- Ma na imię Paul i jako jeden z pierwszych został poszkodowany w pożarach. Miał poparzoną znaczną część ciała – mówi „SE” poseł Halicki i zapewnia, że miś z dnia na dzień dochodzi do siebie. - Czuje się lepiej. Już samodzielnie je, pije i wspina się po drzewach – mówi wyraźnie wzruszony Halicki i dodaje, że „tatą” koali może zostać każdy z nas, bo roczne utrzymanie misia kosztuje niewiele ponad 100 zł rocznie. Pieniądze trafiają do australijskiego szpitala w Port Macquarie, który opiekuje się poparzonymi misiami.