Aleksandra Leo: Przemoc i agresja wobec Ukraińców rodzi się na sejmowej mównicy

Posłanka Aleksandra Leo z Unii Centrum w "Expressie Biedrzyckiej": - Mam poczucie, że przemoc i agresja, którą coraz częściej obserwujemy właśnie w związku z rosnącymi antyukraińskimi nastrojami, ona nie rodzi się w tym autobusie w Bielsku-Białej. Ona się rodzi się w Sejmie, na sejmowej mównicy. I to politycy są za to odpowiedzialni. Za to są odpowiedzialne takie osoby jak pan Czarnek, którego narracja jest zwyczajnie głupia. Bo tylko silna i walcząca Ukraina gwarantuje bezpieczeństwo również Polsce.

LEO OSTRO: Przemoc i agresja wobec Ukraińców rodzi się na sejmowej mównicy

"Super Express": - Podczas spotkania tzw. koalicji chętnych w Paryżu dziewięć państw i Ukraina zawiązało Koalicję Antybalistyczną, ale Polska się w tym gronie nie znalazła. Dlaczego? Jak to jest możliwe, że polskie firmy nie mają dotąd przygotowanej oferty przemysłowej?

Aleksandra Leo: - Z tego co mówili i premier i minister obrony narodowej wynika, że taka oferta jest w trakcie przygotowania i będzie lada moment. Natomiast jeśli chodzi o wieści z Paryża, to mamy dobrą informację, czyli tę o jesiennych ćwiczeniach wojskowych, które będą miały miejsce w Polsce.

- Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi.

- Dokładnie. Bydgoszcz już się przygotowuje, będziemy takim zapleczem logistyczno-technicznym dla tych wojsk. Warszawa przygotowuje też zaplecze finansowe i logistyczne, bardzo możliwe, że do stacjonowania na stałe wojsk brytyjskich czy francuskich w Polsce, więc to będą już nie tylko wojska amerykańskie. To bardzo dobra wiadomość, bo ta destabilizacja płynąca zza wschodniej granicy jest coraz większa. Ostatnie wystąpienie Władimira Putina było pełne gróźb i nie pozostawiało wątpliwości co do jego planów dotyczących także naszego kraju.

- Jak by pani opisała rolę jaką pełni dziś Polska w tych wszystkich geopolitycznych układankach, głównie w kontekście ukraińskim? I jaki wpływ na tę rolę ma, chyba już otwarty, konflikt Polski z Ukrainą?

- Na pewno rola Polski jest inna ze względu na nasze geopolityczne usytuowanie i na to, że od początku trwania tej wojny udzieliliśmy pomocy milionom Ukraińców, którzy do tej pory w Polsce są, mimo wzrastających antyukraińskich nastrojów, które są bardzo niepokojące. Nasza sytuacja jest inna, jesteśmy tą najbardziej wysuniętą flanką, jesteśmy najbardziej narażeni, bo to tuż za naszą granicą toczy się wojna.

- Nie ma pani wrażenia, że cała polska klasa polityczna uczestniczy teraz w festiwalu pewnej obłudy i hipokryzji jeśli chodzi o to kto mniej pomagał Ukrainie? Mimo że wcześniej tą pomocą wszyscy się chwalili, a część oczekiwała nawet za nią nieustających oznak wdzięczności?

- To niepotrzebne, bo nie pomaga sprawie. Mam poczucie, że przemoc i agresja, którą coraz częściej obserwujemy właśnie w związku z rosnącymi antyukraińskimi nastrojami, ona nie rodzi się w tym autobusie w Bielsku-Białej. Ona się rodzi się w Sejmie, na sejmowej mównicy. I to politycy są za to odpowiedzialni. Za to są odpowiedzialne takie osoby jak pan Czarnek, którego narracja jest zwyczajnie głupia. Bo tylko silna i walcząca Ukraina gwarantuje bezpieczeństwo również Polsce.

- Jak widać dla słupków poparcia można dziś powiedzieć wszystko, nawet nawiązać do kremlowskiej propagandy ws. „ukraińskiego nazizmu”.

- Dokładnie takich słów użył Putin próbując wytłumaczyć agresję Rosji na Ukrainę. Teraz powtarza je polski polityk, pan poseł Czarnek. Mam wrażenie, że Rosja nie potrzebuje swoich agentów do dezinformacji i fake newsów, bo ma takich ludzi jak pan Czarnek, którzy przejęli tę narrację. Co więcej, część polityków PiS, np. Michał Dworczyk, się z nią nie zgadza. Mówi, że coś takiego jak „nazistowskie siły w Ukrainie” nie istnieje. To oczywiście nie wyklucza rozmowy o Wołyniu, o ekshumacjach, szacunku i należytym upamiętnieniu ofiar. A fatalnej decyzji Zełenskiego nikt nie będzie bronił. Ale powtarzam: silna, wolna, walcząca Ukraina leży w polskim interesie.

- W koalicji 15 października pojawia się nowe ugrupowanie, co z powstania Unii Centrum wynika dla wyborców?

- Nowe-stare ugrupowanie, bo tak naprawdę Unia Centrum ma w KRS nr 12 i do ostatniej niedzieli to była trzecia najdłużej funkcjonująca partia polityczna w Polsce. Powstała bowiem z połączenia naszego środowiska, czyli klubu parlamentarnego i stowarzyszenia Centrum z Europejskimi Demokratami, czyli starą Unią Wolności. To akurat bardzo mnie cieszy i napawa dumą, bo wśród członków naszej partii są takie osoby jak Janusz Onyszkiewicz, a jej ojcem założycielem był prof. Bronisław Geremek, który wprowadzał Polskę do NATO. Im szerszy jest ten wachlarz w koalicji 15 października, im szersza oferta dla wyborców, tym lepiej. Dziś mamy sondaże, z których wynika, że 10-11 proc. obywateli mówi: nie wiem na kogo będę głosować. W dużej mierze to wyborcy Trzeciej Drogi, którzy znaleźli się na politycznej emigracji. Naszym zadaniem jest skierowanie oferty właśnie do nich, przekonanie żeby za rok wzięli udział w wyborach, bo śmiem twierdzić, że będą jednymi z ważniejszych po 1989 roku. W 2023 roku naszym zadaniem było odsunięcie PiS od władzy. To się udało. Za rok naszym zadaniem będzie niedopuszczenie „brunatnych” do władzy.

- Ale dziś zapewne mi jeszcze pani nie odpowie czy będziecie tworzyć własne listy wyborcze?

- Celem każdej partii politycznej jest samodzielny start w wyborach i do tego będziemy dążyć. Natomiast oczywiście nie wykluczam koalicji, bo w 2023 roku Trzecia Droga okazała się sukcesem.

- Ale później gigantycznym rozczarowaniem, musi pani przyznać.

- Tak, oczywiście. Ale na tamten moment osiągnęliśmy cel, dla którego została stworzona. Mamy jeszcze rok, to w polityce jest dużo.

Rozmawiała Kamila Biedrzycka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki