szpital

i

Autor: az

Felieton Adriana Zandberga

Droga do prywatyzacji: Jak rząd osłabia NFZ i pcha Polskę w stronę amerykańskiego koszmaru

2025-04-06 5:20

Publiczna ochrona zdrowia w Polsce jest niedofinansowana – i to nie przez przypadek. Rząd ogranicza finansowanie NFZ, by potem uzasadnić jego prywatyzację. Jeśli ten scenariusz się spełni, czekają nas rachunki jak w USA: dziesiątki tysięcy dolarów za podstawowe zabiegi i bankructwa rodzin, których nie stać na leczenie.

Rząd zadłuża NFZ, aby powiedzieć: widzicie, że publiczne nie działa, trzeba prywatyzować. Wtedy spełni się marzenie liberałów: wreszcie w Polsce będzie jak w Ameryce. Jesteś ciężko chory? Wybieraj: bankructwo albo śmierć.

Amerykański model: bankructwo albo śmierć

Ile kosztuje przytulenie płaczącego noworodka? 39 dolarów 35 centów. 70 tys. dolarów może kosztować wycięcie wyrostka robaczkowego. 420 dolarów zapłacił mężczyzna, który zasłabł na parkingu przed SOR-em i karetką przejechał… 4,5 metra. Amerykanie chętnie dzielą się w sieci swoimi rachunkami za leczenie. Ostatnio w mediach krąży historia o Polaku, który doznał udaru na lotnisku Los Angeles. Po trzech tygodniach w szpitalu okazało się, że milion złotych z ubezpieczenia nie wystarczy na pokrycie kosztów. Trwa też zbiórka na transport do Polski.

Tak wygląda ochrona zdrowia w USA. Ludzie bankrutują po kilkudniowym pobycie w szpitalu – albo w ogóle się nie leczą, bo ich na to nie stać. Jeśli rząd nadal będzie głodził NFZ, doprowadzi do prywatyzacji ochrony zdrowia. Już teraz w budżecie NFZ brakuje ponad 20 mld. A ma być jeszcze gorzej.

NFZ na głodowej diecie – kto na tym skorzysta?

Finansowanie polskiego systemu ochrony zdrowia jest postawione jest na głowie. Wystarczy zarejestrować działalność gospodarczą, żeby płacić niższe składki niż pracownik. Teraz Tusk i jego ekipa chcą tę patologię jeszcze pogłębić.

Kiedy projektowano polski system tok myślenia był mniej więcej taki:  pieniędzy jest za mało, niech ludzie drobne przypadłości leczą prywatnie. Nikogo natomiast nie stać na skomplikowane operacje, leczenie raka czy chorób przewlekłych. To są setki tysięcy złotych. Powstały prywatne firmy, które miały uzupełniać braki systemu. Ten system szybko się jednak wyrodził. Wszyscy znamy te historie o chorej cioci czy babci, która przed pójściem do publicznego szpitala musiała iść na prywatną wizytę do tego samego lekarza. I wtedy dzieje się magia: nagle znajduje się miejsce za 2 miesiące, a nie dwa lata. Wiadomo, jak to przeciąć – ale poza Razem polityków chętnych do wprowadzenia zasady „lekarzu, albo pracujesz na prywatnym, albo na publicznym” brak.

Umiemy przeprowadzać w Polsce zabiegi na najwyższym światowym poziomie. NFZ jest efektywniejszy niż amerykańskie prywatne ubezpieczalnie. Polskie szpitale są nieźle wyposażone.  Jest więc czego bronić i co rozwijać. Bez większego finansowania, rozdzielenia prywatnego i publicznego ten system jednak nie przetrwa. Niedofinansowanie skończy się prywatyzacją.

Patrząc na entuzjazm posłów PO i PiS-u do głodzenia publicznej ochrony zdrowia myślę, że niektórzy tylko na to czekają.

Nasi Partnerzy polecają