„Historia popycha Putina do działania”. Ekspert: to klucz do zrozumienia polityki Rosji

2026-03-07 17:57

Historia w polityce Kremla nie jest tylko propagandą. Dr Bartłomiej Gajos, historyk i autor książki „Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji”, przekonuje w rozmowie z „Super Expressem”, że sposób, w jaki Władimir Putin rozumie przeszłość, realnie wpływa na decyzje państwa rosyjskiego – włącznie z wojną przeciwko Ukrainie. W wywiadzie tłumaczy, dlaczego rosyjskie elity żyją w micie zwycięstwa z II wojny światowej, jak Kreml wykorzystuje pamięć historyczną do budowania lojalności społeczeństwa i dlaczego dla wielu Rosjan ważniejsze od ideologii są dziś… pieniądze.

Putin

i

Autor: Pixabay.com Putin traci władzę nad kończynami? Dziwne zachowanie na spotkaniu z młodzieżą
  • Historia jako motor polityki Kremla – dlaczego Putin wierzy w swoją wizję przeszłości.
  • Mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej nadal kształtuje myślenie rosyjskich elit.
  • Wojna w Ukrainie to także projekt historyczny – próba wymazania ukraińskiej tożsamości.
  • Putinizm opiera się dziś bardziej na pieniądzach niż ideologii.
  • Setki tysięcy weteranów mogą zmienić rosyjską politykę po wojnie.

Historia nie jest dla Putina narzędziem ale popycha go do działania

„Super Express”: - Zacznę od anegdoty z moich podróży na Wschód. Często słyszałem od ludzi z byłego ZSRR, że o zbrodniach stalinowskich wiedzą już wszystko i nic nowego ich nie interesuje. Z kolei w 2008 r. byłem w Rosji akurat wtedy, gdy dokonała najazdu na Gruzję. Mój wzburzony znajomy krzyczał wtedy, że Rosja „rozjedzie Gruzinów tankami tak jak kiedyś Niemców”. Dlaczego agresywne myślenie o historii tak dobrze się tam zakorzeniło, a pamięć o krzywdach narodu z rąk własnego państwa – tak słabo?

Dr Bartłomiej Gajos: - W postawie, o której pan wspomina, kryje się niewypowiedziana i trudna do uchwycenia obawa. Polega ona na tym, że gdyby w Rosji rozpętała się prawdziwa, otwarta dyskusja o zbrodniach całego okresu stalinowskiego – gdyby zaczęto rozmawiać o tych 12-13 mln represjonowanych za cały okres komunizmu wedle szacunków Stowarzyszenia Memoriał – to automatycznie padłyby pytania o to, kto był sprawcą, kto ofiarą, a kto biernym uczestnikiem. Okazałoby się zapewne, że w niemal każdej rodzinie byli i kaci, i ofiary. To nie jest przyjemna historia do opowiadania, więc może warto ją po prostu zapomnieć. Druga kwestia to świadome działanie państwa.

- W jakim sensie?

- Władimir Putin już w jednym ze swoich pierwszych wywiadów jako prezydent uznał, że mówienie o zbrodniach NKWD czy KGB w latach 90. było momentem upadku państwa. Z jego punktu widzenia ukazywanie służb jako zbrodniarzy uderzało w fundamenty Rosji. Dzisiaj państwo nie jest zainteresowane upamiętnianiem ofiar. Jak stwierdził szef FSB Aleksandr Bortnikow w 2017 r., represje Stalina z lat 30. były w zasadzie uzasadnione bezpieczeństwem państwa. To czysta instrumentalizacja historii pod kątem dzisiejszych potrzeb służb specjalnych, wyraz ich specyficznego etosu. Pamiętam, jak patrzyłem na to, co działo się w obwodzie tambowskim, bo interesował mnie ten region na poziomie mikro. Nie możemy powiedzieć, że w okresie pierestrojki nie było tam ludzi – nawet na poziomie prowincjonalnym – zainteresowanych upamiętnianiem represji. To zainteresowanie było bardzo silne.

- Co się z nim stało?

- Dynamika polityczna i wspomniana obawa przed pytaniami o sprawców sprawiły, że to wygasło. Do tego doszedł fakt, że antykomunistyczne ostrze Borysa Jelcyna szybko się stępiło, bo uznał, że niewiele na nim ugra. Pomysł „Norymbergi dla komunistów” upadł bardzo szybko i z poziomu państwowego nie przyszedł żaden osąd.

- To podejście sugeruje stały sznyt rosyjskiego myślenia: naród nie jest podmiotem dziejów, liczy się tylko państwo, a ludzie są jedynie „nawozem historii” wykorzystywanym do osiągania celów elit państwowych. Historia służy zaś temu, by siłę państwa sankcjonować. To długa rosyjska tradycja. W 2026 r. ciągle żywotna?

- Na poziomie ogólnym się zgadzam, ale dodałbym istotną korektę. Ostatnie lata wojny w Ukrainie pokazują pewną rewolucyjną zmianę w kursie historii rosyjskiej. Nie przypominam sobie sytuacji, w której Rosja prowadziłaby agresywną wojnę i tak dobrze wynagradzała zwykłych obywateli – zwykłego Wanię czy mieszkańca Buriacji. Tymczasem państwo bardzo chętnie dzieli się bogactwem zgromadzonym przez 26 lat rządów Putina. Dla mnie to jest nowość, która pokazuje, jak dobrze w Rosji zakorzenił się kapitalizm. Na tę wojnę można patrzeć niemal jak na zarządzanie korporacją: płacimy ci za dobre wyniki, dołączasz do nas, idziesz zabijać. Istnieje tam system wynagrodzeń zależny od tego, jaki masz – przepraszam za słowo – performance na froncie. To zjawisko jest dla mnie kompletnie nowe.

- Dziecko późnego putinizmu?

- W 2008 roku w Gruzji wojnę prowadzili żołnierze z poboru, bez masowych kontraktów i zachęt finansowych. Wcześniejsze wojny czeczeńskie nie przynosiły żołnierzom takich pieniędzy, a Afganistan pod tym względem był totalną katastrofą. Zazwyczaj te wojny odbywały się z przymusu służby lub przez represyjne zachęty państwa. Dziś, choć represje istnieją – słyszymy na przykład, że żołnierze muszą „odpalać” część żołdu dowódcom, by być normalnie traktowanymi – głównym bodźcem są ogromne pieniądze. Ludzie nie idą na front w pierwszej kolejności z powodu represji, ale dlatego, że dostają sumy, o których wcześniej nie mogli marzyć. To jest niesamowita zmiana jakościowa.

- Można odnieść wrażenie, że militarystyczna ideologia Putina zbankrutowała a pielęgnowany przez niego mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, który miał wychowywać karnych szeregowców gotowych w imię wielkości Rosji ginąć się nie zakorzenił. Teraz państwo musi po prostu korumpować społeczeństwo, by chciało walczyć?

- Zgadzam się. Funkcjonowanie tego państwa opiera się dziś mocniej na fundamencie ekonomicznym i pieniężnym niż na ideologii typu marksizm-leninizm. Putinizm będzie trwał tak długo, jak długo elity będą widzieć w nim silny fundament gospodarczy. Trzeba też u nas w Polsce docenić coś, co jest niedostrzegane: z perspektywy zwykłego obywatela przy putinizmie żyje się po prostu najlepiej w całej historii Rosji. Chodzi o czysty dobrobyt. Możliwość kupna 10-letniego auta czy wakacje w Egipcie i Tajlandii dla ludzi z prowincji – nie tylko dla elit z Moskwy – to coś, czego wcześniej nie było. Dzisiaj Rosjanin może latać do Tajlandii i nagrywać stamtąd rolki na Instagram, udając, że nic się nie dzieje, że jego kraj nie popełnia zbrodni. Jeśli wrócimy do metafory „nawozu historii”, to dzisiaj ten nawóz po prostu bardzo dużo kosztuje.

- I co pana zdaniem na nim wyrośnie?

- Wszyscy zastanawiamy się, jaki kraj wyłoni się z tej wojny. Setki tysięcy weteranów będą miały ogromną wagę polityczną i trzeba będzie ich zagospodarować. Przy szacunkach mówiących o ponad milionie strat – licząc zabitych i rannych – mamy do czynienia z gigantyczną kohortą ludzi, co jest wielką zagadką na przyszłość. Ideologia jest dziś o wiele ważniejsza dla elit, by nadawać sens ich działaniom, niż dla zwykłego Rosjanina, dla którego liczy się 200 tysięcy rubli za podpisanie kontraktu – czyli pięcio- lub sześciokrotność jego średniej pensji. Tam dominuje pragmatyzm finansowy.

- W swojej książce wspomina pan o weteranach, którzy mogą zastąpić wymierające pokolenie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej jako fundament tożsamości Rosji. Tylko czy da się zbudować na tej wojnie heroiczną opowieść jaką było zwycięstwo nad Niemcami w II wojnie światowej?

- Tak, to duży problem. Elity używają języka Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, ale ta agresja trwa już dłużej niż starcie z Niemcami od czerwca 1941 roku. Stalin po takim czasie był blisko Berlina, a Putin wciąż stoi w Pokrowsku. To nie wystawia dobrej oceny głównodowodzącemu. Propaganda budowana na micie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej może odbić się władzy czkawką, bo łatwo wyobrazić sobie turbopatriotów w typie Prigożyna, którzy będą krytykować sposób prowadzenia wojny od wewnątrz. Będą za wojną, ale przeciwko temu, jak jest ona nieudolnie prowadzona przez Putina. I rzeczywiście, rosyjskie elity nie znalazły innego języka opowiadania o tej wojnie, a rezultaty militarne są nieporównywalne. Putin nie osiągnął celu strategicznego, jakim było podporządkowanie Ukrainy, a poniósł gigantyczne straty. Przekonanie własnych elit, że warto było poświęcić dobrobyt, luksusowe życie na Zachodzie i miliony dolarów dla tak marnych postępów, będzie ogromnym wyzwaniem. To nie jest dla Putina dobra perspektywa i trudno mi sobie wyobrazić, jak mógłby to skutecznie opowiedzieć w przyszłości.

- Pisze pan o tym, że dzisiejsza elita na Kremlu to pokolenie ukształtowane przez epokę Breżniewa i jej kultu zwycięstwa nad nazizmem. Pewnie nie potrafią myśleć inaczej, ale jak ta breżniewowska socjalizacja wpływa na ich postrzeganie świata?

- Napisałem tę książkę częściowo z złości na analityków, którzy traktowali historyczne wywody Putina jako mało istotne gadanie. Ja uważam, że to część jego tożsamości i kultury – to, kim on po prostu jest. To samo można powiedzieć o jego pokoleniu, które dziś rządzi Rosją. Skuteczność polityki historycznej Breżniewa widać w porównaniu z czasami Chruszczowa. Wtedy, w filmach takich jak „Lecą żurawie”, wojna była tragedią i dramatem. W epoce Breżniewa stała się świetną przygodą i źródłem mocarstwowej dumy, co promowały filmy o wybitnych służbach specjalnych, jak „Tarcza i miecz”. Wojna stała się czymś „przyjemnym” i zwycięskim. Dzisiejsze elity nie potrafią wyjść ponad to, bo musieliby zaprzeczyć samym sobie.

- To znaczy?

- Oni wierzą, że ZSRR nie popełniał zbrodni, a pakt Ribbentrop-Mołotow był dyplomatycznym majstersztykiem. Dopóki ludzie powyżej 65-70 roku życia rządzą Rosją, nie ma pola do porozumienia. Oni będą nam zagrażać i komunikować się przez język historyczny. W Europie o II wojnie światowej mówimy, że „nigdy więcej”, skupiając się na ofiarach; w Rosji dominuje hasło „możemy powtórzyć”. Koszt w postaci 27 mln radzieckich ofiar II wojny światowej schodzi tam na plan dalszy. To są dwa światy nie do pogodzenia, a ten konflikt rozwiąże chyba tylko biologia. Władza zdaje sobie sprawę z różnic pokoleniowych, dlatego próbuje zaszczepić tę tożsamość młodym. Stąd obowiązkowe kursy na uniwersytetach, jak „Podstawy rosyjskiej państwowości”. Putin, będący „analfabetą cyfrowym”, próbuje w ten sposób formatować wyobraźnię pokolenia wychowanego w internecie. Na plakatach werbunkowych używa się cytatów z kultowego dla nich filmu „Oficerowie” z 1971 roku: „Jest taki zawód: bronić ojczyzny”. To pokazuje, na jakich nutach chce grać Kreml.

- Putin i jego pokolenie znają wojnę tylko z breżniewowskiej mitologii. Ludzie, którzy rządzili ZSRR doświadczyli jej na własnej skórze. Pewnie nie przez przypadek radzieccy przywódcy mitygowali się w swoim międzynarodowym awanturnictwie. Putin, który znał tragedię II wojny światwoej tylko z heroicznej opowieści, był nią tak zaczadzony, że to ułatwiło mu najazd na Ukrainę?

- W literaturze sowietologicznej interpretuje się chęć odprężenia epoki Breżniewa właśnie pamięcią liderów o realnej wojnie, która była dla nich blokadą mentalną. Putin i jego otoczenie tego nie mieli. Co więcej, Putin prawdopodobnie uwierzył we własną, zmanipulowaną wersję historii, którą wyłożył w eseju z 2021 roku o „jedności Rosjan i Ukraińców”. Jako wielkoruski szowinista uznał Ukrainę za twór sztuczny, bez własnej historii. Nie dostrzegł siły ukraińskiej tożsamości i przekalkulował. Gdyby wiedział, że wojna potrwa lata i będzie tak wyglądać, być może nie sięgnąłby po te środki. Historia w jego wydaniu nie jest tylko racjonalizacją decyzji politycznych post factum, ale siłą sprawczą. To dlatego na terenach okupowanych trwa rusyfikacja i próba wymazania ukraińskości. To konsekwencja tezy, że Ukraina nie ma prawa istnieć. Historia siedzi głęboko w tożsamości Putina – to nie jest tylko jedno z narzędzi, które polityk wyjmuje z warsztatu, bo akurat mu pasuje. Historia realnie popycha do działania i dlatego warto rozumieć, jak on tę historię rozumie, jaką pamięcią historyczną operuje i jaką chce ją zaszczepić Rosji. Okazuje się być to bowiem kluczem do wielu decyzji politycznych.

Rozmawiał Tomasz Walczak

Bartłomiej Gajos jest autorem książki "Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji"

Bartłomiej Gajos. Historia, która zabija

i

Autor: Prześwity/ Materiały prasowe

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki