Atak na Wenezuelę zmienia reguły gry w geopolityce. Co z Polską i Europą?

2026-01-07 4:42

Stany Zjednoczone odchodzą od liberalnego porządku międzynarodowego i wracają do polityki stref wpływów – mówi Justyna Gotkowska, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Operacja w Wenezueli to nie incydent, lecz sygnał zmiany globalnych reguł gry. Europa, nieprzygotowana na ten zwrot, musi odpowiedzieć na pytanie, czy będzie podmiotem, czy peryferią w nowym układzie sił.

Donald Trump

i

Autor: Shutterstock/ Shutterstock
  • USA rezygnują z roli gwaranta liberalnego porządku i wracają do polityki stref wpływów
  • Operacja w Wenezueli wysyła jasny sygnał dla Rosji i Chin: półkula zachodnia to amerykańska strefa wpływów
  • Europa musi chronić własny rynek i przygotować się do samodzielnego zabezpieczenia bezpieczeństwa
  • Polska i Ukraina znajdują się na linii frontu nowego układu sił. Po której stronie frontu się znajdziemy?

USA pokazują nową strategię stref wpływów

„Super Express”: - Operacja amerykańskich służb w Wenezueli i uprowadzenie Nicolása Maduro to punkt zwrotny w relacjach międzynarodowych? Czy raczej logiczna konsekwencja pewnego dłuższego procesu?

Justyna Gotkowska: - Przede wszystkim wróciłaby do nowej amerykańskiej strategii bezpieczeństwa narodowego, która została opublikowana w grudniu. Dla mnie ta operacja nie jest tyle nagłym punktem zwrotnym, co bardzo dobitną demonstracją tego, jak administracja Trumpa postrzega relacje międzynarodowe i w którym kierunku zamierza podążać. A jest to kierunek zupełnie inny niż ten, który Stany Zjednoczone utrzymywały przez ostatnie dziesięciolecia. Obserwujemy tu wyraźny odwrót od liberalnego porządku międzynarodowego na rzecz modelu opartego na strefach wpływów. Akcja w Wenezueli idealnie się w to wpisuje: to spektakularne działanie w regionie, który USA uznają za swoją, a które są sprzeczne z prawem międzynarodowym i Waszyngton już się specjalnie z tym nie kryje.

- Przez lata Ameryka Południowa była na uboczu głównego zainteresowania Waszyngtonu. Dlaczego półkula zachodnia, którą Departament Stanu w swoich mediach społecznościowych uznaje za własną, stała się dla Trumpa tak kluczowa?

- To prawda, od końca zimnej wojny ten obszar był nieco zapomniany, ale w nowej strategii wrócił na mapę ze zdwojoną siłą. Półkula zachodnia – obejmująca nie tylko Amerykę Łacińską i Południową, ale, co ciekawe, także Grenlandię – została tam zdefiniowana jako ekskluzywna amerykańska strefa wpływów. Dlaczego to jest tak ważne? Po pierwsze, ze względu na bezpieczeństwo wewnętrzne USA. To właśnie z tego regionu płyną zagrożenia, z którymi Stany borykają się na co dzień: przemyt narkotyków, handel ludźmi czy niekontrolowana migracja. To jest obecnie w samym centrum uwagi Waszyngtonu. Jest jednak i drugi, bardziej geopolityczny powód.

- To znaczy?

- Stany Zjednoczone widzą, że ich strategiczni przeciwnicy – Rosja i Chiny – coraz śmielej wchodzą w ten region. Robią to poprzez interesy gospodarcze, sojusze polityczne, a także szeroko zakrojone kampanie dezinformacyjne. Wenezuela stała się taką soczewką, w której skupiają się wszystkie te problemy: od narkotyków po wpływy Moskwy i Pekinu. Uderzając w Maduro, Stany Zjednoczone mówią obu tym mocarstwom: „to jest nasz obszar i rezerwujemy sobie prawo do wszelkich interwencji”.

Wenezuela jako sygnał dla Rosji i Chin

- W swoich reakcjach Moskwa wydawała się ostrożna, Pekin zareagował mocniej. Jak pani ocenia, czy ten wiadomość od Trumpa została w rzeczywistości tych stolicach odczytana?

- Na pewno Rosja i Chiny były zaskoczone sprawnością i tempem tej operacji. Fakt, że Amerykanom udało się tak po prostu wyciągnąć Maduro z kraju i postawić go przed amerykańskim sądem, musiał dać im do myślenia. Szczególnie zaskoczony mógł być Pekin – proszę zauważyć, że w dniu akcji w Caracas przebywała delegacja chińska wysokiego szczebla, która rozmawiała o dalszej współpracy. Dla Moskwy to też bolesna strata, bo zawsze dobrze jest mieć takie przyczółki po drugiej stronie globu. Jednak istnieje tu pewien paradoks, którego musimy się obawiać. Taka postawa USA, oparta na strefach wpływów, paradoksalnie może być dla Rosji i Chin wygodna na poziomie narracyjnym.

- Mogą one teraz uznać, że skoro Amerykanie tak działają w swojej strefie, to daje to zielone światło dla podobnych działań rosyjskich czy chińskich w regionach, które one uznają za swoje strefy wpływu?

- Na pewno Stany Zjednoczone de facto abdykowały z roli gwaranta porządku liberalnego. To jest fundamentalna zmiana. Teraz partnerzy i sojusznicy USA, czytając nową strategię bezpieczeństwa, muszą zadać sobie pytanie: gdzie jest nasze miejsce jako Europy i Polski w tym nowym układzie sił? Czy jesteśmy traktowani jako część amerykańskiej strefy wpływów, którą Waszyngton będzie realnie bronić, czy może jesteśmy tylko peryferiami? Czy istnieje ryzyko, że staniemy się strefą buforową, gdzie Stany Zjednoczone będą układać się z Rosją czy Chinami ponad naszymi głowami?

To zachęca Moskwę i Pekin do testowania, jak daleko mogą się posunąć w tym nowym rozdaniu. Oczywiście, próbowały tego już wcześniej, ale teraz zyskują pewną zachętę, by robić to jeszcze śmielej. Nie zawsze musi to być skuteczne, bo Amerykanie nie koncentrują się tylko na zachodniej hemisferze, ale mają swoje interesy zarówno w Europie, jak i w Azji.

Europa traci dotychczasowe bezpieczeństwo

- Budzimy się w świecie, gdzie korzystny dla nas porządek międzynarodowy przestał po prostu działać?

- Europa korzystała z porządku opartego na prawie międzynarodowym i organizacjach wielostronnych, który premiował państwa silne gospodarczo i dyplomatycznie, a niekoniecznie te o największym potencjale militarnym. Ten system ograniczał pozasystemowe zapędy mocarstw. Teraz Europa, zupełnie nieprzygotowana na taki wstrząs, zderza się z nową polityką swojego głównego sojusznika. I to będzie proces niezwykle bolesny, bo musimy się do tego świata błyskawicznie dostosować.

- Ale czy jesteśmy jako Europa skazani na rolę biernego obserwatora układania świata przez USA, Chiny i względnie Rosję?

- To jest kluczowe wyzwanie, które stoi przed naszym kontynentem: jak być graczem, a nie przedmiotem gry. W sferze gospodarczej Europa musi nauczyć się chronić własny rynek – zarówno przed zalewem tanich produktów z Chin, jak i poprzez regulowanie wielkich amerykańskich korporacji technologicznych. W kwestii bezpieczeństwa sygnał z Waszyngtonu jest jasny: Amerykanie chcą przerzucić odpowiedzialność za bezpieczeństwo kontynentu na samą Europę. 

Najbardziej niepokojące pytania dotyczą jednak peryferii i wschodniej flanki, czyli m.in. Polski i Ukrainy. Pojawia się fundamentalne pytanie: gdzie przebiega granica amerykańskiej strefy wpływów? Co to oznacza w praktyce, że w strategii USA pojawia się termin „strategiczna stabilizacja” w relacjach z Rosją? Czy Ukraina ma stać się jakimś amerykańsko-rosyjskim kondominium, czy jednak wejdzie do strefy wpływów Zachodu? Na ten moment mamy mnóstwo znaków zapytania i żadnych konkretnych odpowiedzi.

- Ważne pytania, na które nie ma żadnych odpowiedzi.

- Tak, i ten nadchodzący rok będzie czasem intensywnego poszukiwania odpowiedzi na nie, ale proces ten na pewno nie będzie spokojny.

Rozmawiał Tomasz Walczak

Najsztub pyta
SUKCES BRAUNA TO NIENAWIŚĆ I ANTYSEMITYZM? Leder: Polacy nie wierzą w Jedwabne | Najsztub Pyta

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki