Hołownia już w piątek oświadczył, że Aleksiejowi Nawalnemu należy oddać cześć. "Zdecydowana, pewnie, większość z ludzi, którzy znaleźliby się w jego sytuacji zostałaby po prostu, po próbie otrucia, zamordowania, zwyczajnie na Zachodzie i stamtąd prowadziła swoją działalność, próbując budować efektywne wsparcie dla procesów demokratycznych w Rosji, ale nie ryzykując bezpośrednio swojego życia i swojego bezpieczeństwa" - powiedział. "Z Aleksiejem Nawalnym można było się nie zgadzać w wielu kwestiach. I pewnie, tutaj w Polsce, też znaleźlibyśmy wiele punktów, w których różnilibyśmy się w rozmowie na temat Krymu, na temat innych rzeczy, ale to był człowiek nieprawdopodobnej odwagi. Wrócić bezpośrednio w paszczę lwa, skonfrontować się z tym zbrodniczym reżimem" - mówił marszałek Sejmu. I - jak dodał - "skończyło się to tak, jak się skończyło".
"My, w Polsce musimy zawsze pamiętać o tym, z kim graniczymy, kto jest naszym sąsiadem. Alaksandr Łukaszenka robi podobne rzeczy - nie miejmy żadnych złudzeń - w swoich łagrach i w swoich obozach" - podkreślił Hołownia. Dodał, że Łukaszenka więzi m.in Andrzeja Poczobuta. Zdaniem marszałka Sejmu, "dzisiaj ta linia, która rozgranicza Unię Europejską od Białorusi i Rosji jest niestety linią, która rozgranicza świat przywódców, którzy zabijają ludzi, od świata przywódców, którzy powinni tych ludzi chronić".
W galerii poniżej zobaczycie, jak mieszka Szymon Hołownia: