- Wywiad z byłym pracownikiem Szpitala Południowego, dr. Emilem Jędrzejewskim, w Kanale Zero, drastycznie zmienił postrzeganie sprawy z "politycznej" na wymagającą pilnych działań prokuratury i innych instytucji kontrolnych.
- Dr Jędrzejewski ujawnił, że w szpitalu (na oddziale, na którym pracował Kacprzyk) dochodziło do "rzeczy strasznych", w tym śmierci pacjentów przez czyjeś zaniechania lub błędy w sztuce medycznej, co wstrząsnęło Bartoszem Arłukowiczem.
- Bartosz Arłukowicz wyraził zdziwienie i zaniepokojenie faktem, że dr Jędrzejewski czekał blisko rok po odejściu ze Szpitala Południowego, by publicznie poinformować o tak poważnych zarzutach.
Sprawa Szpitala Południowego, Dawida Kacprzyka i saloniku VIP budzi wielkie emocje wśród społeczeństwa, a wywiad udzielony przez byłego pracownika placówki w Kanale Zero jeszcze te emocje podgrzał. Lekarz opowiedział o tym, jak wyglądała praca w szpitalu i współpraca z Kacprzykiem. Bartosz Arłukowicz przyznał, że oglądał wywiad i ten zmienił jego pogląd na całą sprawę.
- Sprawę Szpitala Południowego dzielę na dwa etapy: do 20:00 wczoraj i po 20:00 wczoraj, do wywiadu dra Emila Jędrzejewskiego. Do godziny 20:00 wczoraj była to sprawa stricte polityczna [...], naturalna sprawa w każdej demokracji. [...] Po 20:00 sytuacja się zmieniła, dlatego, że pan redaktor Krzysztof Stanowski, zapraszając dra Jędrzejewskiego, posiadł wiedzę, że działy się rzeczy straszne, niewyobrażalne w szpitalu, w którym pracował pan dr Jędrzejewski. Ta sprawa wymaga absolutnie pilnych działań prokuratury, służb, Izby Lekarskiej, NFZ, ministra zdrowia, może NIK i wszystkich innych instytucji kontrolnych w państwie - powiedział w "Expresie Biedrzyckiej".
Jak przyznał, jest wstrząśnięty słowami dra Jędrzejewskiego.
- Mnie ta rozmowa zszokowała. [...] Zakładałam, ze dowiem się po pierwsze, dla których polityków KO zbudowano specjalny salonik VIP, którzy politycy tam trafili. Oczekiwałem wyjaśnienia pana doktora dotyczących różnych niejasności, jego aktywności, sposobu zarabiania pieniędzy w Szpitalu Południowym. Nie sądziłem, że po tej rozmowie dowiem się od pana dra Jędrzejewskiego, że wiedział [...], że dochodziło do rzeczy strasznych na oddziale, na którym pracował Kacprzyk. Nie jestem adwokatem i uważam, że powinien ponieść konsekwencje wszystkich swoich działań - stwierdził.
Arłukowicz o aferze w Szpitalu Południowym. Wbił Kaczyńskiemu szpilę!
Jak sam powiedział, jest lekarzem od 1996 roku i przez wiele lat na oddziale onkologii dziecięcej. Zaznaczył, że cierpienie i śmierć towarzyszyły zespołowi każdego dnia. Przez ten czas każdego dnia rano lekarz i pielęgniarki zdawali sobie raport o stanie poszczególnych pacjentów, a każde zdarzenie było szczegółowo opisywane, czy to biegunka czy reanimacja. Co więcej, raporty nie były przekazywane jedynie w formie ustanej, ale także zapisywane i podpisywane własnoręcznie przez lekarza.
- Zastanawia mnie to, dlaczego posiadając tę wiedzę i nie pracując w Szpitalu Południowym od września 2025 roku czekał blisko rok, żeby pójść do programu redaktora Stanowskiego i w Kanale Zero poinformować opinię publiczną o rzeczach strasznych. Jędrzejewski zarzucił w tym programie, że umarli ludzie przez czyjeś zaniechania lub błędy w sztuce medycznej - zastanawiał się.
Bartosz Arłukowicz podkreślił, że wiedza o doprowadzaniu do śmierci wskutek zaniechania czy błędu w sztuce powinna być bezzwłocznie zgłoszona do prokuratury.