- Kolejny akt rozłamu, do którego doszło pomiędzy zwolennikami Mateusza Morawieckiego a członkami PiS.
- Tym razem chodzi o miejsca i pomieszczenia w Sejmie.
- Wyjaśniamy, o co chodzi w najnowszym sporze, w artykule poniżej.
Jak ustalił dziennikarz RMF FM negocjacje między przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości a klubem Rozwój Plus utknęły w martwym punkcie. Przedmiotem sporu jest organizacja pracy w parlamencie, a konkretnie – dostęp do kluczowych zasobów. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego, jako największy klub opozycyjny, dąży do tego, by zmarginalizować grupę byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Zgodnie z doniesieniami, kierownictwo PiS chce, aby parlamentarzyści Rozwoju Plus opuścili swoje dotychczasowe pomieszczenia, zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie sali plenarnej. W zamian mieliby otrzymać biura w budynku U, który znajduje się po drugiej stronie kompleksu sejmowego. Taka „przeprowadzka” byłaby nie tylko logistycznym utrudnieniem, ale przede wszystkim symboliczną degradacją.
Zobacz: Znana aktorka znów wzięła na celownik prezydenta. "Nawrocki do podstawówki!"
Jeszcze bardziej emocjonująca jest batalia o miejsca na sali posiedzeń. To właśnie tam, w blasku kamer, rozgrywa się polityczny teatr. Ekipa Morawieckiego chce zachować swoje miejsca w pierwszych rzędach, co gwarantuje lepszą widoczność i podkreśla ich znaczenie. Z kolei PiS dąży do „wyrzucenia Rozwoju Plus pod ścianę”, czyli przesadzenia ich do ostatnich rzędów, tradycyjnie zajmowanych przez mniejsze lub mniej wpływowe ugrupowania. - Ekipa Morawieckiego chce miejsca z przodu sali, a PiS liczy na wyrzucenie Rozwoju Plus pod ścianę do końcowych rzędów - czytamy.
Sprawdź: Wniosek o przesłuchanie Donalda Tuska w sądzie! Pokerowa zagrywka mecenasa
Jeżeli PiS i Rozwój Plus nie osiągną kompromisu, ostateczne rozstrzygnięcie w sprawie podziału pomieszczeń oraz miejsc na sali plenarnej może należeć do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego i kierownictwa jego kancelarii.
Galeria poniżej: Zamiast na Nowogrodzkiej, Morawiecki i jego stronnicy spotkali się przy Konopnickiej. Były cukierki dla dziennikarzy