- Donald Tusk pracował w Norwegii w 1989 roku przez trzy miesiące
- Według relacji Jana Pawłowskiego zarobił tam „małą fortunę”
- Po powrocie miał kupić za te pieniądze 5-letniego VW Polo
- W archiwalnym wywiadzie pojawiły się też zabawne szczegóły, m.in. historia z „psalmem” Lechii Gdańsk
Donald Tusk pracował w Norwegii. Tak zaczęła się ta historia
Dziś Donald Tusk kojarzy się przede wszystkim z wielką polityką, Brukselą, Sejmem i najważniejszymi decyzjami w państwie. Mało kto pamięta jednak, że pod koniec lat 80. przyszły premier wyjechał do Norwegii, gdzie pracował fizycznie. Kulisy tej wyprawy opisał przed laty portal MojaNorwegia.pl w rozmowie z Janem Pawłowskim, przyjacielem Tuska.
Pawłowski wspominał, że pomysł wyjazdu narodził się dzięki kontaktom jego żony Iwony, absolwentki skandynawistyki na Uniwersytecie Gdańskim. Para znała wielu Norwegów, ponieważ w latach 80. oprowadzała po Polsce wycieczki z tego kraju. Wtedy pojawiła się szansa na pracę.
Jak relacjonował Pawłowski, w Polsce realia były wtedy zupełnie inne niż dziś. Mówił, że gdy Norwegowie zapraszali ich do siebie, odpowiadali: „bardzo chętnie, tylko wy sobie nie zdajecie sprawy, że u nas zarabia się po 20 dolarów miesięcznie”. W końcu jeden z Norwegów miał pomóc w załatwieniu pracy.
„Pieniądze szokujące”. Tusk miał jednak wątpliwości
Według relacji Pawłowskiego Donald Tusk nie od razu był przekonany do wyjazdu. Miał świadomość, że praca będzie fizyczna i wymagać będzie umiejętności, których wcześniej nie wykonywał na co dzień.
Mało kto wie, że Donald Tusk ma drugie imię. A ono jest dziś hitem wśród rodziców
Pawłowski wspominał reakcję Tuska na propozycję wyjazdu: „Donek, jak usłyszał propozycję, to stwierdził: Pieniądze szokujące, ale przecież ja nie potrafię nic z tego, co tam trzeba będzie robić”.
Przyjaciel miał jednak przekonywać go, że sobie poradzi. Argumentował, że Tusk pracował wcześniej przy malowaniu kominów i ciężkiej pracy się nie bał. Ostatecznie przyszły premier zdecydował się na wyjazd, choć musiał jeszcze omówić to z żoną.
„Przecież zostawiał Gosię z dwojgiem małych dzieci” — mówił Pawłowski.
Tusk w Norwegii. Praca, darmowy nocleg i zaskoczenie na miejscu
Polacy trafili do Mortenhalls, większej wsi położonej około 60 km od Tromsø. Mieli pracować przy miejscowej szkole ludowej. Stawka robiła wtedy ogromne wrażenie: 50 koron za godzinę, czyli około 7 dolarów.
Na miejscu okazało się jednak, że zakres prac nie był tak duży, jak początkowo zakładali. Po kolacji u dyrektora szkoły i wysłuchaniu listy zadań Tusk miał szybko ocenić sytuację.
„Przecież to robota na miesiąc, góra” — miał powiedzieć do Pawłowskiego.
A plan był zupełnie inny. Wyjazd miał trwać od początku lipca do końca września. Jak wspominał Pawłowski, pieniądze były już w wyobraźni rozplanowane. „Donald chciał kupić samochód, może zacząć zbierać na mieszkanie...” — mówił.
„Ławkowe getto” i polskie gotowanie. Tak żyli w Norwegii
Choć nocleg mieli zapewniony za darmo, problemem było jedzenie. Przy szkole działała stołówka, ale Polacy musieliby za posiłki płacić. Bardziej opłacało im się kupować produkty w sklepie i gotować samodzielnie.
To doprowadziło do zabawnej sytuacji z Elsą, Norweżką prowadzącą stołówkę. Jak opowiadał Pawłowski, kobieta miała się złościć, bo z kuchni dochodziły zapachy potraw przygotowywanych przez Polaków, a uczniowie porównywali je z posiłkami serwowanymi przez nią.
W końcu Elsa miała kazać im siedzieć w kącie stołówki. Pawłowski nazwał to w rozmowie „ławkowym gettem”.
Największym hitem tej historii jest jednak opowieść o „psalmie”. Elsa, gorliwa ewangeliczka, oczekiwała, że przed posiłkami śpiewane będą psalmy. Polacy nie śpiewali, aż pewnego dnia Tusk miał zaproponować, że wykonają psalm po polsku.
„Wtedy wstaliśmy i zaśpiewaliśmy: do boju biało-zieloni, do boju biało-zieloni, do boju Lechia Gdańsk...” — wspominał Pawłowski. Według jego relacji Elsa była zachwycona.
Tusk i techniczny patent z dachem. „Robiło to wrażenie”
Z archiwalnej rozmowy wynika, że Donald Tusk w Norwegii zaskakiwał pomysłowością. Jedna z najciekawszych historii dotyczy przesunięcia fragmentu dachu przy szkolnym budynku. Dyrektor chciał zadaszyć miejsce, w którym miała działać taśma do cięcia drewna.
Pawłowski opowiadał, że Tusk przez dwa dni zastanawiał się, jak zrobić to najlepiej, by nie rozkręcać i skręcać po kolei wszystkich płyt. W końcu wymyślił rozwiązanie z użyciem dwóch ciągników.
„Podjechaliśmy nimi, podnieśliśmy łychy do dachu. Potem poodkręcaliśmy wszystkie śruby, dach oparł się o te podniesione łychy. Następnie ciągnikami przesunęliśmy go o ponad metr do przodu, na koniec powkręcaliśmy śruby” — relacjonował Pawłowski.
Przyjaciel Tuska przyznał, że byli z żoną zdziwieni. „W końcu facet do tej pory zajmował się działalnością opozycyjną i archiwistyką. Więc naprawdę robiło to wrażenie i było wyłącznie jego patentem” — mówił.
Plus 30 na dworze, minus 30 w chłodni
Wśród obowiązków pojawiły się też mniej typowe zadania. Jednym z nich było zamontowanie półek w mroźni ryb. Różnica temperatur robiła wrażenie: na zewnątrz miało być około plus 30 stopni, a w chłodni minus 30.
Chłodni nie można było wyłączyć, bo ryby by się rozmroziły. Polacy musieli więc założyć na siebie kilka warstw ubrań.
„Powkładaliśmy na siebie po kilka swetrów, kurtki, rękawiczki i zainstalowaliśmy te półki” — wspominał Pawłowski.
Co ciekawe, z czasem pracy było coraz mniej. Polacy nie chcieli jednak udawać, że pracują. Według Pawłowskiego poszli do dyrektora i zapowiedzieli, że jeśli nie znajdzie im zajęcia, to wyjadą.
„Proszę to sobie wyobrazić — Polacy, którzy mogą się obijać za ciężkie pieniądze, domagają się pracy i grożą wyjazdem” — mówił przyjaciel Tuska.
Tusk grał w piłkę i chciał wygrywać
W wywiadzie pojawia się też wątek piłkarski, bardzo pasujący do Donalda Tuska. W szkole ludowej przebywali młodzi ludzie z różnych krajów, w tym uchodźcy z Afryki i Azji. Pawłowski wspominał mecze, w których Tusk miał być kapitanem drużyny „Europa”.
Przyjaciel przyszłego premiera opisywał, że część zawodników świetnie dryblowała, ale zamiast strzelać, potrafiła cofać się z piłką na środek boiska i próbować powtórzyć akcję. Tuskowi miało się to bardzo nie podobać.
„Mnie taka mentalność odpowiadała, a Donaldowi nie — on chciał wygrywać” — mówił Pawłowski.
Dodał też, że gdy koledzy z drużyny zamiast kończyć akcję strzałem bawili się piłką, Tuska miało to mocno irytować.
Norwegowie czytali, że Tusk może zostać ministrem
Jedna z najbardziej symbolicznych scen dotyczy artykułu Janusza Korwin-Mikkego w „Polityce”. Siostra Donalda Tuska miała przysłać tekst, w którym pojawiła się informacja, że Tusk może zostać ministrem.
Iwona Pawłowska przetłumaczyła artykuł i zawiesiła go na gazetce ściennej. Reakcja Norwegów była pełna zdziwienia.
„Norwegowie nieźle się zdziwili, jak to czytali. I choć to prostolinijni i uczciwi ludzie, to coś mi się zdaje, że nie bardzo w to wierzyli” — wspominał Pawłowski.
Trudno się dziwić. Jak mówił, Tusk pod koniec wyjazdu wyglądał zupełnie inaczej niż polityk z pierwszych stron gazet. Nie chodził do fryzjera i postanowił się nie golić.
„W efekcie na końcu był naprawdę zarośnięty” — relacjonował jego przyjaciel.
Po powrocie Tusk kupił VW Polo
Najbardziej konkretny finansowy szczegół dotyczy tego, co Tusk zrobił z pieniędzmi po powrocie. Według Pawłowskiego pracowali bardzo dużo — po 10–12 godzin dziennie, także w soboty. Dzięki temu zarobki były imponujące jak na polskie realia końca lat 80.
„Pracowaliśmy po 10–12 godzin, włącznie z sobotami, więc naprawdę zarobiliśmy małą fortunę” — mówił Pawłowski.
I właśnie stąd bierze się najmocniejszy punkt tej historii. „Donald na przykład po powrocie za te pieniądze kupił 5-letniego VW Polo, na tamte czasy to był samochód” — opowiadał.
Na koniec pojawia się jeszcze rodzinny akcent. Przed wyjazdem Polacy zostali zaproszeni na przyjęcie urodzinowe do Tromsø. Gdy jeden z gospodarzy dowiedział się, że Tusk ma małą córeczkę, miał przygotować dla niej wyprawkę.
„Jak Donald w pewnym momencie powiedział, że ma małą córeczkę — Kasia miała wtedy dwa latka — to Senior się rozczulił i stwierdził, że musi dla niej dać wyprawkę” — wspominał Pawłowski.
Ta archiwalna opowieść pokazuje Donalda Tuska z zupełnie innej strony niż ta znana z polityki. Jest w niej młody ojciec, emigracyjna praca, piłka nożna, norweskie realia, wielkie pieniądze jak na końcówkę PRL i historie, które po latach brzmią niemal filmowo.
Poniżej galeria zdjęć: Donald Tusk kiedyś i dziś. Zobacz, jak chłopak z Gdańska został „królem Europy” [DUŻO ZDJĘĆ]