- Robert Bąkiewicz zapowiada patrole Ruchu Obrony Granic pod Belwederem, rzekomo w celu "ochrony" prezydenta Nawrockiego, co wywołało ostrą polityczną burzę.
- Poseł KO Mariusz Witczak nie gryzie się w język, nazywając Bąkiewicza "cynglem Jarosława Kaczyńskiego" i "człowiekiem do brudnej roboty".
- Odkryj, dlaczego "prywatne patrole" pod Belwederem wywołały oskarżenia o "polityczną histerię" i jakie mogą być tego konsekwencje dla obozu rządzącego!
Robert Bąkiewicz znów znalazł się w centrum politycznej awantury. Po tym, jak Ruch Obrony Granic zapowiedział własne patrole pod Belwederem, sprawa błyskawicznie nabrała temperatury. Bąkiewicz przekonywał, że jego środowisko chce „chronić” prezydenta Karola Nawrockiego. Przy okazji ostro zaatakował szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, porównując jego zachowanie do „gangstera z Pruszkowa”. Te słowa nie zostały bez odpowiedzi.
W programie „Fakt Live” do sprawy odniósł się poseł Koalicji Obywatelskiej Mariusz Witczak. Polityk nie próbował łagodzić tonu. Przeciwnie, uderzył w Bąkiewicza bardzo mocno, przypominając jego wcześniejsze działania i spory wokół zachowania wobec funkcjonariuszy.
Poseł KO ostro o Bąkiewiczu. Padły słowa o Kaczyńskim
Mariusz Witczak nazwał Roberta Bąkiewicza „paskudną postacią” i zarzucił mu „cwaniactwo w najgorszym tego słowa znaczeniu”. Następnie przeszedł do jeszcze mocniejszych ocen. Według posła KO Bąkiewicz pełni w politycznym otoczeniu prawicy szczególną rolę.
– To jest, cytując Mario Puzo, taki cyngiel Jarosława Kaczyńskiego. Człowiek do brudnej roboty. Jarosław Kaczyński lubi mieć takich ludzi wokół siebie – powiedział Witczak w „Fakt Live”.
Polityk KO przypomniał także nagrania, na których Bąkiewicz miał instruować osoby związane z Ruchem Obrony Granic, jak zachowywać się w kontakcie z policją. W ocenie Witczaka miało to być drwienie z państwa i funkcjonariuszy. Poseł stwierdził też, że tam, gdzie Bąkiewicz „przekroczy uprawnienia”, powinien spotkać się z twardą reakcją państwa.
Patrole pod Belwederem i nerwowa reakcja polityków
Ten sondaż może zaboleć Tuska. Kaczyński też nie ma powodów do świętowania
Zapowiedź patrolowania okolic Belwederu pojawiła się po fałszywym zgłoszeniu dotyczącym mieszkania należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Służby interweniowały po alarmie o rzekomym pożarze i zagrożeniu życia. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła w tej sprawie śledztwo, a sprawca fałszywego zgłoszenia nie został wtedy ustalony.
Sprawa od razu stała się paliwem politycznym. Politycy prawicy mówili o kompromitacji państwa i problemach z ochroną prezydenta. Przedstawiciele rządu odpowiadali, że służby działały według procedur, a zgłoszenie musiało zostać potraktowane poważnie, bo dotyczyło możliwego zagrożenia życia.
Do tych zarzutów odniósł się również Mariusz Witczak. Poseł KO przekonywał, że procedury związane z numerem alarmowym 112 działały tak samo za rządów PiS, jak działają obecnie. Zwracał też uwagę, że jeśli dany lokal nie jest objęty ochroną SOP, służby muszą reagować według standardowych zasad.
„Histeria głodnych upolitycznienia wszystkiego ludzi”
Witczak ocenił, że reakcja polityków opozycji była przesadzona i obliczona na podgrzewanie emocji. W jego opinii sprawa fałszywego alarmu została wykorzystana do politycznego ataku na rząd.
– To jest jakaś histeria głodnych upolitycznienia wszystkiego ludzi – mówił poseł KO w rozmowie z „Faktem”.
Jednocześnie polityk podkreślał, że podobne fałszywe zgłoszenia zdarzały się już wcześniej. Według niego w takich sytuacjach państwo powinno reagować spokojnie, bez nakręcania politycznej paniki. Szef MSWiA Marcin Kierwiński wcześniej zwołał pilną naradę w resorcie po fałszywym alarmie dotyczącym domu rodziny prezydenta.
Będzie zmiana procedur po fałszywych alarmach?
Witczak zapowiedział też, że rządzący są gotowi poprawiać procedury, szczególnie w obszarze zgłoszeń przez aplikację. Chodzi m.in. o dodatkową weryfikację takich alarmów, aby ograniczyć ryzyko kolejnych fałszywych interwencji.
To jednak nie kończy politycznej burzy. Po jednej stronie jest obóz prezydencki i środowiska prawicowe, które mówią o niewystarczającej ochronie głowy państwa. Po drugiej rząd, który odpowiada, że służby działały zgodnie z procedurami, a wykorzystywanie takich zdarzeń do walki politycznej jest nieodpowiedzialne.
W środku tej awantury znalazł się Robert Bąkiewicz ze swoją zapowiedzią patroli pod Belwederem. I właśnie ta deklaracja sprawiła, że emocje znów wystrzeliły. Bo w polskiej polityce bezpieczeństwo prezydenta to temat najwyższej wagi. Ale gdy do gry wchodzą prywatne „patrole”, ostre słowa i wzajemne oskarżenia, bardzo szybko przestaje chodzić wyłącznie o procedury.
Poniżej galeria zdjęć: Tak zmieniał się Robert Bąkiewicz