Donald Tusk zarobił w Norwegii fortunę. Po latach wyszły szczegóły

2026-05-16 5:30

Donald Tusk w 1989 roku przez trzy miesiące pracował fizycznie w Norwegii. O kulisach tamtego wyjazdu opowiedział przed laty jego przyjaciel Jan Pawłowski w rozmowie z portalem MojaNorwegia.pl. Z archiwalnego wywiadu wyłania się zaskakujący obraz przyszłego premiera: Tusk malował, majsterkował, grał w piłkę, śpiewał „psalm” Lechii Gdańsk i po powrocie miał kupić za zarobione pieniądze 5-letniego volkswagena polo.

Donald Tusk

i

Autor: AKPA/ AKPA
  • Donald Tusk pracował w Norwegii w 1989 roku przez trzy miesiące
  • Według relacji Jana Pawłowskiego zarobił tam „małą fortunę”
  • Po powrocie miał kupić za te pieniądze 5-letniego VW Polo
  • W archiwalnym wywiadzie pojawiły się też zabawne szczegóły, m.in. historia z „psalmem” Lechii Gdańsk

Donald Tusk pracował w Norwegii. Tak zaczęła się ta historia

Dziś Donald Tusk kojarzy się przede wszystkim z wielką polityką, Brukselą, Sejmem i najważniejszymi decyzjami w państwie. Mało kto pamięta jednak, że pod koniec lat 80. przyszły premier wyjechał do Norwegii, gdzie pracował fizycznie. Kulisy tej wyprawy opisał przed laty portal MojaNorwegia.pl w rozmowie z Janem Pawłowskim, przyjacielem Tuska.

Pawłowski wspominał, że pomysł wyjazdu narodził się dzięki kontaktom jego żony Iwony, absolwentki skandynawistyki na Uniwersytecie Gdańskim. Para znała wielu Norwegów, ponieważ w latach 80. oprowadzała po Polsce wycieczki z tego kraju. Wtedy pojawiła się szansa na pracę.

Jak relacjonował Pawłowski, w Polsce realia były wtedy zupełnie inne niż dziś. Mówił, że gdy Norwegowie zapraszali ich do siebie, odpowiadali: „bardzo chętnie, tylko wy sobie nie zdajecie sprawy, że u nas zarabia się po 20 dolarów miesięcznie”. W końcu jeden z Norwegów miał pomóc w załatwieniu pracy.

„Pieniądze szokujące”. Tusk miał jednak wątpliwości

Według relacji Pawłowskiego Donald Tusk nie od razu był przekonany do wyjazdu. Miał świadomość, że praca będzie fizyczna i wymagać będzie umiejętności, których wcześniej nie wykonywał na co dzień.

Mało kto wie, że Donald Tusk ma drugie imię. A ono jest dziś hitem wśród rodziców

Pawłowski wspominał reakcję Tuska na propozycję wyjazdu: „Donek, jak usłyszał propozycję, to stwierdził: Pieniądze szokujące, ale przecież ja nie potrafię nic z tego, co tam trzeba będzie robić”.

Przyjaciel miał jednak przekonywać go, że sobie poradzi. Argumentował, że Tusk pracował wcześniej przy malowaniu kominów i ciężkiej pracy się nie bał. Ostatecznie przyszły premier zdecydował się na wyjazd, choć musiał jeszcze omówić to z żoną.

„Przecież zostawiał Gosię z dwojgiem małych dzieci” — mówił Pawłowski.

Tusk w Norwegii. Praca, darmowy nocleg i zaskoczenie na miejscu

Polacy trafili do Mortenhalls, większej wsi położonej około 60 km od Tromsø. Mieli pracować przy miejscowej szkole ludowej. Stawka robiła wtedy ogromne wrażenie: 50 koron za godzinę, czyli około 7 dolarów.

Na miejscu okazało się jednak, że zakres prac nie był tak duży, jak początkowo zakładali. Po kolacji u dyrektora szkoły i wysłuchaniu listy zadań Tusk miał szybko ocenić sytuację.

„Przecież to robota na miesiąc, góra” — miał powiedzieć do Pawłowskiego.

A plan był zupełnie inny. Wyjazd miał trwać od początku lipca do końca września. Jak wspominał Pawłowski, pieniądze były już w wyobraźni rozplanowane. „Donald chciał kupić samochód, może zacząć zbierać na mieszkanie...” — mówił.

„Ławkowe getto” i polskie gotowanie. Tak żyli w Norwegii

Choć nocleg mieli zapewniony za darmo, problemem było jedzenie. Przy szkole działała stołówka, ale Polacy musieliby za posiłki płacić. Bardziej opłacało im się kupować produkty w sklepie i gotować samodzielnie.

To doprowadziło do zabawnej sytuacji z Elsą, Norweżką prowadzącą stołówkę. Jak opowiadał Pawłowski, kobieta miała się złościć, bo z kuchni dochodziły zapachy potraw przygotowywanych przez Polaków, a uczniowie porównywali je z posiłkami serwowanymi przez nią.

W końcu Elsa miała kazać im siedzieć w kącie stołówki. Pawłowski nazwał to w rozmowie „ławkowym gettem”.

Największym hitem tej historii jest jednak opowieść o „psalmie”. Elsa, gorliwa ewangeliczka, oczekiwała, że przed posiłkami śpiewane będą psalmy. Polacy nie śpiewali, aż pewnego dnia Tusk miał zaproponować, że wykonają psalm po polsku.

„Wtedy wstaliśmy i zaśpiewaliśmy: do boju biało-zieloni, do boju biało-zieloni, do boju Lechia Gdańsk...” — wspominał Pawłowski. Według jego relacji Elsa była zachwycona.

Tusk i techniczny patent z dachem. „Robiło to wrażenie”

Z archiwalnej rozmowy wynika, że Donald Tusk w Norwegii zaskakiwał pomysłowością. Jedna z najciekawszych historii dotyczy przesunięcia fragmentu dachu przy szkolnym budynku. Dyrektor chciał zadaszyć miejsce, w którym miała działać taśma do cięcia drewna.

Pawłowski opowiadał, że Tusk przez dwa dni zastanawiał się, jak zrobić to najlepiej, by nie rozkręcać i skręcać po kolei wszystkich płyt. W końcu wymyślił rozwiązanie z użyciem dwóch ciągników.

„Podjechaliśmy nimi, podnieśliśmy łychy do dachu. Potem poodkręcaliśmy wszystkie śruby, dach oparł się o te podniesione łychy. Następnie ciągnikami przesunęliśmy go o ponad metr do przodu, na koniec powkręcaliśmy śruby” — relacjonował Pawłowski.

Przyjaciel Tuska przyznał, że byli z żoną zdziwieni. „W końcu facet do tej pory zajmował się działalnością opozycyjną i archiwistyką. Więc naprawdę robiło to wrażenie i było wyłącznie jego patentem” — mówił.

Plus 30 na dworze, minus 30 w chłodni

Wśród obowiązków pojawiły się też mniej typowe zadania. Jednym z nich było zamontowanie półek w mroźni ryb. Różnica temperatur robiła wrażenie: na zewnątrz miało być około plus 30 stopni, a w chłodni minus 30.

Chłodni nie można było wyłączyć, bo ryby by się rozmroziły. Polacy musieli więc założyć na siebie kilka warstw ubrań.

„Powkładaliśmy na siebie po kilka swetrów, kurtki, rękawiczki i zainstalowaliśmy te półki” — wspominał Pawłowski.

Co ciekawe, z czasem pracy było coraz mniej. Polacy nie chcieli jednak udawać, że pracują. Według Pawłowskiego poszli do dyrektora i zapowiedzieli, że jeśli nie znajdzie im zajęcia, to wyjadą.

„Proszę to sobie wyobrazić — Polacy, którzy mogą się obijać za ciężkie pieniądze, domagają się pracy i grożą wyjazdem” — mówił przyjaciel Tuska.

Tusk grał w piłkę i chciał wygrywać

W wywiadzie pojawia się też wątek piłkarski, bardzo pasujący do Donalda Tuska. W szkole ludowej przebywali młodzi ludzie z różnych krajów, w tym uchodźcy z Afryki i Azji. Pawłowski wspominał mecze, w których Tusk miał być kapitanem drużyny „Europa”.

Przyjaciel przyszłego premiera opisywał, że część zawodników świetnie dryblowała, ale zamiast strzelać, potrafiła cofać się z piłką na środek boiska i próbować powtórzyć akcję. Tuskowi miało się to bardzo nie podobać.

„Mnie taka mentalność odpowiadała, a Donaldowi nie — on chciał wygrywać” — mówił Pawłowski.

Dodał też, że gdy koledzy z drużyny zamiast kończyć akcję strzałem bawili się piłką, Tuska miało to mocno irytować.

Norwegowie czytali, że Tusk może zostać ministrem

Jedna z najbardziej symbolicznych scen dotyczy artykułu Janusza Korwin-Mikkego w „Polityce”. Siostra Donalda Tuska miała przysłać tekst, w którym pojawiła się informacja, że Tusk może zostać ministrem.

Iwona Pawłowska przetłumaczyła artykuł i zawiesiła go na gazetce ściennej. Reakcja Norwegów była pełna zdziwienia.

„Norwegowie nieźle się zdziwili, jak to czytali. I choć to prostolinijni i uczciwi ludzie, to coś mi się zdaje, że nie bardzo w to wierzyli” — wspominał Pawłowski.

Trudno się dziwić. Jak mówił, Tusk pod koniec wyjazdu wyglądał zupełnie inaczej niż polityk z pierwszych stron gazet. Nie chodził do fryzjera i postanowił się nie golić.

„W efekcie na końcu był naprawdę zarośnięty” — relacjonował jego przyjaciel.

Po powrocie Tusk kupił VW Polo

Najbardziej konkretny finansowy szczegół dotyczy tego, co Tusk zrobił z pieniędzmi po powrocie. Według Pawłowskiego pracowali bardzo dużo — po 10–12 godzin dziennie, także w soboty. Dzięki temu zarobki były imponujące jak na polskie realia końca lat 80.

„Pracowaliśmy po 10–12 godzin, włącznie z sobotami, więc naprawdę zarobiliśmy małą fortunę” — mówił Pawłowski.

I właśnie stąd bierze się najmocniejszy punkt tej historii. „Donald na przykład po powrocie za te pieniądze kupił 5-letniego VW Polo, na tamte czasy to był samochód” — opowiadał.

Na koniec pojawia się jeszcze rodzinny akcent. Przed wyjazdem Polacy zostali zaproszeni na przyjęcie urodzinowe do Tromsø. Gdy jeden z gospodarzy dowiedział się, że Tusk ma małą córeczkę, miał przygotować dla niej wyprawkę.

„Jak Donald w pewnym momencie powiedział, że ma małą córeczkę — Kasia miała wtedy dwa latka — to Senior się rozczulił i stwierdził, że musi dla niej dać wyprawkę” — wspominał Pawłowski.

Ta archiwalna opowieść pokazuje Donalda Tuska z zupełnie innej strony niż ta znana z polityki. Jest w niej młody ojciec, emigracyjna praca, piłka nożna, norweskie realia, wielkie pieniądze jak na końcówkę PRL i historie, które po latach brzmią niemal filmowo.

Poniżej galeria zdjęć: Donald Tusk kiedyś i dziś. Zobacz, jak chłopak z Gdańska został „królem Europy” [DUŻO ZDJĘĆ]

Polityka SE Google News
Express Biedrzyckiej - WSTĘP
Sonda
Jak oceniasz rząd Donalda Tuska?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki