- Beata Szydło została ukarana maksymalnym mandatem 3 tys. zł za niestawienie się na przesłuchania, co wywołało stanowczy sprzeciw byłej premier.
- Europosłanka kategorycznie odrzuca zarzuty unikania prokuratury, podkreślając spór o interpretację przepisów i zapowiada złożenie zażalenia na decyzję.
- Poznaj szczegóły tej kontrowersyjnej sprawy i dowiedz się, co tak naprawdę kryje się za śledztwem dotyczącym finansowania kampanii "Sprawiedliwe Sądy"!
Sprawa Beaty Szydło nabiera nowego wymiaru. Prokuratura Regionalna w Rzeszowie nałożyła na byłą premier karę finansową w wysokości 3 tys. zł za niestawienie się na przesłuchania w śledztwie dotyczącym finansowania kampanii „Sprawiedliwe Sądy”. Sama zainteresowana stanowczo odrzuca zarzuty i przekonuje, że to nie ona uchylała się od współpracy z organami ścigania.
Beata Szydło: "To nie ja unikam prokuratury"
Podczas konferencji prasowej Beata Szydło odniosła się do decyzji śledczych. Zaprzeczyła, jakoby celowo nie stawiała się na wezwania.
To nie ja unikam prokuratury, tylko pan prokurator interpretuje przepisy prawa nieco odmiennie niż na przykład prokuratura w Warszawie – powiedziała była premier.
Jak wyjaśniła, odpowiadała na wszystkie wezwania i przedstawiała uzasadnienia, dlaczego wnioskuje o możliwość zwolnienia z obowiązku zachowania tajemnicy. Według Szydło prokurator konsekwentnie odrzucał takie wnioski.
Ja odpowiadałam na wszystkie wezwania pana prokuratora (...). A więc jest tu pewna różnica zdań – dodała.
Była premier zapowiedziała również złożenie zażalenia na decyzję o ukaraniu.
Zobaczymy, jak rozstrzygnie to sąd – zapowiedziała.
Prokuratura: kara była zgodna z przepisami
Prokuratura Regionalna w Rzeszowie poinformowała, że postanowienie nie jest prawomocne, dlatego Beata Szydło może odwołać się do sądu. Śledczy podkreślają, że terminy przesłuchań były wyznaczane kilkukrotnie od maja do lipca. Jak zaznaczyła rzeczniczka prokuratury Dorota Sokołowska-Mach, przy ich ustalaniu uwzględniano kalendarz prac Parlamentu Europejskiego, ponieważ była premier jest europosłanką.
Prokuratura wskazuje również, że nałożony mandat to najwyższa kara przewidziana przez Kodeks postępowania karnego za nieusprawiedliwione niestawienie się świadka na wezwanie.
O co chodzi w śledztwie?
Beata Szydło nie występuje w tej sprawie jako podejrzana. Ma zostać przesłuchana wyłącznie w charakterze świadka. Postępowanie dotyczy podejrzenia nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez byłych członków zarządu Polskiej Fundacji Narodowej w związku z finansowaniem kampanii „Sprawiedliwe Sądy” w 2017 roku. Według prokuratury fundacja mogła ponieść z tego tytułu szkodę majątkową wynoszącą co najmniej 8,4 mln zł. W lipcu zarzuty usłyszeli były prezes PFN Cezary J. oraz były członek zarządu fundacji Maciej Ś. Prokuratura podejrzewa ich m.in. o sfinansowanie kampanii oraz nielegalne finansowanie PiS i Solidarnej Polski. Obaj nie przyznali się do winy.
Na razie kara nałożona na byłą premier nie jest ostateczna. Jeśli Beata Szydło złoży zapowiadane zażalenie, o zasadności decyzji prokuratury rozstrzygnie sąd. To właśnie wtedy okaże się, czy mandat w wysokości 3 tys. zł zostanie utrzymany, czy też zostanie uchylony.
Polecany artykuł: