"Super Express": - Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych proponuje, żeby pieniądze z OFE były wypłacane tylko przez określony czas, a nie do końca życia, jak obiecywano. Coraz bardziej widać, że reforma emerytalna rządu Buzka okazała się humbugiem?
Dr Andrzej Sadowski: - W zasadzie powiedział pan o niej już wszystko (śmiech). Obywateli ewidentnie wprowadzono w błąd, że emerytury z OFE będą dziedziczone i będą to zupełnie inne pieniądze niż te, które są w ZUS. Mówiono, że będą nasze i będziemy mogli nimi dysponować. Wyrok sądu administracyjnego stwierdził, że nie należą one do obywateli, ale są publiczne.
- Czy OFE wobec szalonych pomysłów z czasowym wypłacaniem emerytur stają się nam wrogie?
- Tak będzie to przedstawiać rząd, żeby je zlikwidować i przekazać zgromadzone pieniądze do ZUS. Nie jestem zwolennikiem likwidacji OFE. Niech dalej istnieją jako jedna z wielu form oszczędzania na emeryturę. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć ludziom, że trzymając tam pieniądze, nie mogą nimi dysponować. Z tego powodu, że są to pieniądze publiczne, pojawiają się najróżniejsze pomysły, czy to ze strony rządu, czy OFE, jak je traktować. To gra ponad naszymi głowami.
- Reguły gry podobno były już dawno ustalone. A tak co chwila się coś zmienia.
- To przeciąganie liny między rządem a OFE zmienia warunki kontraktu, który władza zawarła ze społeczeństwem, wprowadzając reformę emerytalną.
- Premier mówi, że czasowe emerytury to pomysł "intrygujący". Minister Rostowski musiał aż interweniować i mówić, że zostaną one wprowadzone po jego trupie.
- Minister Rostowski zrozumiał, że jeśli ten pomysł wszedłby w życie, zniszczyłby elity władzy, która się na nie zgodziła.
- Społeczeństwo łatwiej przełknie kolejne przejęcie pieniędzy przez rząd i całkowitą likwidację OFE? Wtedy wszystkie wypracowane pieniądze pójdą na wypłatę bieżących emerytur, a o przyszłych emerytów niech się martwią inni.
- Ale tak było zawsze. Gorzej, że wszystkie obecne zmiany są kwestią jedynie decyzji politycznych, a nie stałych reguł gry. Czemu nie zrobić tak, jak jest w Nowej Zelandii, gdzie rząd gwarantuje wszystkim obywatelom jednakową minimalną emeryturę bez odprowadzania żadnych składek. Nie musielibyśmy się martwić, co się dzieje z pieniędzmi, którymi chcielibyśmy zabezpieczyć naszą przyszłość.
Andrzej Sadowski
Ekonomista, Centrum im. Adama Smitha