Gen. Kraszewski: Wzywanie do zaprzestania pomocy Ukrainie cieszy Putina

Gen. Jarosław Kraszewski, były szef Wojsk Rakietowych i Artylerii Wojsk Lądowych, w "Expressie Biedrzyckiej" komentuje wypowiedzi polityków wzywających do zaprzestania pomagania Ukrainie.

STAŁA BAZA USA W POLSCE! Gen. Kraszewski podaje datę: „To kwestia 2-4 lat!”

"Super Express": - Czy polscy politycy, którzy nawołują do wstrzymania pomocy dla Ukrainy są politykami odpowiedzialnymi?

Gen. Jarosław Kraszewski: - Nie powinniśmy tego robić, bo to jest woda na młyn dla wszystkich tych, którzy siedzą na Kremlu i zajmują się tzw. wojną informacyjną, wojną hybrydową, która trwa tak naprawdę od 2014 roku. A my jesteśmy jednym z głównych teatrów, gdzie ta wojna informacyjna jest prowadzona. Dlatego prowadzenie takiej narracji przez polityków powoduje, i już mamy tego dowody, że agresja i nienawiść Polaków do Ukraińców i Ukrainy niestety rośnie.

- Emocje jest bardzo łatwo rozhuśtać, dżina z butelki wypuścić, ale już znacznie trudniej wsadzić go do niej z powrotem. Pytanie więc jak teraz prowadzić narrację i jakimi argumentami przekonywać Polaków, że pomagać Ukrainie mimo wszystko trzeba?

- Ja jestem z wykształcenia artylerzystą, burzy się bardzo łatwo i całe życie zawodowe uczono mnie tego jak burzyć i jak niszczyć. Ale odbudowuje się bardzo ciężko. Jednym z powodów, dla których wstąpiliśmy do NATO, największego sojuszu obronnego, było oddalanie zagrożenia od polskiej granicy. Jeśli nie przyjmujemy do świadomości, że zwycięstwo Ukrainy to oddalenie zagrożenia od granicy Polski, to znaczy, że z naszą świadomością jest kiepsko. Politycy, a szczególnie rząd, muszą tak organizować swoje działania żeby tę świadomość odbudować. Cały czas zapominamy tzw. odporności, bardzo szybko ulegamy fake newsom i ulegamy narracji, która jest nam teraz absolutnie do niczego nie potrzebna.

- Wielu mówi: „pomagaliśmy dużo, teraz już wystarczy”. Jak, po żołniersku, im wytłumaczyć, że nie wystarczy?

- Powód jest bardzo prosty: Rosjanie zmienili taktykę działania, masowo używają rakiet, pocisków balistycznych i dronów, a Ukraińcy bez zewnętrznego wsparcia jeśli chodzi o środki obrony powietrznej, przeciwrakietowej nie dadzą rady. W tej chwili wyraźnie widzimy, że rosyjskie ataki są coraz skuteczniejsze i tak będzie cały czas, bo Ukraińcy nie pozostają bezczynni i też bardzo dużo robią z wykorzystaniem dronów i bezpilotowców na terenie Federacji Rosyjskiej. W odpowiedzi więc Rosja prowadzi masowe ataki na Kijów.

- W dniach 13-19 lipca terytorium ukraińskie znajdujące się pod kontrolą Rosji zmniejszyło się o 21 km kw. To czwarty tydzień, w którym Ukraina odzyskuje swoją ziemię. Czy to oznacza, że Rosja słabnie, a Ukraińcy zaczynają tę wojnę wygrywać?

- Trochę za szybko na postawienie takiej tezy, ale z pewnością możemy śmiało stwierdzić, że Ukraińcy odzyskują swoje terytorium. Tak zorganizowali sobie system walki, że zyskują inicjatywę. (…) Jeśli my, jako zjednoczony Zachód, nadal będziemy udzielać pomocy w obszarze obrony powietrznej, to jest szansa na to, że Ukraińcy będą tę wojnę powoli wygrywać.

- Co widać chyba nawet po postawie Donalda Trumpa, który jak wiemy lubi zwycięzców, a ostatnio „odmroził” stosunki z Zełenskim i Ukrainą?

- Tak i zauważmy, że ataki na Iran spowodowały, że został on pozbawiony możliwości wspierania Rosji bezpilotowcami, mówimy tu głównie o Szachedach. Do tego dochodzi zapowiedź, że Ukraińcy będą produkowali Patrioty, czym zaskoczył nawet Pentagon… To wszystko pokazuje, że teraz widzi w nich zwycięzców. Choć zapewne doda, że „postawił Zełenskiego do pionu”.

- Jak z tego punktu widzenia ocenia pan fakt, że Polska nie przystąpiła do tzw. Koalicji Antybalistycznej?

- Po pierwsze nie przystąpiliśmy do tzw. koalicji chętnych, powiedzieliśmy, że Polska nie będzie wysyłała swoich żołnierzy. I bardzo dobrze, bo na naszych barkach spoczywa bezpieczeństwo Europy centralnej i zachodniej. Nie możemy rozwadniać swoich wysiłków, zwłaszcza, że jesteśmy „on the way”, czyli budujemy, nie mamy jeszcze osiągniętego tego limitu 300 tys., nie mamy w pełni odtworzonych mobilizacyjnych rezerw osobowych i nie zakończyliśmy wszystkich procesów modernizacyjnych. (…) Kiedy to skończymy i napełnimy sobie magazyny środkami amunicyjno-rakietowymi, to wtedy możemy działać.

- W tym kontekście zapytam pana o ocenę zapowiedzi części polityków prawicy, którzy mówią, że jeśli wygrają wybory parlamentarne w przyszłym roku, to zrezygnują z realizacji programu SAFE?

- Doprowadziliby do katastrofy gospodarczej w obszarze przemysłu zbrojeniowego polskie fabryki, które powoli wstają z kolan. Program SAFE służy temu żeby to wstawanie z kolan było zdecydowanie szybsze. Tak jak mówił premier Tusk w Paryżu, są obszary, w których nie brylujemy i jest to np. obszar obrony powietrznej.

- Czyli żaden polityk, któremu zależy na polskiej racji stanu nie powinien rezygnować z programu SAFE?

- Absolutnie.

- I nie ma tu przestrzeni do innej interpretacji?

- Nie ma.

- Stała baza wojsk amerykańskich w Polsce jest czymś, co w zasadniczy sposób wpłynęłoby na naszą pozycję i poziom bezpieczeństwa?

- Absolutnie tak. To będzie wyraz szczególnego zaufania do tego co Polska zrobiła i robi. To będzie też odpowiedź na fakt, że jako jedni z nielicznych wywiązujemy się z postanowień poszczególnych szczytów w obszarze zwiększania wydatków na obronność. Administracja Trumpa doskonale wie, że to właśnie Polska będzie tym filarem, buforem, gdyby cokolwiek miało się wydarzyć. Bo mimo strat, które poniosła Rosja nie możemy być pewni, że czegoś nie wywiną.

Rozmawiała Kamila Biedrzycka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki