też publicznie, ile firm i ile gigawatów mocy może dzięki niemu zachować miejsce w kolejce.
O co chodzi w całej sprawie? Polska ma problem, którego przeciętny odbiorca prądu na co dzień nie widzi, ale który może decydować o tym, czy powstaną nowe elektrownie, magazyny energii i wielkie inwestycje przemysłowe. Chodzi o dostęp do sieci energetycznej. Można mieć działkę, pieniądze, inwestora i projekt elektrowni. Jeśli jednak w danym miejscu nie ma możliwości przyłączenia jej do sieci, inwestycja może nie powstać. I co ważne dostępnej mocy przyłączeniowej w Polsce brakuje.
150 GW miało być zamrożone
Skalę problemu opisywał jeszcze przed uchwaleniem marcowej reformy minister energii Miłosz Motyka. 12 lutego 2026 roku mówił w Sejmie, że według analiz wszystkie OSD – operatorzy sieci dystrybucyjnych – miały około 150 GW mocy w wydanych warunkach przyłączenia, które przez lata nie były realizowane. Minister mówił wprost o potrzebie „czyszczenia projektów zombie” i zasadzie, według której pierwszeństwo powinien mieć ten projekt, który jest rzeczywiście gotowy do realizacji. Problem dostrzegały również Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Podczas prac parlamentarnych dyrektor PSE Marek Duk mówił o „prawdziwej pladze” wygasających warunków przyłączenia.
Opisywał również konkretną praktykę rynkową: w skrócie potencjalny inwestor przez dwa lata zajmuje dostępną moc, prowadzi rozmowy z operatorem, a pod koniec ważności warunków informuje PSE, że nie udało mu się sprzedać projektu. Przez cały ten czas – jak tłumaczył przedstawiciel PSE - inni inwestorzy mogli otrzymywać odmowę, ponieważ dana stacja była formalnie zajęta.
To bardzo istotny fakt. Pokazuje bowiem, że projekt energetyczny posiadający dostęp do sieci może być przedmiotem sprzedaży. Sam dostęp do deficytowej infrastruktury jest więc jednym z elementów wartości takiego przedsięwzięcia. Państwo mówi: koniec z blokowaniem sieci.
Temu problemowi miała zaradzić duża nowelizacja Prawa energetycznego uchwalona 13 marca 2026 roku. Prezydent Karol Nawrocki podpisał ją 2 kwietnia. Zasadnicza część regulacji weszła w życie 30 kwietnia. Co ważne w uzasadnieniu zapisano wprost, że jednym z celów jest: „odblokowanie niewykorzystywanych i nierealizowanych wydanych warunków przyłączenia” oraz ograniczenie: „mechanizmów spekulacyjnych”.
Marcowa ustawa nie usuwała jednym ruchem wszystkich niezrealizowanych projektów. Tworzyła jednak cały system mający zmusić właścicieli projektów do udowodnienia, że naprawdę zamierzają inwestować. Co zrobiono; podwyższono zaliczki, wprowadzono dodatkowe zabezpieczenia finansowe, skrócono zasadniczo ważność nowych warunków przyłączenia. A przede wszystkim wprowadzono tzw. kamienie milowe. Inwestor miał w określonych terminach wykazać realny postęp przedsięwzięcia, między innymi zdobycie wymaganych pozwoleń na budowę. Jeżeli tego nie zrobił, umowa mogła wygasnąć. Uzasadnienie ustawy nie pozostawia wątpliwości, po co powstał ten mechanizm. Chodziło o rozwiązanie problemu „blokowania mocy przyłączeniowych” przez projekty, które dostały miejsce w sieci, ale nie są realizowane. W uproszczeniu zasada miała brzmieć: chcesz zachować cenne miejsce w sieci – pokaż, że naprawdę budujesz.
- To bardzo dobre posunięcie dla rozwoju polityki energetycznej państwa – mówią nam nieoficjalnie eksperci z branży energetycznej.
Ale już kilka tygodni później pojawia się nowelizacja tej ustawy. Dokładnie 18 czerwca, niecałe dwa miesiące po wejściu głównych przepisów w życie, w Sejmie pojawił się projekt zmieniający marcową ustawę. Co ciekawe nie był to projekt rządowy.
Wnioskodawcą była Komisja do Spraw Deregulacji. Oficjalny opis był uspokajający. Projekt miał dotyczyć głównie obowiązku wniesienia lub uzupełnienia zaliczki i przepisów przejściowych. W sejmowym opisie zapisano nawet, że projekt „nie ingeruje w konstrukcję zaliczki”, lecz doprecyzowuje zakres czasowy i podmiotowy regulacji. 15 lipca zakończył się kolejny etap prac komisji. Powstał druk nr 2793.
I teraz pojawiają się pierwsze dziwne ruchy. W wersji ustawy z 15 lipca nie było przepisu, że umowy, które mogły wygasnąć, należy uznać za niewygasłe. Nie było obecnego art. 3. Podczas prac komisji swoje postulaty przedstawiali reprezentanci rynku. 15 lipca przedstawicielka Konfederacji Lewiatan Paulina Grądzik mówiła o potrzebie zmian dotyczących podmiotów znajdujących się w okresie przejściowym pomiędzy wejściem marcowej ustawy a kolejną nowelizacją.
Przedstawiciel Ministerstwa Energii odpowiedział, że resort przeanalizuje ten problem i może wrócić do niego podczas drugiego czytania. Z dostępnego stenogramu nie wynika jednak, żeby Lewiatan w tym momencie zaproponował dokładnie późniejszy zapis: „uznaje się, że umowy o przyłączenie nie wygasły z mocy prawa”.
29 lipca projekt trafia do Sejmu – wtedy podczas drugiego czytania 29 lipca posłanka Danuta Jazłowiecka występowała w imieniu Koalicji Obywatelskiej. KO zgłaszała do projektu poprawki. Po drugim czytaniu projekt wrócił do komisji. 30 lipca komisje rekomendowały przyjęcie poprawek, a dzień później Sejm uchwalił całą ustawę. I właśnie pomiędzy tekstem z 15 lipca a ustawą uchwaloną 31 lipca znajduje się zasadnicza różnica. Pojawia się art. 3.
Zdanie które może być warte miliony złotych.
Przepis obejmuje określoną grupę umów o przyłączenie zawartych między: 30 kwietnia 2022 roku a 29 kwietnia 2026 roku. Jeżeli dotyczące ich ustawowe terminy upłynęły przed wejściem nowej ustawy, Sejm wpisał do prawa zdanie: „uznaje się, że umowy o przyłączenie nie wygasły z mocy prawa”.
I to może być jedno z najważniejszych zdań całej nowelizacji. Dlaczego? Bo umowa o przyłączenie może być jednym z kluczowych aktywów projektu energetycznego. Jeżeli projekt traci dostęp do sieci, jego możliwość realizacji może zostać radykalnie ograniczona. Jeżeli zachowuje przyłączenie, nadal może być rozwijany, finansowany, sprzedany albo przejęty wraz ze spółką projektową.
Polskie Sieci Energetyczne same potwierdzały w Sejmie, że spotykały się z inwestorami, którzy przyznawali, że próbowali sprzedać projekt posiadający warunki przyłączenia. Podczas parlamentarnych prac przedstawiciele branży wskazywali również, że przygotowanie projektów energetycznych pochłania miliony złotych, a ich dalsza realizacja może wymagać setek milionów. Dlatego zapis o uznaniu umowy za niewygasłą może mieć dla właściciela konkretnego projektu bardzo istotne skutki majątkowe.
Nie wiadomo jednak dzisiaj publicznie, ile takich projektów istnieje i jaka jest ich wartość. Kto więc napisał art. 3? To jedno z podstawowych pytań w tej sprawie. W projekcie po pracach komisji z 15 lipca tego przepisu nie było. Pojawia się na późniejszym etapie prac. Dokumentacja procesu legislacyjnego pokazuje poprawki w drugim czytaniu i ich późniejsze przyjęcie. Sama ścieżka procesu nie odpowiada jednak na wszystkie pytania o genezę konkretnego brzmienia art. 3.
To dziś jedno z najważniejszych pytań. Marcowa reforma miała usuwać projekty nierealizowane i przywracać ich miejsce do puli. PSE mówiło wprost o przypadkach projektów przygotowywanych również z myślą o sprzedaży oraz o sytuacji, w której blokowanie mocy powodowało odmowy dla innych inwestorów.
O artykuł trzeci – ścieżkę jego powstania i intencje, dopytujemy szefa Komisji ds Deregulacji, posła Ryszarda Petru.
- Treść artykułu trzeciego dotyczy tylko procedury w okresie przejściowym wejścia w życie tych przepisów. Na etapie prac komisji wprowadzane były poprawki, w tym moje, korygujące szczegółowe zapisy legislacyjne przy akceptacji strony rządowej. Na etapie drugiego czytania poprawki zostały zgłoszone przez posłów KO. Wszystkie te poprawki dotyczyły tylko okresu przejściowego – tłumaczy w rozmowie z nami Ryszard Petru. - Nie było intencją ani ustawodawców ani zgłaszających porawki aby wyjść z korektami poza okres przejściowy - tłumaczy w rozmowie z nami Ryszard Petru. A był problem w interpretacji przepisów w tym okresie.
- Po pierwsze, firmy zaczęły płacić cztery razy więcej. Przepisy przejściowe mówiły, że firmy w trakcie procesu wpłacają zabezpieczenie w wysokości jednej czwartej normalnej kwoty. Ale ten przepis jeszcze nie działał, więc operatorzy żądali pełnej kwoty. Przy dużym projekcie to różnica rzędu milionów złotych. Po drugie, nikt nie wiedział, od kiedy liczyć terminy. Przepisy mówiły „od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy”, a ustawa wchodziła w życie w dwóch turach – część 30 kwietnia, część 15 października. Każdy operator czytał to inaczej. Niektórzy publikowali komunikaty, w których sami zastrzegali, że ich interpretacja może się okazać błędna. Po trzecie, część umów zaczęła przepadać automatycznie – wyjaśnia szef sejmowej komisji ds. deregulacji. - W trakcie prac komisji nie było poprawek, które by wprowadzały inny zakres działania tej ustawy niż ten okres przejściowy - dodaje Ryszard Petru, który jednocześnie był wnioskodawcą ws. całej ustawy.
Jej projekt spotkał się z pełną akceptacją w pierwszym czytaniu. W trzecim – posłowie PiS zgłosili uwagi co do doprecyzowania części zapisów. - Nie było żadnego kontaktu z kancelarii prezydenta w tej sprawie, do mnie jako formalnego wnioskodawcy – tłumaczy Ryszard Petru. - Pisali do mnie pisma przedstawiciele wielu branż(…) w wyniku rozmów między środowiskiem przedsiębiorców, Ministerstwem Energii, a naszą komisją – zapadła decyzja, że optymalne będzie zgłoszenie tego w formie projektu komisyjnego, żeby przyspieszyć prace. Aby nie był to projekt partyjny, tylko techniczny – podsumowuje Petru.
Był problem w interpretacji przepisów. Niektórzy uważali, że muszą wpłacać sto procent, a nie jaką część, w związku z czym ustawa powstała w wyniku braku jednoznaczności, a jako, że wymagało to szybkiego działania to jako komisja zgłosiliśmy tę ustawę. Generalnie wszyscy byli za, upraszczając. W trakcie prac komisji były zgłaszane poprawki doprecyzowujące, w ramach niejasnych interpretacji(…). Nie przypominam sobie jednak, żebym zgłaszał jakiekolwiek poprawki, które by wprowadzały inny zakres działania tej ustawy niż ten okres przejściowy. - dodaje szef komisji ds deregulacji, który jednocześnie był wnioskodawcą ws. całej ustawy. Jej projekt spotkał się z pełną akceptacją w pierwszym czytaniu. W trzecim – posłowie PiS zgłosili uwagi co do doprecyzowania części zapisów.
Kilka miesięcy później do ustawy trafia przepis pozwalający określonej grupie wcześniejszych umów zachować życie. Nie jest jeszcze znana odpowiedź, kto o to rozwiązanie zabiegał i ilu przedsiębiorców może być jego beneficjentami.
To pytanie jest szczególnie ważne w kontekście wcześniejszych wypowiedzi samego ministra. W lutym Miłosz Motyka mówił w Sejmie o około 150 GW nierealizowanych warunków przyłączenia i o potrzebie całkowitego „czyszczenia” projektów zombie. Marcowa ustawa realizowała właśnie taką filozofię.
Art. 3 nie jest jedynym istotnym przepisem. Nowy art. 2 stanowi, że część terminów dotyczących zaliczek, zabezpieczeń oraz przedstawienia informacji o pozwoleniu na budowę „biegnie na nowo” od dnia wejścia ustawy w życie. Do ich upływu nie dochodzi do utraty wskazanych warunków przyłączenia ani wygaśnięcia określonych umów. Nie jest to więc całkowite zniesienie mechanizmu stworzonego w marcu. Nowelizacja daje jednak objętym nią podmiotom dodatkowy czas.
Nikt w Sejmie nie zagłosował przeciw. 31 lipca odbyło się ostateczne głosowanie. Za ustawą zagłosowało 250 posłów. Przeciw – 0. 192 posłów wstrzymało się od głosu. 6 sierpnia Senat przyjął ustawę bez poprawek. 10 sierpnia dokument trafił do Prezydenta RP do podpisu. W „dużym pałacu” – był kilkukrotnie analizowany, zapewnia Wanda Buk, doradca prezydenta Karola Nawrockiego, zajmująca się m.in. transforacją energetyczną.
Ta ustawa jest nowelizacją niedawno przyjętej UC84. To przy UC84 - w OSR, całym procesie legislacyjnym i dyskusji wokół ustawy – analizowano skalę problemu i podmioty, których nowe przepisy miały dotyczyć. – tłumaczy Wanda Buk, która potwierdza, że pierwotne założenia wprowadzanych regulacji miały weliminować tzw. projekty widmo, które blokowały tereny pod realne inwestycje. Operatorzy musieli też uwzględniać je w planowaniu rozwoju sieci i inwestycjach, za które ostatecznie wszyscy płacimy w taryfach. Jednocześnie samo posiadanie takiego projektu i praw do przyłączenia podnosiło znacznie wartość nieruchomości, nawet jeśli za projektem nie szła realna inwestycja. – dodaje doradczyni głowy państwa.
Ustawa miała więc w skrócie „zrobić porządek” w tej sprawie. Na jej szybkim wprowadzeniu zależało zarówno resortowi energii jak przedsiębiorcom z tego sektora.
- Właśnie dlatego podczas prac nad nią mieliśmy do czynienia z ogromną presją i bardzo intensywnym lobbingiem ze strony właścicieli takich projektów. Rząd ostatecznie mocno złagodził pierwotne rozwiązania, ale utrzymał najważniejszą zasadę: jeżeli ktoś przez lata nie realizuje inwestycji, nie może bez końca blokować deficytowej mocy przyłączeniowej. I teraz, kilka miesięcy później, w ustawie, która miała przede wszystkim poprawić drobiazgi legislacyjne UC84, obok potrzebnych korekt pojawia się poprawka poselska, która de facto tę zasadę odwraca. W praktyce może uratować przed wygaśnięciem właśnie te projekty, które UC84 miała usunąć z kolejki. To nie jest techniczna korekta. To cofnięcie jednego z najważniejszych elementów tamtej reformy – tłumaczy w szczegółach Wanda Buk.
Nieoficjalnie eksperci z branży energetycznej przyznają, że to jedno zdanie; artykuł 3 ; „Uznaje się, że umowy o przyłączenie nie wygasły z mocy prawa” – warte jest setki milionów złotych.
Państwo zdiagnozowało problem projektów blokujących dostęp do sieci. Minister energii mówił o około 150 GW nierealizowanych warunków przyłączenia. PSE potwierdzało przypadki inwestorów, którzy przez dwa lata zajmowali moc, a następnie informowali, że nie udało im się sprzedać projektu. W marcu Sejm uchwalił reformę mającą między innymi ograniczyć takie sytuacje.
W czerwcu pojawiła się kolejna nowelizacja przedstawiana przede wszystkim jako korekta przepisów przejściowych. 15 lipca nie było w niej art. 3. Po drugim czytaniu projekt został zmieniony. 31 lipca Sejm uchwalił przepis: „uznaje się, że umowy o przyłączenie nie wygasły z mocy prawa”.