Od pogrzebu niebawem minie 11 miesięcy, lecz bolesnej pustki po stracie ukochanej osoby nie da się niczym wypełnić. - Czas absolutnie nie leczy ran. Dopiero po jakimś czasie dociera do człowieka, że strata jest nieodwracalna. Że chociaż nie wiem co byśmy zrobili, ta osoba już nie wróci - mówi nam Anna Kalita. To z jej ust mąż usłyszał, że umrze.
- Myślę o Tomeczku codziennie, wszystko mi się z nim kojarzy - wyznaje nam żona byłego rzecznika lewicy. - Mam takie wspomnienie z ostatnich Wszystkich Świętych, że przytulamy się z chorym Tomusiem i oglądamy piękny dokument o hospicjum księdza Kaczkowskiego, który zmarł na takiego samego glejaka, co Tomuś. Oglądamy bardzo przejęci, nic nie mówiąc, i oboje wiemy, że to o nim. Niedawno mieliśmy rocznicę ślubu, potem przyjdą święta, następnie sylwester. To w sylwestra mu powiedziałam, że to już koniec i że umrze. Bo ja od lekarzy wiedziałam, a on nie. I nie wiedział, dlaczego przerwali chemioterapię. Pytał mnie: "Jak mnie dalej będą ratować?". Więc w sylwestra do śniadania otworzyłam wino musujące i powiedziałam mu, że go bardzo kocham, ale umrze, i to nie moja wina. Oboje płakaliśmy - wspomina Anna Kalita.
- Nie da się opisać tej tęsknoty, żalu, smutku. Mnie jest go ciągle szkoda, że tak cierpiał, że nie zrealizował swoich planów, że umarł. Nie mogę się z tym pogodzić. Wszystkie wspomnienia wspólnych chwil są jeszcze gorsze, bo wiem, że to już nie wróci - dodaje. W październiku zeszłego roku, nie zważając na glejaka, na którego cierpiał Tomasz, para pobrała się. Były szampan, biała suknia, goście i radość. W tym roku jest tęsknota i ból. W pierwszą rocznicę ślubu Anna Kalita na grobie męża zrobiła napis "Dobry, mądry i piękny". - To są trzy słowa, które mi przychodzą do głowy, kiedy o nim myślę - kończy.
Zobacz: Historia miłości Tomasza Kality i jego żony Anny. Byli ze sobą do końca
Czytaj: Tomek był herosem w cierpieniu [POGRZEB TOMASZA KALITY]
Sprawdź: Żona Tomasza Kality o ostatnich dniach męża: Patrzę jak najukochańsza osoba w życiu cierpi