- Nagłe zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem uziemiło tysiące pasażerów, w tym Polaków, na lotniskach w Dubaju, Dosze i Bangkoku.
- MSZ potwierdza zamknięcie nieba nad Iranem, Irakiem, Izraelem i ZEA, odradzając podróże do tych regionów.
- Polacy utknęli w kluczowych węzłach przesiadkowych, a PLL LOT zawrócił już rejs z Warszawy do Dubaju.
- Sprawdź, co robić w przypadku odwołania lotu i jak odzyskać pieniądze, czytaj dalej!
„Szarża nie funkcjonuje”. Zmiana trasy w trakcie lotu
Piotr Kwolek relacjonował w rozmowie dla Radia ESKA, że w chwili, gdy do planowanego lądowania pozostawało niewiele czasu, pasażerowie usłyszeli komunikat, który wywrócił podróż do góry nogami.
„Zamknięte niebo” po ataku na Iran. Setki Polaków utknęło w innych krajach. Gdzie konkretnie?
„My jesteśmy około 88 kilometrów od Dubaju, na północ, skierowany na północ, bliżej Cieśniny Ormuz. Dlatego, że tutaj jesteśmy, mieliśmy mieć lądowanie w Szarży, natomiast w trakcie lotu kapitan powiedział, że lotnisko w Szarży nie funkcjonuje. I zostaliśmy przekierowani na jakieś lotnisko na pustyni, blisko granicy z Omanem” — powiedział Piotr Kwolek w rozmowie dla Radia ESKA.
„Bez żadnej informacji” — autobusami do hotelu
Po lądowaniu sytuacja nie stała się prostsza. Kwolek podkreślił, że brakowało jasnych komunikatów, a decyzje zapadały z minuty na minutę.
„I stamtąd w zasadzie bez żadnej informacji zostaliśmy zapakowani do autobusów, cały samolot i przekierowani do hotelu” — relacjonował Piotr Kwolek.
Z Kuala Lumpur do Warszawy. Przesiadka miała być „zaraz obok Dubaju”
W swojej relacji Kwolek dokładnie opisał plan podróży i moment, w którym dowiedzieli się, że lotnisko w Szardży nie obsługuje operacji.
„My mieliśmy lot z Kuala Lumpur z Malezji do Warszawy z przesiadką w Szarży. W Szarży, zaraz obok Dubaju jest takie mniejsze lotnisko. I właśnie jak dolatywaliśmy, zostało nam tak naprawdę 45 minut lotu, no i wtedy właśnie dowiedzieliśmy, że Szarża nie funkcjonuje i zostaliśmy już wtedy przekierowani w trakcie lotu na to takie małe lotnisko i tam byliśmy jedynym samolotem, który wylądował” — powiedział Kwolek w rozmowie dla Radia ESKA.
„U nas jest spokojnie”, ale „w Dubaju jest bombowo”
Kwolek zaznaczył, że ich sytuacja, choć trudna i pełna niepewności, jest pod pewnym względem „lżejsza” niż w dużych hubach, gdzie zbierają się tysiące pasażerów.
„Mamy o tyle szczęście, że właśnie my w tych mniej zatłoczonych miejscach jesteśmy, więc u nas tak naprawdę jest spokojnie. No nie to co w Dubaju, dochodzą mnie różne informacje, że tam jest właśnie bombowo” — mówił Kwolek.
„W hotelu jest kilkunastu Polaków”. Był pomysł wyjazdu przez Oman
W rozmowie dla Radia ESKA Kwolek podał, że w hotelu oprócz niego, zatrzymało się także kilku innych Polaków z tego samego rejsu.
„Utknęliśmy my i w tym hotelu również z tego samego lotu jest w zasadzie kilkunastu Polaków. W nocy zrodził się taki pomysł, bo część Polaków przez Oman próbuje dotrzeć do kraju” — powiedział Piotr Kwolek dla Radia ESKA.
Jednocześnie dodał, że pojawiły się informacje, które wprowadziły dodatkową niepewność i ostudziły plany alternatywnej drogi.
„Dzisiaj doszły do nas informacje, że niektóre lotniska w Omanie również zostały potraktowane dronami. Więc tak naprawdę teraz czekamy co dalej się wydarzy. Próbujemy się skontaktować z linią lotniczą, ale linia lotnicza, 45 minut w zasadzie żona próbuje się dodzwonić” — relacjonował Kwolek.
Hotel „do czasu kiedy otworzą przestrzeń powietrzną”
Kwolek opisał też, jak wygląda kwestia zakwaterowania i czy pasażerowie zostali pozostawieni sami sobie. Jak mówił, początkowo wydawało się, że hotel jest tylko na jedną dobę, ale rano usłyszeli inną informację.
„Zabukowaliśmy się tutaj, dostaliśmy informację na check-in, że tylko na jeden dzień możemy się zabukować. Natomiast dzisiaj rano zszedłem do lobby i pani powiedziała, że mamy zapewniony hotel z wyżywieniem, znaczy z wyżywieniem, ze śniadaniami do czasu kiedy otworzą przestrzeń powietrzną” — stwierdził Piotr Kwolek.
„Muszę wracać do kraju”. Plus: „jest spokojniej”
W relacji wybrzmiał też osobisty wymiar sytuacji. Przymusowe zatrzymanie to stres, bo część osób ma obowiązki i terminy w Polsce. Jednocześnie Kwolek podkreślił, że z ich perspektywy plusem jest oddalenie od najbardziej zatłoczonych miejsc.
„To akurat jest ten negatywny aspekt, dlatego że ja już muszę wracać do kraju. Także wolałbym już być w naszej zimniejszej Polsce, no ale plus jest taki, że nie jesteśmy w Dubaju tylko oddalone o te 90 kilometrów, więc tak jak mówiłem wcześniej jest spokojniej” — mówił Piotr Kwolek.
„U nas totalnie spokojnie”. O wybuchach i okolicy
Kwolek odniósł się też do tego, czy w jego okolicy słychać było jakiekolwiek wybuchy lub oznaki zagrożenia.
„U nas jest totalnie spokojnie. Też patrzyłem w okolicach, nie ma żadnych baz wojskowych, więc też Iran nie ma co bombardować” — zakończył.
Poniżej galeria zdjęć: Bliski Wschód w ogniu: Te zdjęcia pokazują skalę zagrożenia po atakach Iranu i Izraela