Posłowie nie muszą się szczegółowo rozliczać z pieniędzy, jakie w ramach ryczałtu na biura poselskie wydają na paliwo. Nie piszą, gdzie jechali, po co itd. Więc co kilka miesięcy wychodzą kolejne przedziwne historie polityków, którzy nie mając prawa jazdy, zgodnie z panującym prawem wydają na paliwo fortunę.
Wczoraj ujawniliśmy sprawę posła Adama Andruszkiewicza z Białegostoku. Młody polityk ruchu Kukiz' 15 pobierał ryczałt na paliwo, a nie ma ani prawa jazdy, ani auta! A do Warszawy na sejmowe posiedzenia jeździ pociągiem. - Mam umowę użyczenia samochodu - tłumaczył się nam poseł, po czym wysłał mejlem dokument. Jednak bardzo ogólny, w którym nie było żadnych kwot. Poprosiliśmy go o szczegółowe informacje: wykaz delegacji, kwotę użyczenia, umowę z kierowcą, ale nie dostaliśmy żadnych odpowiedzi! Sam poseł pochwalił się za to autem, którym go wożą. To 20-letni volkswagen. To do niego miał lać średnio miesięcznie benzyny za 3300 zł miesięcznie (wg wstępnych wyliczeń przejeżdżał za to 9 tys. km miesięcznie). Gdzie jeździł? Z kim się spotykał? Chcieliśmy dowodów, konkretów! Wczoraj poseł od nas nie odbierał telefonu, nie odpisał na kolejne pytania. Wydał za to bardzo ogólne oświadczenie. - Zostałem pomówiony o rzekome nieprawidłowości związane z tym, że dużo podróżuję po kraju i spotykam się z wyborcami (.). Informuję, że moja służba polega na nieustannym przemieszczaniu się po Polsce i kontaktach z Polakami. (.) Jako jeden z niewielu organizuję w całym kraju regularne spotkania otwarte, by Obywatele mogli rozmawiać z posłem nie tylko w czasie kampanii, ale zawsze - napisał polityk antysystemowego ruchu.
Zobacz także: Haniebny wpis o Gronkiewicz-Waltz na antenie TVP!