Dramat, Polak utknął na lotnisku na pustyni! „Szarża nie funkcjonuje”

2026-03-01 13:59

Piotr Kwolek utknął w Zjednoczonych Emiratach Arabskich po tym, jak jego lot z Kuala Lumpur do Warszawy z przesiadką w Szardży został przekierowany w trakcie podróży. W rozmowie dla Radia ESKA relacjonował, że kapitan poinformował pasażerów, iż „lotnisko w Szardży nie funkcjonuje”, a samolot wylądował na małym lotnisku „na pustyni”, blisko granicy z Omanem.

Lotnisko w Gdańsku. Port lotniczy im. Lecha Wałęsy

i

Autor: Monika Czekańska
  • Nagłe zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem uziemiło tysiące pasażerów, w tym Polaków, na lotniskach w Dubaju, Dosze i Bangkoku.
  • MSZ potwierdza zamknięcie nieba nad Iranem, Irakiem, Izraelem i ZEA, odradzając podróże do tych regionów.
  • Polacy utknęli w kluczowych węzłach przesiadkowych, a PLL LOT zawrócił już rejs z Warszawy do Dubaju.
  • Sprawdź, co robić w przypadku odwołania lotu i jak odzyskać pieniądze, czytaj dalej!

„Szarża nie funkcjonuje”. Zmiana trasy w trakcie lotu

Piotr Kwolek relacjonował w rozmowie dla Radia ESKA, że w chwili, gdy do planowanego lądowania pozostawało niewiele czasu, pasażerowie usłyszeli komunikat, który wywrócił podróż do góry nogami.

„Zamknięte niebo” po ataku na Iran. Setki Polaków utknęło w innych krajach. Gdzie konkretnie?

„My jesteśmy około 88 kilometrów od Dubaju, na północ, skierowany na północ, bliżej Cieśniny Ormuz. Dlatego, że tutaj jesteśmy, mieliśmy mieć lądowanie w Szarży, natomiast w trakcie lotu kapitan powiedział, że lotnisko w Szarży nie funkcjonuje. I zostaliśmy przekierowani na jakieś lotnisko na pustyni, blisko granicy z Omanem” — powiedział Piotr Kwolek w rozmowie dla Radia ESKA.

„Bez żadnej informacji” — autobusami do hotelu

Po lądowaniu sytuacja nie stała się prostsza. Kwolek podkreślił, że brakowało jasnych komunikatów, a decyzje zapadały z minuty na minutę.

„I stamtąd w zasadzie bez żadnej informacji zostaliśmy zapakowani do autobusów, cały samolot i przekierowani do hotelu” — relacjonował Piotr Kwolek.

Z Kuala Lumpur do Warszawy. Przesiadka miała być „zaraz obok Dubaju”

W swojej relacji Kwolek dokładnie opisał plan podróży i moment, w którym dowiedzieli się, że lotnisko w Szardży nie obsługuje operacji.

„My mieliśmy lot z Kuala Lumpur z Malezji do Warszawy z przesiadką w Szarży. W Szarży, zaraz obok Dubaju jest takie mniejsze lotnisko. I właśnie jak dolatywaliśmy, zostało nam tak naprawdę 45 minut lotu, no i wtedy właśnie dowiedzieliśmy, że Szarża nie funkcjonuje i zostaliśmy już wtedy przekierowani w trakcie lotu na to takie małe lotnisko i tam byliśmy jedynym samolotem, który wylądował” — powiedział Kwolek w rozmowie dla Radia ESKA.

„U nas jest spokojnie”, ale „w Dubaju jest bombowo”

Kwolek zaznaczył, że ich sytuacja, choć trudna i pełna niepewności, jest pod pewnym względem „lżejsza” niż w dużych hubach, gdzie zbierają się tysiące pasażerów.

„Mamy o tyle szczęście, że właśnie my w tych mniej zatłoczonych miejscach jesteśmy, więc u nas tak naprawdę jest spokojnie. No nie to co w Dubaju, dochodzą mnie różne informacje, że tam jest właśnie bombowo” — mówił Kwolek.

„W hotelu jest kilkunastu Polaków”. Był pomysł wyjazdu przez Oman

W rozmowie dla Radia ESKA Kwolek podał, że w hotelu oprócz niego, zatrzymało się także kilku innych Polaków z tego samego rejsu.

„Utknęliśmy my i w tym hotelu również z tego samego lotu jest w zasadzie kilkunastu Polaków. W nocy zrodził się taki pomysł, bo część Polaków przez Oman próbuje dotrzeć do kraju” — powiedział Piotr Kwolek dla Radia ESKA. 

Jednocześnie dodał, że pojawiły się informacje, które wprowadziły dodatkową niepewność i ostudziły plany alternatywnej drogi.

„Dzisiaj doszły do nas informacje, że niektóre lotniska w Omanie również zostały potraktowane dronami. Więc tak naprawdę teraz czekamy co dalej się wydarzy. Próbujemy się skontaktować z linią lotniczą, ale linia lotnicza, 45 minut w zasadzie żona próbuje się dodzwonić” — relacjonował Kwolek.

Hotel „do czasu kiedy otworzą przestrzeń powietrzną”

Kwolek opisał też, jak wygląda kwestia zakwaterowania i czy pasażerowie zostali pozostawieni sami sobie. Jak mówił, początkowo wydawało się, że hotel jest tylko na jedną dobę, ale rano usłyszeli inną informację.

„Zabukowaliśmy się tutaj, dostaliśmy informację na check-in, że tylko na jeden dzień możemy się zabukować. Natomiast dzisiaj rano zszedłem do lobby i pani powiedziała, że mamy zapewniony hotel z wyżywieniem, znaczy z wyżywieniem, ze śniadaniami do czasu kiedy otworzą przestrzeń powietrzną” — stwierdził Piotr Kwolek.

„Muszę wracać do kraju”. Plus: „jest spokojniej”

W relacji wybrzmiał też osobisty wymiar sytuacji. Przymusowe zatrzymanie to stres, bo część osób ma obowiązki i terminy w Polsce. Jednocześnie Kwolek podkreślił, że z ich perspektywy plusem jest oddalenie od najbardziej zatłoczonych miejsc.

„To akurat jest ten negatywny aspekt, dlatego że ja już muszę wracać do kraju. Także wolałbym już być w naszej zimniejszej Polsce, no ale plus jest taki, że nie jesteśmy w Dubaju tylko oddalone o te 90 kilometrów, więc tak jak mówiłem wcześniej jest spokojniej” — mówił Piotr Kwolek.

„U nas totalnie spokojnie”. O wybuchach i okolicy

Kwolek odniósł się też do tego, czy w jego okolicy słychać było jakiekolwiek wybuchy lub oznaki zagrożenia.

„U nas jest totalnie spokojnie. Też patrzyłem w okolicach, nie ma żadnych baz wojskowych, więc też Iran nie ma co bombardować” — zakończył.

Poniżej galeria zdjęć: Bliski Wschód w ogniu: Te zdjęcia pokazują skalę zagrożenia po atakach Iranu i Izraela

Polityka SE Google News
"Weekend na bydgoskim Tordbydzie! Lodowisko pękało w szwach
Sonda
Czy obawiasz się podróży z przesiadką na Bliskim Wschodzie po zamknięciach przestrzeni powietrznej?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki