Super Express: „Jesteśmy bliżej porozumienia niż kiedykolwiek wcześniej” – to kolejny tego typu komentarz Donalda Trumpa po rozmowach jego wysłannika Steve’a Witkoffa z Wołodymyrem Zełenskim i Władimirem Putinem. Na ile poważnie możemy dziś traktować zapowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych?
Gen. Jarosław Kraszewski: To kolejna zapowiedź, nie wspominając już o pierwszej, czyli zakończeniu wojny w 24 godziny po objęciu przez niego władzy. Fakt jest taki, że sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana, ponieważ Stany Zjednoczone potrzebują ropy naftowej i potrzebują jej także Chiny. Chiny brały ją od Iranu i Rosji, a dla USA, w świetle wyborów połówkowych, rozwiązanie sytuacji tego paliwowego deficytu jest konieczne. Sytuacja staje się więc dla Amerykanów dość skomplikowana, szczególnie w świetle tego, że Ukraińcy zaczęli coraz częściej atakować instalacje związane z transferem właśnie ropy naftowej w Federacji Rosyjskiej. Ameryce absolutnie nie jest to na rękę i to może być dowód na to, że administracja faktycznie postanowiła przyspieszyć porozumienie prowadzące do zawieszenia broni i rozpoczęcia rozmów pokojowych.
- Istnieje realna szansa, że do nich dojdzie?
- Osobiście w to wątpię, bo, przepraszam, że to mówię, to dobry interes dla obu stron i nikomu się w tej chwili nie opłaca tego kończyć. (…) Wojna zawsze była dobrym interesem, szczególnie dla tych, którzy produkują i sprzedają uzbrojenie. Rosjanie za wszelką cenę chcą udowodnić, że w tej jesiennej ofensywie odniosą znaczący sukces.
- Co rozumiemy pod słowami „znaczący sukces”?
- Dla Rosjan to będzie katastrofa humanitarna na Ukrainie. A to będzie się wiązać także z kolejną falą uchodźców, którzy przejdą przez nasz kraj. Głównym instrumentem będzie tu wywołanie chaosu, którym Rosja będzie chciała oddziaływać na nasze serca i umysły. Wszystko po to żeby ostatecznie załamać naszą wolę do tego by nadal wspierać bojowe działania na, głównie wschodnim, froncie Ukrainy.
- Kilkanaście dni temu były szef BBN, Jacek Siewiera, powiedział, że „zasadniczy akord konfrontacji jest przed nami i będzie miał miejsce tej zimy”. Dodał, że może dojść do znaczącego zwiększenia nacisku na kraje europejskie poprzez eskalację hybrydową „z uwzględnieniem napadu powietrznego celowanego w infrastrukturę, a także obiekty administracji i cywilne”. Zgadza się pan z taką prognozą?
- Sytuacja Rosji pogarsza się z dnia na dzień. Straty, które poniosła są w tej chwili tak ogromne, że trudno mówić o kolejnej inwazji militarnej czy bojowej. (…) Jeśli miałoby dojść do tzw. uderzenia głębokiego za pomocą systemów rakietowych i lotnictwa, a z reguły tak się rozpoczyna wojny, no to jest to artykuł 5. Czyli wojna. Moim zdaniem do tego nie dojdzie, bo Rosjanie doskonale wiedzą, że zima absolutnie nie jest ich sprzymierzeńcem. Szczególnie teraz, kiedy mają poważne problemy z dostarczaniem paliwa dla walczących wojsk. W dodatku przybliżając się do naszej granicy, wchodzą jednocześnie w zasięg nowych, odrzutowych ukraińskich systemów bezpilotowych, czyli systemów „Kamikadze”. One mają już dostateczne możliwości „zabrania” takiego ładunku, który pozwala na wykonanie bardzo precyzyjnych uderzeń z dość dużym efektem zniszczeń.
- Pana zdaniem Donald Trump chce doprowadzić do kapitulacji Ukrainy?
- Tak, niestety. Przecież strona amerykańska od samego początku była przeciwna temu, żeby Ukraińcy posiadali zdolność do prowadzenia tzw. uderzeń głębokich i działań swoich sił specjalnych na terytorium Federacji Rosyjskiej. Administracji Trumpa absolutnie nie jest na rękę żeby Ukraina taką zdolność posiadała. (…)
- Powiedzenie, że kapitulacja Ukrainy nie leży w interesie Polski to truizm, więc jak my mamy dziś rozmawiać i współpracować z naszym sojusznikiem, który brata się z naszym wrogiem i może doprowadzić do koszmarnego, także dla naszego kraju, scenariusza?
- To dość skomplikowane i w ogóle mam nadzieję, że za tym kryje się jakiś chytry plan administracji Trumpa. I podkreślam tu słowo „administracji”. Amerykanie mówią o tym „deseption”, czyli wprowadzanie przeciwnika w błąd, mylenie, koncentrowanie uwagi na zupełnie innych sprawach.
- To dość optymistyczny scenariusz, że Trump celowo wprowadza Putina w błąd.
- Żywię nadzieję, że tak jest. Bo jeśli jest inaczej, to mamy poważny problem.
- Co, zakładając, że będzie się jednak realizował ten pesymistyczny scenariusz, powinna robić Polska, na co położyć nacisk w swojej strategii bezpieczeństwa?
- My się układajmy z sąsiadami. Stawiajmy na Niemców, na Bukaresztańską Dziewiątkę, na Czechów, na Skandynawię.
- W Pałacu Prezydenckim niestety nie ma woli politycznej żeby bardziej się integrować, choćby z Niemcami.
- (…) W strategii bezpieczeństwa trzeba wprost alarmować o zagrożeniu ze strony Federacji Rosyjskiej i o konieczności ścisłej współpracy z najbliższymi sąsiadami. Wszystkimi. Budujmy sojusze blisko, bo sojusz z USA jest już zbudowany. My chcemy go za wszelką cenę doprowadzić do stałej bazy, o której tyle się mówi.
- Dojdzie do realizacji budowy bazy wojsk amerykańskich w Polsce?
- Nie wykluczałbym tego, bo mimo wszystko Amerykanie nadal chcą odgrywać rolę tego „globalnego strażnika bezpieczeństwa”.
- Jaka jest rola Chin w tej wojennej układance?
- Już zaczynają być dokooptowane do stołu negocjacyjnego…
- …mówi się nawet o tzw. Jałcie 2.0.
- Dokładnie. Ale decyzja o zakończeniu wojny zostanie podjęta między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Bez Putina.
Rozmawiała Kamila Biedrzycka