- Amerykanie masowo wyszli na ulice w obliczu nadchodzących wyborów do Kongresu, protestując przeciwko Donaldowi Trumpowi i jego podważaniu praw wyborczych.
- Fala demonstracji pod hasłem „Ręce precz od mojego głosu” zbiega się z ostrym sporem o ważność głosów korespondencyjnych, który eskaluje w USA.
- Dowiedz się, jakie działania podjęła administracja Trumpa przeciwko urzędnikom wyborczym i dlaczego Demokraci żądają pilnych gwarancji!
„Głosuj wcześniej” i „Ręce precz od mojego głosu” takie hasła przynieśli uczestnicy demonstracji w Waszyngtonie. Wiece zorganizowane 17 października przez sieć No Kings odbyły się również w dziesiątkach innych miast i mniejszych miejscowości w USA. Organizatorzy chcieli zachęcić Amerykanów do udziału w nadchodzących wyborach połówkowych do Kongresu.
Akcję przedstawiano jako ponadpartyjną. Ruch skupia jednak przeciwników prezydentury Donalda Trumpa, a podczas zgromadzeń podnoszono obawy o uczciwość wyborów i ochronę prawa do głosowania.
Protesty w USA. Przekonywali, żeby nie czekać z oddaniem głosu
W pobliżu Lincoln Memorial w Waszyngtonie zebrało się kilkaset osób. Uczestnikom towarzyszyła muzyka zespołu, a na transparentach dominowały apele o udział w wyborach i sprzeciw wobec ingerencji w prawa wyborców. W całym kraju planowano setki wydarzeń.
Do demonstrantów dołączyli także niektórzy politycy. W Atlancie miejski radny Michael Julian Bond zachęcał zebranych, by namawiali innych do wcześniejszego oddania głosu.
– Konstytucja daje wam jedną władzę, prawda? To władza głosowania. Czy zamierzacie z niej skorzystać? – pytał.
Bond porównał możliwość decydowania przy urnie do mocy komiksowych superbohaterów. Przywołał Supermana, Czarną Panterę i Wonder Woman, przekonując, że wyborcy również powinni korzystać ze swoich możliwości.
– Bądźcie superbohaterami, wykorzystajcie swoją moc. Idźcie do lokali wyborczych i zagłosujcie – apelował.
Administracja Trumpa wystąpiła do sądu
Demonstracjom towarzyszy spór o głosowanie korespondencyjne. Donald Trump od dawna podważa wiarygodność tej formy udziału w wyborach. Bez przedstawienia dowodów utrzymywał też, że fałszerstwa odebrały mu zwycięstwo w wyborach prezydenckich w 2020 roku.
15 października jego administracja pozwała urzędników wyborczych w Kalifornii. Władze federalne wystąpiły o zablokowanie liczenia w wyborach uzupełniających kart korespondencyjnych osób, które rząd uznał za prawdopodobnie nieposiadające amerykańskiego obywatelstwa. Domagały się wstrzymania ich liczenia do czasu zweryfikowania statusu tych wyborców.
Następnego dnia Departament Sprawiedliwości skierował ostrzeżenie do lokalnych urzędników. Według resortu przyjmowanie i zliczanie kart osób podejrzewanych o brak obywatelstwa USA może skutkować dochodzeniem karnym, a nawet postępowaniem sądowym.
Senatorowie domagają się gwarancji
Działania administracji wywołały reakcję demokratycznych senatorów. Alex Padilla, Sheldon Whitehouse i Dick Durbin zwrócili się do prokuratora generalnego Todda Blanche’a.
W piśmie z 16 października zażądali zobowiązania, że Departament Sprawiedliwości nie będzie przejmował kart do głosowania ani innych materiałów wyborczych przed zatwierdzeniem wyników. Wybory połówkowe do Kongresu odbędą się 3 listopada.
Poniżej galeria zdjęć: Spotkanie Donalda Trumpa z Karolem Nawrockim