Super Express: Pozazdrościliście w resorcie spraw zagranicznych ministrowi Siemoniakowi? Prezydent w końcu podpisał nominacje oficerskie w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a Państwo nadal czekają na decyzje ws. kilkudziesięciu ambasadorów...
Marcin Bosacki: Bardzo. Nie tylko panu ministrowi Siemoniakowi, ale także wcześniej premierowi Kosiniakowi-Kamyszowi, który dostał podpisy pod awansami oficerskimi w służbach wojskowych. To że przez osiem miesięcy prezydent RP taśmowo i z założenia nie podpisuje żadnych nominacji ambasadorskich jest głęboko szkodliwe. Oczywiście my z prowadzeniem polityki zagranicznej sobie poradzimy, bo można to robić poprzez sieć chargé d'affaires, czyli kierowników placówek, ale byłoby dużo lepiej gdyby prezydent nominacje ambasadorskie podpisał. Ich liczba narasta. W wielu krajach to, czy ktoś jest "pełnym" ambasadorem czy tylko chargé d'affaires ma znaczenie.
- Kiedy widzieliśmy się ostatnio miał pan nadzieję na poprawę stosunków MSZ z Pałacem Prezydenckim. Spotkał się pan z ministrem Przydaczem, miały odbyć się rozmowy prezydenta z wicepremierem Sikorskim, ale rozumiem, że nic z tego nie wyszło?
- Spotkania były. Były też w innych formatach, między wysokimi urzędnikami ministerstwa a Kancelarią Prezydenta, ale na razie nic z tego nie wyszło. I właśnie zastanawiam się jak pani odpowiedzieć: czy że nadzieja umiera ostatnia czy jest matką głupich... Niestety na razie wychodzi na to drugie. I tutaj odpowiedzialność spada już wyłącznie na prezydenta. Rozumiem gdyby miał jakieś wątpliwości do kilku nominacji, mimo że przechodziły przez Konwent Służby Zagranicznej, czyli instytucję powołaną do rozpatrywania i proponowania kandydatów na ambasadorów zgodnie z ustawą wprowadzoną przez PiS. Ale to, że on 49ambasadorów odrzuca hurtowo można wytłumaczyć tylko na jeden sposób.
- Jaki?
- Realizuje doktrynę Cenckiewicza, wypowiedzianą parę miesięcy temu, że celem tej prezydentury jest sypanie piachu w tryby rządu Donalda Tuska. Widzimy to na wielu polach i bardzo źle, że widzimy to także na polu polityki zagranicznej, bo tutaj partyjne animozje powinny być jak najmniejsze, a współpraca dla dobra Rzeczypospolitej jak największa.
- Po wygranych wyborach na Węgrzech przez Tiszę i Petera Magyara Sławomir Cenckiewicz opublikował dość zaskakujące stanowisko, w którym pisze, że Orban był sojusznikiem Polski właściwie tylko w "rozgrywce z kosmopolitami, centralistami w Unii Europejskiej oraz w kwestii migracji" i że to zamało. Dodał, że relatywizacja relacji między rządem Węgier a Putinem "była delikatnie mówiąc błędem". Od Orbana zdają się też dystansować politycy PiS, DonaldTrump, co tusię właściwie odbywa?
- Mamy kolejny dowód na prawdziwość reguły, że nikt nie jest tak samotny jak przegrany polityk. Jeszcze tydzień temu pan Orban miał wielu przyjaciół, ale to było zanim przegrał. Najgorszą tego egzemplifikacją było to, że pojechał go wspierać prezydent Nawrocki, ale dziś jego najbliżsi współpracownicy się od tego odcinają twierdząc, że Orban tak naprawdę nigdy nie był blisko PiS-u, co oczywiście jest nieprawdą. Ale mamy zdjęcia w mediach społecznościowych Orbana, niecałe dwa tygodnie przed wyborami z - niestety - prezydentem Polski. Mamy wywiady i wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego, że Orban jest światłem prawicy w całej Europie. Nawet to, że całkowicie uzależnił dostawy surowców od Rosji nazywano dobrą polityką. PiS nie jest w stanie wyprać z siebie tego, że było blisko Orbana. Wbrew polskiemu interesowi, co wszyscy dookoła, nie tylko my, ale też wielu niezależnych komentatorów i specjalistów im mówiło. Mówiło, że ten człowiek jest niebezpieczny. Bo nie tylko próbuje rozwalać Unię Europejską, w czym PiS mu czasem pomagał, a czasem nie, ale też jest najbliższym sojusznikiem Putina w Europie. Mam nadzieję, że pewien rodzaj otrzeźwienia po stronie PiS-u nadejdzie. Na pewno nadejdzie wśród części elektoratu PiS, widać, że Orban nie był specjalnie popularny.
- Prezydent Karol Nawrocki powołał Radę Nowych Mediów, która m.in. ma diagnozować kondycję współczesnych mediów i ich wpływ na społeczeństwo. Do składu Radyvzostał powołany prorosyjski youtuber Paweł Swinarski. Człowiek, który propagował rosyjską dezinformację i podawał w wątpliwość choćby kwestię wtargnięcia w naszą przestrzeń powietrzną dronów we wrześniu ubiegłego roku. Jak pan to tłumaczy?
- Uważam, że Lech Kaczyński przewraca się w grobie. Ja, czy moja formacja, mogła się w wielu sprawach z Lechem Kaczyńskim nie zgadzać, ale w sprawie stosunku do Rosji był jednoznaczny i było to stanowisko dla Rzeczypospolitej bardzo słuszne. Natomiast to co robi, w kilku już aspektach, prezydent Nawrocki sygnalizuje, bo nie chcę przesądzać, że tak jest, więc sygnalizuje, że on na rosyjskie wpływy w Polsce jest dużo bardziej podatny i otwarty. Że jest w stanie je zaakceptować bardziej niż tradycyjne i zgodne z polskim interesem podejście większości polskich partii. (...) Pan prezydent powołuje do swojej Rady człowieka, przed którym polskie ośrodki badawcze już lata temu ostrzegały jako tego, który jest narzędziem propagandy rosyjskiej w Polsce.
- Ostrzegał między innymi NASK i Sztab Generalny Wojska Polskiego.
- Pan prezydent powołuje do swojej Rady kogoś takiego... to gorzej niż zbrodnia, to błąd.
Rozmawiała Kamila Biedrzycka