Kiedy my sobie mówimy dzień dobry, to Amerykanie robią nam psikusa. Wygląda na to, że i CNN i Reuters o tym przeciekają. Zamiast tych żołnierzy, którzy teraz wyjadą rotacyjnie z Polski, nie przyjadą rotacyjnie inni. Będzie luka.
Informacja rzeczywiście jeszcze wciąż niepotwierdzona, ale bardzo zastanawiająca. Tak jak w przypadku Niemiec, o tych zmianach byliśmy już informowani wcześniej. Ta informacja dotycząca Polski i naszego bezpieczeństwa jest bardzo dziwna. Myślę, że ta sytuacja budzi po raz kolejny to samo pytanie – czy Polska jest gotowa, żeby po pierwsze wypełnić w jakikolwiek sposób tę lukę i czy my w ogóle jesteśmy niezależni od tego, czy wojska amerykańskie będą stacjonować w Polsce, czy nie. Czy jesteśmy gotowi do tego, żeby się obronić. Kiedy rozpoczynałem tę kadencję Sejmu, zacząłem żyć w przekonaniu bardzo smutnym, że w przypadku rzeczywiście pełnoskalowej inwazji Rosji, jeżeli będziemy patrzeć w tę stronę na Polskę, przyjdzie nam niestety bronić się bardzo krótko, jeżeli ktoś nie przyjdzie nam z pomocą. I teraz pytanie, czy po dwóch latach cokolwiek w tym zakresie się zmieniło.
Na szczęście premier Donald Tusk zapewnia nam tematy daleko mniej ważne, żeby odciągnąć naszą uwagę od rzeczy, które mogłyby nas zasmucić. I w trosce o nasz dobry humor. Rafał Trzaskowski transkrybował prawo niemieckie, dzięki któremu para LGBT, chyba nie plus, LGBT po prostu, będzie mogła być związkiem partnerskim, takim para-małżeństwem. Poniekąd doskonałe rozwiązanie. Gdzieś ktoś założy w Unii Europejskiej sobie związek, a Polska go tylko legalizuje. Nie musimy niczego zmieniać w prawodawstwie.
Sytuacja jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. Kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej ponad 20 lat temu, nikt nie przypuszczał, że Unia będzie nam dyktować to, jak powinna rozwijać się nasza energetyka, jak powinna rozwijać się polityka migracyjna i nikt nie przypuszczał, że doczekamy 2026 roku i trzeba będzie dokonywać transkrypcji małżeństw jednopłciowych. To jest bardzo szeroki proces i bardzo poważne zagadnienie.
Premier uznał, że musimy.
Chcemy, ale zdaniem niektórych musimy. Z mego osobistego punktu widzenia nie musimy, ale chciałbym wytłumaczyć pełen, szeroki kontekst, żebyśmy rozumieli, że to jest pewien proces, na który albo się zgodzimy, albo będziemy go musieli w jakikolwiek sposób szybko zatrzymać. W większości państw Unii Europejskiej, kiedy na początku był ten etap, ten symboliczny moment, że w danym państwie zalegalizowano związki jednopłciowe, od 5 do 15 lat później zwykle dochodziło do sytuacji, że takie związki nabywały możliwości adopcji nie swoich dzieci. I to się dzieje, to jest proces, to nie są wyjątki, to jest coś, co można niemal uznać za pewnik. Jeżeli w Polsce dochodzi wczoraj do takiego symbolicznego dnia, to oznacza, że rozpoczynamy również w Polsce pewien proces. Potwierdzeniem tego jest to, że kiedy jechałem do pana redaktora, biuro prawne przesłało mi informację, że za dwa tygodnie będziemy procedować ustawę dotyczącą osób bliskich. Oczywiście nazwa ustawy będzie bardzo neutralna, będzie bardzo piękna i dobra. Natomiast w ostatnim zdaniu uzasadnienia czy w opisie do tej ustawy jest informacja, że ustawa będzie również wzmacniać rolę, uwaga, związków niezależnie od mocy. Więc musimy się zastanowić, czy my, nasz naród, nasz kraj z tysiącletnią tradycją chcemy utrzymać pewne wartości, o które walczyliśmy przez tyle lat. Czy chcemy pójść tą linią unijną i brukselską. Ja się osobiście z tą linią nie zgadzam.
Kiedy pan powiedział o naszej tysiącletniej historii, to mój pomysł nauczyciela historii szybko się rozgrzał. Przez setki lat w Polsce małżeństwo było sprawą rodzinną, prywatną. Potem zaczęto zapraszać księży jako gości. Pomysł, że trzeba uświęcić związek małżeński w kościele, torował sobie drogę nie tylko w Polsce, ale przez wiele, wiele pokoleń. Także mamy dużą możliwość sięgania do historii, ale kiedy tylko chce to zrobić, pojawia się Rafał Trzaskowski: - Moi współpracownicy rozmawiali z organizacjami, które walczyły o prawa społeczności LGBT w taki sposób, żeby to było jak najbardziej godnościowe, ale co najważniejsze – pełne i szczegółowe. Więc wybraliśmy właśnie tego typu zapis, gdzie wpisujemy te dane w jednej i drugiej rubryce. Rozporządzenie myślę, że te sprawy też ureguluje tak, żeby później te transkrypcje w całym kraju były dokonywane dokładnie w taki sam sposób. I proszę pana, uczciwie mówiąc, jest pewien przepis, który nie dotyczy pana. Nie dotyczy też mnie, muszę tu się wyautować, że ja to wolę z dziewczynami. I dotyczy ludzi, którzy są dorośli, samodzielnie podejmują swoje decyzje życiowe. Argument, że jeśli dziś robimy to, to za 15 lat zrobimy zupełnie coś innego, jest argumentem uniwersalnym w każdej sprawie, nie? Jeśli dziś zaostrzymy przepisy kodeksu drogowego, to pojutrze zakażemy ludziom prowadzić auta albo wprowadzimy ograniczenie prędkości do 10 km/h. Więc dać dorosłym ludziom prawo życia jak chcą, czemu nie?
Zapewniam pana, że to jest na tapecie. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy są chociażby słowa premiera Donalda Tuska, który niepytany zapewnił, że to, co się teraz wydarzyło w Warszawie, ma się nijak wobec możliwości adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, nie swoich dzieci. Jeżeli premier na to zwraca uwagę, to znaczy, że wie, że to jest punkt, który się gdzieś pojawia i próbuje się już teraz manipulować opinią publiczną. Nie zgodzę się z panem redaktorem ze stwierdzeniem, że to rozporządzenie i ta transkrypcja nie dotyczy ani pana, ani mnie. W rozumieniu codziennego życia tak, natomiast wpływa ona na budowanie pewnego modelu rodziny. Zaczniemy spotykać te osoby na ulicy. Ta transkrypcja ma również wymiar symboliczny. Proszę rozdzielać te dwie rzeczy. To, że będziemy uznawać te małżeństwa homoseksualne poprzez transkrypcję, nie oznacza, że one na dzień dzisiejszy zdobywają jakiekolwiek prawa. To chodzi o sam fakt, dokument, symbol rozpoczynający pewien proces. To, co najgorsze, jeżeli możemy mówić, że to jest coś złego, to jest jasny sygnał dla nas, że idziemy w kierunku lewicowym.
Z prawej strony tak mówią. Na przykład ja uważam się za reprezentanta bardzo prawej strony i ten republikański, szlachecko-wolnościowy we mnie nie jest wydłubany. Mówi: słuchaj, chcesz – twoja sprawa. Gdyby było tak, że dwie dziewczyny chcą koniecznie się związać związkem partnerskim z jednym facetem, to chociaż nie chciałbym, żeby to był ja i nie chciałbym, żeby moja córka żyła w takim związku, to szczerze mówiąc – dorośli ludzie, jeśli uznają, że w trójcy jest pełnia, to niech żyją po swojemu. Jestem wolnościowcem. Zakazujemy dzisiaj małżeństw tego typu jak jeden plus dwa, nie wiem dlaczego. Czy nie za dużo chcecie zakazywać jak na wolnościową partię?
Raz jeszcze, ja nie mam żadnego problemu z tym, żeby ktoś budował swoje życie z partnerem bądź partnerką, którą uzna za najlepszą. Natomiast czym innym jest to, jak sobie prywatnie budujemy swoje życie, a czym innym jest to, co stanowi prawo i jakie reguły gry oraz reguły naszego codziennego funkcjonowania są regulowane przez ustawy, rozporządzenia czy Konstytucję. Ja definiuję małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. I tutaj kończy się dla mnie pewien obszar, gdzie możemy sobie wprowadzać dowolność, bo możemy za chwilkę dojść do absurdu.
To rozumiem. To jest rozumowanie logiczne, ale związek partnerski czy jakby go nie nazwać, nie zgadza się ze słowem małżeństwo. Można powiedzieć: wszyscy zadowoleni.
Proszę zwrócić uwagę na to, że obecnie w bardzo dużej liczbie obszarów związki nieformalne już mogą regulować swoje prawa. Nie trzeba kolejnej ustawy, żeby móc się dowiedzieć, jak ktoś się czuje, kiedy przebywa w szpitalu. Są już narzędzia, z których ludzie mogą korzystać. I znowu, ta ustawa czy to, co przed nami – zalegalizowanie pewnego statusu tych par – to jest początek czegoś. Nie zgodzę się z argumentem pana redaktora. Dzisiaj dużo widzę takich miejsc naszego sporu, że nie ma pewności, że coś się wydarzy. Ale jeżeli popatrzymy na inne kraje Unii Europejskiej, widzimy, że te procesy trwają, więc nie widzę powodu, dla którego w Polsce te same rzeczy nie miałyby być kopiowane.
Wie pan, tylko ja w tej szlachetnej oporze przeciwko zmianom cywilizacyjnym widzę wielki sens, kiedy dotyczy to moich prywatnych wyborów życiowych. Natomiast widzę mały sens, kiedy dotyczy narzucania moich prywatnych wyborów życiowych wszystkim innym. Gdybyśmy byli tak konsekwentnymi obrońcami rodziny, jakimi chcielibyśmy być, to powinniśmy zakazywać w Polsce rozwodów, a parom żyjącym w nieformalnych związkach przykręcić śrubę, żeby w pośpiechu uciekły do Urzędu Stanu Cywilnego. To jest wielka zmiana cywilizacyjna, że zwłaszcza młode pokolenie unika związku małżeńskiego. Nie mamy na to rady i myślę, że pozostaje nam promowanie modelu konserwatywno-liberalnego. Konserwatywny – najlepiej jak rodzina jest wielopokoleniowa, dzieci, ciotki, rezydentki. Ale liberalny – wiem, że inni ludzie mają inaczej i nie chcę na to wpływać inaczej niż dobrym słowem.
Państwo i parlamentarzyści są odpowiedzialni za kształtowanie kierunku rozwoju narodu. Dlaczego młodzi ludzie nie chcą zawierać związków małżeńskich? Bardzo często pojawia się argument, że chodzi o finanse. Otóż na konferencji zorganizowanej kilka tygodni temu przez marszałka Bosaka dotyczącej problemów demograficznych okazało się, że nie chodzi o pieniądze, chodzi o to, że ludzie młodzi nie chcą się na stałe wiązać. Mamy kryzys instytucji małżeństwa, która niesie za sobą wartości takie jak wierność, budowanie przyszłości, budowanie rodziny.
Bądźmy ostrożni, bo wiele osób żyjących nieraz po 30 lat w związkach nieformalnych jest wzorowo wierna sobie, podczas gdy w małżeństwach różnie to bywa.
To prawda. Ja mówię o pewnym wzorze.
Kocham cię, żyj ze mną. To jest wzór, który wielu ludziom wystarcza.
Czym innym jest nasze życie prywatne, a czym innym jest to, w jakich obszarach i co chroni chociażby Konstytucja. Moim wzorem małżeństwa jest kobieta i mężczyzna i to małżeństwo trzeba chronić, a każde inne wydarzenia takie jak wczorajsze czy ustawa, którą będziemy procedować za dwa tygodnie, zaburza mi ten porządek, z którym się zgadzam, a od wczoraj już trochę mniej.
Pora na to, żeby zacytować wielkich klasyków. Lasy powinny być prywatne. Którego z wielkich klasyków cytuję?
Proszę mi przypomnieć.
Sławomira Mentzena.
To temat rzeka dotyczący lasów. Lasy niestety od wielu, wielu lat są niszczone nie tylko w Polsce, ale również za granicą i to jest bardzo oczywiście duże uproszczenie. To nie jest kwestia tego czy lasy w mojej okolicy mają być prywatne czy nie, tylko czy one mogą być dobrze zarządzane będąc w rękach państwa. Jeżeli państwo w ostatnich latach pokazuje, że lasy są wykorzystywane do obsadzania stanowisk z punktu widzenia tych organizacji zarządczych przez swoich, przez ludzi niekompetentnych i w ostateczności na samym końcu tego procesu lasy zamiast się rozwijać są zabijane. No to coś jest ewidentnie nie tak. I teraz pytanie, czy państwo, jako państwo jako instytucja, jako politycy jesteśmy w stanie coś z tym zrobić? Jeżeli tak, jeżeli jesteśmy w stanie zarządzać to no to należy to robić. Natomiast jeżeli nie, no to trzeba się zastanowić, czy alternatywą, czy częścią tego systemu nie powinna być również możliwość, że ktoś ewentualnie będzie zarządzał lasem, jeżeli potrafi to robić lepiej, bo na samym końcu chodzi o przyrodę. Natomiast nie chodzi na pewno tutaj w sposób o wyprzedaż majątku, tylko dlatego żeby ją wyprzedać.
Trochę chodzi bo wie pan, przez dziesiątki lat my jako społeczeństwo utrzymujemy z naszych pieniędzy lasy państwowe. W zamian za to możemy przynajmniej wchodzić do lasu, kiedy nam się żywnie podoba. Jeśli ktoś nie wpadnie na taki pomysł, że w czasie covidu nie wolno. I co teraz? To ja utrzymywałem lasy państwowe i moi rodzice i moje dzieci, a teraz przyjdzie prywatny i je przejmie?
Rozumiem, że pan bardzo upraszcza, bo rozumiem, że pan zbudował teraz taką narrację, że ktoś jeżeli przejmie zarządzanie nad potencjalnie jakimś kołkiem lasu, od razu to ogrodzi i zrobi bilety i…
…i wytnie, wie pan, co lepsze drzewa, sprzeda Austriakom.
Tak, tak, oczywiście ta polityka musi być znacznie wyprowadzona w bezpieczniejszy sposób. To nie chodzi absolutnie o to, żeby komuś coś nagle sprzedać i ten ktoś nagle ma ten las wykarczować i tam się ma już nic więcej nie dziać. Wrócę znowu do mojej pierwszej części wypowiedzi, to chodzi o to, czy jesteśmy w stanie znaleźć taką formułę w państwie, jeżeli dobrze rozumiem słowa prezesa, żeby dany kawałek lasu, który nie jest poprawnie zarządzany, mógł być zarządzany przez kogoś innego. Natomiast nie jest to postulat, który pojawia się w naszym w naszej codziennej narracji. Proszę spać spokojnie i proszę potem nie tworzyć nagłówków, że Konfederacja jest za tym, żeby sobie sprzedawać lasy, bo to zupełnie nie o to chodzi.
Wie pan, trochę wprowadziłem tę narrację o lasach. Dlatego, że ona, wydaje mi się, świetnie, świetnie wprowadza nas w taki możliwy konflikt ideowy w ramach Konfederacji. No bo uważam sobie w wielu narodowo patrzących na, na, na sprawy polskiej konfederacji, mówiących: "No przepraszam, ale lasy będą narodowe, ponieważ należą do narodu, gdyż są narodowe". I wielu takich bardziej wolnościowo myślących, mówiących tak: "Wszystko jedno, kto zarządza lasem, byle zarządzał dobrze". I w ten sposób zręcznie w moim mniemaniu przeszedłem do konfliktu wewnątrz Konfederacji. Jak to jest, że Krzysztof Bosak udziela Sławomirowi Mentzenowi takich lekcji dobrego zachowania. Czego co należy mówić o generałach, a czego nie należy.
