Ekspert: śmierć Chameneiego nie oznacza końca reżimu w Iranie

2026-03-01 15:20

Śmierć najwyższego przywódcy Iranu Ali Chamenei nie oznacza automatycznego upadku Republiki Islamskiej – uważa orientalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego Marcin Krzyżanowski. W rozmowie z „Super Expressem” ekspert ds. Bliskiego Wschodu tłumaczy, dlaczego system ajatollahów jest przygotowany na taki scenariusz, czy grozi mu wojskowy pucz oraz jaką strategię wobec Iranu mogą przyjąć USA i Izrael.

Ali Hosejni Chamenei

i

Autor: AP Photo/ Associated Press Ali Hosejni Chamenei
  • Reżim był gotowy na śmierć przywódcy – ze względu na wiek Chameneiego scenariusz sukcesji od lat był analizowany w Teheranie.
  • Brak zorganizowanej opozycji – w Iranie nie istnieje struktura zdolna przejąć władzę po ewentualnym kryzysie.
  • Możliwa większa brutalność systemu – nowy lider może przyjąć jeszcze bardziej konfrontacyjną postawę wobec Zachodu.
  • „Libanizacja” Iranu – Izrael i USA mogą stosować strategię cyklicznych uderzeń, zamiast dążyć do obalenia władzy.

Irański reżim przetrwa ataki USA i Izraela

„Super Express”: - Najwyższy Przywódca Iranu zginął w amerykańsko-izraelskich nalotach na Teheren. To początek końca irańskiego reżimu, jak życzą sobie tego w Tel Awiwie i Waszyngtonie?Marcin Krzyżanowski: - Śmierc Chameneiego zmienia bardzo niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek. Republika Islamska była przygotowana na taki scenariusz i to nie tylko w związku z bieżącymi działaniami wojennymi, ale po prostu ze względu na podeszły wiek najwyższego przywódcy. Miał on 86 lat, więc kwestia jego zgonu była od kilku lat stałym tematem debat, zarówno wewnątrz kraju, jak i za granicą. Z punktu widzenia ewentualnego upadku systemu najważniejszą kwestią jest istnienie zorganizowanej opozycji.

- Której w Iranie nie ma.

- Absolutnie tak. Jest to zresztą zasługa bardzo przemyślanych i skrupulatnie planowanych działań samej Republiki Islamskiej. Władze w Teheranie odrobiły lekcję z własnej rewolucji i skutecznie uniemożliwiły powstanie jakiejkolwiek zorganizowanej struktury opozycyjnej.

- Przed atakiem amerykańskie służby miały ostrzegać, że zamiast Chameneiego u władzy rozgoszczą „twardogłowi” dowódcy z Gwardii Rewolucyjnej.

- Na pewno reżim stanie się jeszcze bardziej brutalny. Choć uważam ewentualny pucz wojskowy ze strony Gwardii za niezwykle mało prawdopodobny. Ramy konstytucyjne Republiki Islamskiej spajają wiele konkurujących ze sobą środowisk, a upadek republiki oznaczałby dla nich wszystkich wojnę domową, a tego za wszelką cenę chcą uniknąć. Dlatego też następny przywódca, który prawdopodobnie wkrótce zostanie wybrany, przyjmie najpewniej znacznie bardziej konfrontacyjną postawę wobec Zachodu.

- Często zapominamy, że beneficjentami tego systemu są miliony Irańczyków. Skoro mają oni aparat przymusu i realny interes w przetrwaniu reżimu, to czy w ogóle możemy liczyć na jakąkolwiek wewnętrzną zmianę?

- Dokładnie tak to wygląda. Co może być dla wielu zaskakujące, Republika Islamska może pochwalić się szczerym poparciem bardzo dużej części społeczeństwa. Nie rozstrzygam tutaj dokładnego odsetka, ale mówimy o milionach ludzi, z których znaczna część jest gotowa nie tylko ginąć za republikę, ale również za nią zabijać. Trzeba pamiętać, że ta republika jest „islamska” – duża część Irańczyków nadaje jej sankcję religijną, co zresztą system sam sobie uzurpuje.

Trump już wkrótce zakończy wojnę z Iranem?

- Z perspektywy Donalda Trumpa ideałem byłoby pewnie obalenie lidera i dogadanie się z nową władzą, jak zrobiono to w Wenezueli. Czy istnieje szansa, że nowy przywódca, mimo konfrontacyjnej retoryki, wykaże się realizmem i uzna, że bardziej opłaca się dogadać z Amerykanami, by móc dalej sprzedawać ropę?

- Istnieje szansa, że nowy lider obierze jako element swojej taktyki coś, co w teologii islamskiej nazywa się takijja. Chodzi o ukrywanie swoich prawdziwych poglądów i intencji w celu ochrony życia i możliwości kontynuowania walki w późniejszym czasie. Sam Ali Chamenei, przy okazji podpisywania umowy nuklearnej w 2015 r., podkreślał, że czasem trzeba postępować jak Husajn – trzeci imam szyitów, który poległ śmiercią męczeńską – a czasem jak jego brat Hasan, który nie wystąpił zbrojnie przeciwko niesprawiedliwej władzy kalifów z dynastii Umajjadów. To pokazuje, że elastyczność taktyczna jest wpisana w ich sposób działania.

- Jak pan przewiduje rozwój wydarzeń w Iranie?

- To, co obserwujemy, to proces, który nazywam „libanizacją Iranu”, a co planiści izraelscy określają mianem „przycinania trawnika”. Strategia ta opiera się na założeniu, że jeśli Izrael uzna, iż coś mu zagraża, to po prostu to bombarduje, aż zagrożenie spadnie do akceptowalnego poziomu. Gdy ono znów wzrasta, samoloty lecą ponownie. Jeśli Amerykanom i Izraelczykom uda się zniszczyć irański potencjał militarny i przemysł uzbrojeniowy – a wiele wskazuje na to, że są w stanie to zrobić – to do dalszego „przycinania irańskiego trawnika” nie będą już potrzebne tak duże siły. Izrael będzie w stanie radzić sobie z tym sam, co jakiś czas uderzając w wybrane cele. Chociaż to dopiero początek tej odsłony konfliktu, najbardziej prawdopodobny scenariusz na dziś jest taki, że za kilka lub kilkanaście dni Amerykanie stwierdzą, iż zbombardowali już wszystko, co chcieli. Uzna się, że niewiele więcej zostało do zniszczenia i na tym etapie zakończą operację.

Rozmawiał Tomasz Walczak

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki