- Robert Bąkiewicz odniósł się do interwencji niemieckiej policji w Berlinie.
- Na antenie wPolsce24 przekonywał, że uczestnicy akcji nie zachowywali się agresywnie.
- Według jego relacji policjanci mieli „szarpać krzyż”.
- Córka Bąkiewicza alarmowała po zdarzeniu, że jej ojciec jest w złym stanie.
Bąkiewicz o interwencji w Berlinie. „Narosło wiele kłamstw”
Robert Bąkiewicz opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym zapowiedział, że na antenie wPolsce24 przedstawi swoją wersję wydarzeń z Berlina. Sprawa wywołała duże emocje, bo chodziło o interwencję niemieckiej policji wobec grupy związanej z Ruchem Obrony Granic. Uczestnicy pojawili się w stolicy Niemiec z krzyżem i tabliczkami przypominającymi o niemieckich zbrodniach z czasów II wojny światowej.
„Wokół naszych działań w Niemczech narosło wiele kłamstw. Na antenie @wPolsce24 opowiadam krok po kroku, jak naprawdę wyglądało spotkanie z niemiecką policją i dlaczego użyli siły” – napisał Bąkiewicz na X.
W rozmowie w wPolsce24 lider Ruchu Obrony Granic przekonywał, że celem wyjazdu było upamiętnienie polskich ofiar i sprzeciw wobec formy, w jakiej Niemcy odnoszą się do tej części historii.
„Kamień hańby, pogardy i plucie w twarz polskiemu narodowi”
Najostrzejsze słowa padły przy ocenie miejsca upamiętnienia. Bąkiewicz nie krył oburzenia i mówił o symbolicznym wymiarze całej akcji.
– Uważamy, że ten kamień jest kamieniem hańby, pogardy i pluciem w twarz polskiemu narodowi – powiedział w wPolsce24.
Jak tłumaczył, wyjazd miał związek z rocznicą ustawienia upamiętnienia.
– Chcieliśmy się wybrać w to miejsce, bo to była pierwsza rocznica postawienia tego po prostu tego no tego czegoś – mówił Bąkiewicz.
– Te tabliczki, na których mieliśmy napisane o tym, że Niemcy tam wymordowali tyle osób, porwali 200 000 dzieci. Wykazywaliśmy te ich zbrodnie i te firmy wszystkie, które zarabiały gigantyczne pieniądze na przemyśle ludobójstwa – mówił na antenie wPolsce24.
„Podlecieli i zaczęli szarpać ten krzyż”
Bąkiewicz przedstawił także swoją wersję samej interwencji. Według niego niemiecka policja miała zareagować nerwowo na obecność grupy i niesiony przez nią krzyż.
– Niemcy bardzo zdenerwowani naszą obecnością, obecnością w mojej ocenie krzyża, bo za krzyż nas złapali, tam przyjechało nie wiem 10 [...] radiowozów, podlecieli i zaczęli szarpać ten krzyż – relacjonował.
Podkreślał przy tym, że ze strony uczestników nie miało być agresji.
– Tam nie było żadnej z naszej strony agresji, żadnego tam nie wiem zaczepiania, próby podnoszenia emocji. Chcieliśmy to pokojowo załatwić – przekonywał Bąkiewicz.
– Wyjaśnijmy w ogóle, jak wyglądała sytuacja, bo tutaj pojawiło się bardzo dużo takich wersji, jak jacyś mentalni folksdojcze zaczęli uzasadniać użycie tej siły wobec nas – powiedział w wPolsce24.
Córka Bąkiewicza alarmowała po interwencji. „Tata wymiotuje”
Po wydarzeniach w Berlinie głos zabrała także córka Roberta Bąkiewicza, Blanka Bąkiewicz. W mediach społecznościowych opublikowała nagranie z interwencji i zaapelowała o wsparcie na pomoc prawną dla zatrzymanych.
Córka Bąkiewicza pokazała nagranie. „Tata wymiotuje i ma połamane żebra”
– Brutalne zatrzymanie mojego Taty i chłopaków z ROG!!! Potrzebujemy Waszego wsparcia na prawników w Berlinie. Proszę podajcie dalej – napisała Blanka Bąkiewicz.
– Jest źle. Zabiera ich karetka. Jacek, Paweł i Tata w ciężkim stanie. Tata wymiotuje. Ma połamane żebra – relacjonowała córka Bąkiewicza.
Według medialnych relacji Blanka Bąkiewicz informowała później również, że u jej ojca mogło dojść do wstrząsu mózgu. Te informacje były przedstawiane jako relacja rodziny po interwencji.
Bąkiewicz tłumaczy brak zgłoszenia zgromadzenia
Jednym z wątków, który pojawił się po interwencji, była kwestia tego, czy zgromadzenie było formalnie zgłoszone. Bąkiewicz przekonywał w wPolsce24, że w tej sytuacji nie było takiego obowiązku.
– Nie mieliśmy zarejestrowanego zgromadzenia, bo nie ma takiego obowiązku, bo my nie manifestowaliśmy idąc od samochodów do miejsca pamięci – stwierdził.
Porównał to do innych wydarzeń, przy których uczestnicy przenoszą sprzęt lub banery, zanim dotrą na miejsce właściwej manifestacji.
– Jak idziemy i wieziemy sprzęt, no to po drodze jak wieziemy nagłośnienie albo wieziemy banery [...] to nikt nie zgłasza zgromadzenia, bo nie ma takiej potrzeby i to jest naturalne – mówił.
Bąkiewicz zaznaczał również, że podobne wizyty miały odbywać się wcześniej.
– W 2025 roku byliśmy tam dwukrotnie w tych samych okolicznościach, w kamizelkach [...] z krzyżem, z tymi samymi tabliczkami – przekonywał.
Sprawa berlińskiej interwencji wciąż wywołuje żywe reakcje zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Zwolennicy Roberta Bąkiewicza podkreślają, że celem wyjazdu było oddanie hołdu polskim ofiarom II wojny światowej i przypomnienie o niemieckich zbrodniach. Z kolei niemieckie służby uznały, że sytuacja wymagała podjęcia działań. Sam Bąkiewicz przekonuje, że przebieg wydarzeń przedstawiano w sposób niepełny lub niezgodny z jego relacją. Dodatkowe emocje wzbudziły informacje przekazywane przez jego córkę, która po zajściu alarmowała o stanie zdrowia ojca.