Dobrze, zamknę jeszcze jednym zdaniem tylko tamten wątek, bo pan redaktor rozpoczął ten wątek o lasach, natomiast generalnie jak już Konfederacji uważamy, że tam gdzie państwo zawodzi, należy się zastanowić, czy nie ma jakichś alternatywnych rozwiązań. Natomiast nie jest to absolutnie tożsame z tym, że ta decyzja powinna zapaść tu i teraz bez żadnej konsultacji, bez głębszego zastanowienia się. Pewne skróty myślowe bardzo mało czasu w mediach czasami są stosowane, natomiast sprawy nie są aż tak bardzo proste. Natomiast jeżeli chodzi o konflikt, no ja na co dzień prowadząc pracę klubu współpracuję zarówno z posłami Nowej Nadziei jak i Ruchu Narodowego. Jesteśmy koalicją, czyli tworzymy Konfederację i są to jednak dwie odrębne partie, dwóch różnych liderów i w sposób naturalny, tak jak w rodzinie, dochodzi czasami do, nie chcę tego nazwać sporem, natomiast do rozmów. Te rozmowy czasami są prostsze, czasami są nacechowane większą energią, ale ja akurat osobiście to lubię, dlatego że kiedy na klubie dyskutujemy na temat ustawy i posłowie jednej partii , drugiej partii widzą sprawy trochę inaczej, oceniają jedni bardziej rzeczywistość po swojemu, inni po swojemu, to to nam rozpoczyna dyskusję. Przestrzegałbym oczywiście, ale to nie da się tego niestety prosto zrobić, żeby media nie manipulowały, nie piję do pana redaktora, ale do tych nagłówków, które czasami mi się pojawiają w Internecie i żeby od razu nie przenosiły jakichkolwiek rozmów czy wzajemnej wymiany zdań na taką płaszczyznę, że Konfederacja zaraz się rozpadnie albo że my się kłócimy. Nie, nie kłócimy się w konfederacji, jesteśmy stabilnym klubem, stabilną partią.
Moja manipulacja medialna jest trochę inna, bo ja nie twierdzę, że …
Dokonał pan manipulacji.
Dokonuję, teraz właśnie wchodzę w najwięcej. Ja oczywiście uważam, że lepsi ludzie się kłócą w firmach, ludzie się kłócą w polityce, ludzie się kłócą w mediach. Po prostu to jest część życia, trzeba po prostu umieć dalej po kłótni robić coś razem. No oczywiście jeszcze lat co są po prostu merytoryczne spory, z których słynie świat polskiej polityki. Natomiast wie pan, ja się zastanawiam i to tak poważnie się zastanawiam, czy to nie zaszkodzi wam w dłuższej perspektywie, w wyborczych notowaniach. Dlatego, że wyobrażamy sobie taką sytuację, że Konfederacja wchodzi do rządu, to się po prostu ma prawo wydarzyć, bo po to istnieje ruch polityczny i ma swojego ministra obrony narodowej, który krytykuje generała Kukłę, mówi: "No ten facet się utrzymuje nieustannie, a przecież jak był nienormalny, tak jest", ale część zaplecza tego naszego polityka z Konfederacji mówi: "Ale co ty opowiadasz? Generał jest dobry, tak nie wolno mówić". Ponieważ dobrze pamiętam czasy Akcji Wyborczej Solidarność i tego typu zachowań, które doprowadziły Akcję Wyborczą Solidarnośćdo klęski wyborczej, to zastanawiam się, czy to jest takie, wie pan, wise, czy to jest takie mądre, żeby mieć tego typu spór w konferencji na zewnątrz uwypuklony, który pokazuje: Aha, to jak będą w rządzie, jeden będzie w rządzie, a drugi koledzy z jego własnej partii będą go krytykować.
Czy to, że są jakieś frakcje, grupy czy partie w ramach koalicji, to jest to to w sposób naturalny musi budzić wewnętrzne debaty. No inaczej byłoby po pierwsze nudno, a po drugie inaczej okłamywalibyśmy naszych wyborców. Ja widzę to raczej jako nasz absolutny atut. Partie, które wspólnie walczą o to, żeby dojść do władzy jak dotychczas pokazują, że potrafią ze sobą rozmawiać i mimo tego, że czasami są trudniejsze momenty, zawsze idą razem z biało-czerwonym sztandarem, więc raczej nie dopatrzyło się słabości partii, tylko raczej pokazania i potwierdzenia tego, że jesteśmy w stanie wspólnie pracować i to tylko i wyłącznie z mojego punktu widzenia powinno również pokazywać, że w przypadku trudnych koalicji przyszłości bądź rozmów trudnych o potencjalnych koalicjach raczej powinna splasować na planszy politycznej jako partię, z którą można porozmawiać. Ja mam naprawdę podzięki w nosie sytuacji, kiedy jeden polityk nie odzywa się do drugiego, tylko dlatego, że się poobrażali z mównicy sejmowi. I na tym polega polityka. Nie po to nas wyborcy wybrali do parlamentu, żebyśmy zachowywali się dzieci w piaskownicy i uważam, że umiejętność rozmowy czasami w trudnych warunkach i czasami przy wysokim poziomie napięcia i czy przy jakimś mniejszym czy większym sporze że no to jest rzecz, którą powinniśmy zarządzać i wydaje mi się, że robimy to bardzo sprawnie.
Ale jeszcze sprawnie robi tą Prawo i Sprawiedliwość. Tam to mają dopiero pęknięcie na frakcję. Teraz pozwoli pan, że odwołam się do Super Expressu. Druga i trzecia strona, Kaczyński likwiduje frakcję Morawieckiego. No, chodzi o decyzję prezesa, że jednak nie będzie tego stowarzyszenia Rozwoju Morawieckiego w ramach Prawo i Sprawiedliwości. Co na to odpowiada były premier? Odpowiada oczywiście, nie dam się wyrzucić ze stowarzyszenia Rozwój i nie dam się wypchnąć z PiS.
Sytuacja w Prawie i Sprawiedliwości jest dosyć poważna i proszę mi pozwolić, ale pozostawiam spory dotyczące innych partii opozycyjnych wewnątrz tych partii. Nie zamierzam tego komentować. Przypatrujemy się oczywiście tej sytuacji, ale nie nadmiernie zajmij sobie sprawę, że może dochodzić do różnych tarć, do różnych rozpadów. Nie każdy jest tak zaszantażowany, jak obecnie koalicja rządowa przez premier Donalda Tuska, że krótko mówiąc, tutaj już jest chodzi o władzę, pieniądze i wpływy. Prawo i Sprawiedliwość to partia, która utraciła władzę. W związku z tym nie ma tam takich narzędzi nacisku. Różnie może być za półtora roku, kiedy będziemy, wierzę głęboko, siadać do stołu negocjacyjnego z innymi partiami. Dziś nie byłbym w stanie z pewnością, powiedzieć panu, ani widzom, z kim przyjdzie nam rozmawiać. Dlatego, że życie pokaże półtora roku to naprawdę długi okres czasu w polityce.
Ale może wie pan, to jest dziś ten moment, żeby usiąść do rozmowy i powiedzieć: "Mateusz, owszem, jesteś odpowiedzialny za maseczki na twarzy, nigdy ci tego naród konfederacki nie wybaczy, ale masz dość prorynkowe wypowiedzi, które nam odpowiadają, zdroworozsądkowe w sprawie polityki polskiej wobec Niemiec". Krótko powiedziawszy, chodź porozmawiajmy. Konfederacja jak sama nas wskazuje z wielonurtowa. Jeszcze nie tak dawno była trzynurtowa, może nam brakuje tego trzeciego nurtu nawróconych pisowców.
No muszę pana odpowiednio zasmucić. Życie posłów i parlamentarzystów naprawdę nie kręci się wobec tego, co będzie za półtora roku, tylko mamy bardzo dużo pracy tu i teraz. I teraz na tej pracy skupiam się. Pozwoli pan redaktor, że się odniosę do tej naszej codziennej pracy, żeby też widzowie zrozumieli. Oczywiście, że są luźne rozmowy wewnętrzne. No to byłoby nielogiczne, gdybym państwo mówił, że w ogóle o tym nie rozmawiamy i nie zastanawiamy się, jak to może być. Natomiast wiemy, że żeby o czymkolwiek marzyć i żeby wziąć odpowiedzialność za ministerstwa, za państwo i za jego funkcjonowanie i za również za budżet, musimy być po pierwsze partią w 100% gotową do tej roli i pracują pełną parą. Ja osobiście naprawdę dużo życia i czasu poza parlamentem poświęca na to, żeby się również dokształcać w obszarach, które uważam, że są źle zarządzone i chciałbym mieć 100% pewność, że alternatywne rozwiązania, które przedstawia i będzie przedstawiać Konfederacja są sprawdzone, skonsultowane i nie będziemy popełniać tego błędu, które zostało popełnione przez obecny rząd. To znaczy nie chcielibyśmy na pewno dojść do władzy i się wtedy dopiero zastanowić jak i co zrobić, bo to zdajemy sobie sprawę, że jako Konfederacja będziemy mieć unikalny, unikalną szansę wprowadzenia jakichś reform, jeżeli tak wyborcy zdecydują. Natomiast, tak jak mówię, nie wiadomo jeszcze z kim, nie wiadomo w jakiej sile. Inaczej się będzie negocjować, kiedy będziemy mieć 60 szabel w polskim parlamencie a jeżeli 100, więc na razie musimy się skupić na naszej pracy, bo wierzymy, że niezależnie od tego, ile potem kto banerów powiesi i ile billboardów zaprezentuje swoim wyborcom, no to my, ponieważ już jesteśmy w rządzie, będziemy oceniani poprzez z perspektywy pracy, którą my teraz wykonujemy, a staramy się ją wykonywać rzetelnie.
Jest taki sąd sondaż w Super Expressie dotyczący wyborców Prawa i Sprawiedliwość. Czy uważasz, że partia Prawy i Sprawiedliwość się rozpadnie? 77% mówi nie, 11% mówi, że tak.
To by oznaczało, że jeżeli mielibyśmy usiąść również z Prawym i Sprawiedliwością do stołu negocjacyjnego, to będziemy wtedy negocjować na dzień dzisiejszy z prezesem Kaczyńskim.
Ten sondaż pisowski wprowadza nas pięknie w drugo sondaż, ostatniej dzisiejszej naszej rozmowy, ale ten już poprzedzony będzie tabliczką, Kto by pomyślał. Kto by pomyślał, że wie pan, w Szwecji 70% obywateli określa się jako przeciwnicy baz amerykańskich. W ogóle w wielu krajach tak jest, że są wysokie te wyniki anty bazowe i to są te kraje, w których nie ma baz amerykańskich. Bo już w Anglii, gdzie jednak są, w Niemczech, gdzie jednak są, procent przeciwników, baz i zwolenników zaczyna się wyrównywać. A gdzie jest najwięcej zwolenników baz amerykańskich?
W Polsce.
W Polsce. Ponad połowa z nas jest za tymi bazami, a 23% jest przeciwko. Zastanawiam się, co jeszcze musi Polska zrobić, żeby Ameryka nie robiła nam psikusów, takich jak ta decyzja być może jeszcze, znaczy już chyba podjęta, ale może być w każdej chwili zawieszona o tym, żeby nie dopychać więcej żołnierzy do polskich baz, tylko wręcz przeciwnie ujmować amerykańskich żołnierzy z polskich baz. Nie jesteśmy już tak pro amerykańscy jak wzorowo, prawie jak Izrael.
To nie chodzi tylko i wyłącznie o obronność, panie redaktor. To że to pytanie do klasy politycznej, również do dziennikarzy, co my powinniśmy zrobić, żeby przestać o tych, którzy obecnie rządzą. Mówię to ze wstydem. Co zrobić, żeby przestać manipulować opinią publiczną i podawać półprawdy i co zrobić i czy jesteśmy państwem, które w sytuacji zagrożenia, ale w sytuacji nie tylko jeszcze chodzi o zagrożenie militarne, ale każdego zagrożenia związanego chociażby ze służbą zdrowia czy my naprawdę jesteśmy państwem, który zawsze musi podejmować jakieś decyzje i przeżywać jakieś szok w sytuacji, kiedy coś się naprawdę dzieje złego, czy nie możemy zarządzać tym państwem, czyli planować albo reformy, albo wprowadzać jakieś zmiany wtedy, kiedy wiemy, że coś nadchodzi. To, że katastrofa nadchodzi chociażby w tej kwestii związanej z naszym zdrowiem, to my już wiemy od lat i teraz pyta pan o obecność amerykańskich żołnierzy, ale ja bym to rozszerzył znacznie szerzej bym podszedł do tematu w kwestii chociażby też migracji, dlaczego tego znowu czekamy. Cieszymy się, że ten pakt migracyjny, że teraz przez rok go jednak nie znaczy wdrożyliśmy go, ale nie będziemy musieli płacić, jak za chwilkę najprawdopodobniej będziemy musieli. No to są takie decyzje, które powinny zostać podejmowane nie są i nie oczekuję, jeżeli przez dwa lata ponad rząd obecny nie wprowadzał żadnych poważnych reform, nie oczekuję, że na teraz będą wprowadzane, bo za chwilkę wybory, żaden rząd nie podejmie takiego ryzyka.
Do tego zmierzam. Przecież to będzie katastrofa wizerunkowa polskiego rządu, jeżeli trochę mniej Amerykanów będzie tutaj stacjonowało. Militarnie to nie ma istotnego znaczenia, ale wizerunkowo tak, tyle razy Karol Nawrocki przestrzegał: "Nie psujcie kontaktu z Ameryką" i proszę bardzo, popsuli Po pierwsze poczekajmy i od razu jest kara. Nie chcecie jechać na ten mówić, rząd okłamał ludzi, bo mieli być Amerykanie, a ich nie będzie. Won Tusk do Berlina, niech żyje Polska.
Po raz po pierwsze poczekajmy czy to się potwierdzi, po drugie mam nadzieję, że nie każdy by tak zrobił na naszym miejscu i na miejscu Konfederacji. Staramy się nie żerować na jakiś sytuacjach, które są niebezpieczne dla Polski, tylko próbujemy konstruktywnie rozmawiać i oczywiście najprostszym schematem byłoby natychmiast zarzucić Internet jakimiś negatywnymi opiniami, ale komu to coś zmieni. Należy się zastanowić, dlaczego, jeżeli do tego dojdzie, dlaczego do takiej sytuacji miałoby dojść i czy mamy jakąkolwiek inną alternatywę, czy bądź czy chociażby wyobrażam sobie przy wsparciu pałacu prezydenckiego, można jeszcze zacząć rozmawiać ze stroną amerykańską i uwrażliwić ich, że my żołnierzy amerykańskich potrzebujemy i nie chodzi o uległość, tylko chodzi o to, że i to nie chodzi o 5000 żołnierzy. Po pierwsze, obecność 5000 żołnierzy zakładam, że skromnie licząc pociąga pewnie kolejną pracę i kolejną liczebność również osób wokół wojska pewnie w wysokości 15 czy 20 000 osób. To jest również wpływ na gospodarkę, to jest może aspekt mniej romantyczny niż wojsko, ale jakże ważne, to po pierwsze, po drugie również musimy mieć świadomość, że inaczej z pewnością nasze wojska sprzymierzone będą reagować i będą nas wspierać, wiedząc, że stacjonuje tutaj duża grupa ich żołnierzy. No bo stacjonowanie większej liczby żołnierzy pociąga za sobą z automatu również szerszy mechanizm związany chociażby z logistyką, więc to nie chodzi tylko i wyłącznie o 5000 żołnierzy, to chodzi o znacznie coś poważniejszego.