Adam Traczyk: Niekontrolowany rozpad Polski 2050 to zagrożenie dla całej koalicji

2026-01-19 4:42

Chaos wokół sukcesji w Polsce 2050 to nie tylko problem tej partii, ale realne zagrożenie dla stabilności całej koalicji rządzącej – ocenia Adam Traczyk, dyrektor More in Common Polska. W rozmowie z „Super Expressem” ekspert mówi wprost o farsie wewnętrznych wyborów, niezrozumiałych krokach Szymona Hołowni i ryzyku niekontrolowanego rozpadu ugrupowania, który może wstrząsnąć rządową większością przed wyborami w 2027 roku.

Hołownia, Tusk

i

Autor: Art Service/Super Express (2)
  • Polska 2050 znalazła się w głębokim kryzysie organizacyjnym i tożsamościowym, z którego młode partie rzadko wychodzą obronną ręką.
  • Sukcesja po Hołowni przerodziła się w polityczną farsę, podważając wiarygodność ugrupowania jako „nowej jakości” w polityce.
  • Niekontrolowany rozpad Polski 2050 stanowi realne zagrożenie dla całej koalicji, nawet jeśli większość posłów formalnie w niej pozostanie.
  • Osieroceni wyborcy Hołowni będą kluczowi w wyborach 2027 roku – powalczy o nich KO, PSL, a być może zupełnie nowy ruch polityczny.

Demokratyczna sukcesja w Polsce 2050, która zamieniła się w farsę

„Super Express”: – Najpierw Hołownia osieracający Polskę 2050, potem wewnętrzne spory o schedę po nim i wreszcie kłopoty z głosowaniem na szefa partii, w którym Hołownia też chce wziąć udział – ten chaos to dowód na to, że obserwujemy długie umieranie koalicyjnej partii?

Adam Traczyk: – To z pewnością przykre przedstawienie. Docenić należy, że środowisko Polski 2050 podjęło próbę przeprowadzenia autentycznie demokratycznego procesu sukcesji po deklaracji Szymona Hołowni, że nie będzie on już przewodził partii, która ma jego imię i nazwisko w swojej nazwie. Spór pomiędzy różnymi wizjami przyszłości partii, które w uproszczeniu reprezentują stronnictwa Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Pauliny Hennig-Kloski jest autentyczny i miał być rozstrzygnięty w ramach demokratycznego głosowania, a nie zakulisowych frakcyjnych układanek czy wodzowskich dyktatów.

– Mówiąc delikatnie, nie wyszło.

– Niestety, cały ten proces przerodził się w farsę. Kłopoty techniczne uniemożliwiające przeprowadzenie drugiej tury wyborów na przewodniczącą już były kompromitujące dla partii. Zebranie Rady Krajowej, na którym nie udało się ustalić sposobu powtórzenia głosowania, wzbudziło skojarzenia z filmem „Rejs”, w którym rejsowicze debatują, jaką wybiorą metodę głosowania.

Wreszcie, miotający się lider partii, który wpierw deklarował opuszczenie stanowiska i odejście z polskiej polityki, a teraz nagle chce ingerować w proces wyborczy, aby jednak móc startować. I do tego stosuje szantaż emocjonalny zapowiadając swoje odejście z partii, gdyby ten plan się nie powiódł. Czy tak zachowuje się dojrzały lider wiedzący, czego chce dla swojej partii? To raczej akt desperacji. Nie ma co pudrować rzeczywistości, Polska 2050 jest w głębokim kryzysie, z którego – jak uczy nas historia – młodym formacjom politycznym bez silnej tożsamości i rozbudowanych struktur niezwykle ciężko jest wyjść.

Hołownia między odejściem a powrotem. Kryzys przywództwa w Polsce 2050

– O co w ogóle idzie gra w partii? Bo chyba nie o przywództwo przyszłościowej partii i wielką władzę nad nią. Wygląda raczej na walkę o to, kto będzie negocjował z Donaldem Tuskiem wejście na listy KO i dobre, biorące miejsce.

– Oczywiście, każdy wewnętrzny konflikt partyjny można sprowadzić do walki o stołki – te obecne i przyszłe – czy miejsca na listach albo też kontrolę nad partyjnym budżetem i subwencją. Ale w tym wypadku spór sięga głębiej i dotyka strategii Polski 2050 i filozofii funkcjonowania partii w ramach rządowej koalicji. Czy ma to być strategia bardziej ugodowa, za tym kierunkiem opowiada się Paulina Hennig-Kloska? Czy bardziej asertywna, pozycjonująca Polskę 2050 niemal w roli wewnętrznej opozycji, co bliższe jest podejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Rozpad Polski 2050 to problem całej koalicji, nie tylko Hołowni

– Rozmawiając z politykami KO ma się wrażenie, jakby rozmawiało się z przywódcami Zachodu w przededniu rozpadu ZSRR – chcą w Polsce 2050 szybkiej stabilizacji i wręcz powrotu Hołowni, bo ich zdaniem tylko on uchroni partię przed rozpadem i destabilizacją całej koalicji. Inaczej będzie chaos i zniszczenie. Uzasadnione lęki?

– W ostatnich miesiącach koalicja złapała nieco wiatr w żagle. Przegrana Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich nie nakręciła negatywnej spirali, ale doprowadziła do otrzeźwienia i większej mobilizacji, a sama Koalicja Obywatelska umocniła się na czele partyjnych sondaży. Ostatnią rzeczą, jaką w tej sytuacji potrzebuje cała koalicja jak i jej wiodąca siła, jest chaos i niekontrolowany rozkład jednego z koalicjantów. Oczywiście, w przypadku rozpadu Polski 2050 najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest pozostanie większości posłów w szeregach koalicji, ale zawsze pozostaje ten element niepewności.

– Mimo wszystko Hołownia może być rozwiązaniem tego problemu?

– Trudno powiedzieć, bo jeszcze kilka miesięcy temu to on był uznawany za tego, który najmocniej buja koalicyjną łajbą i wielu z nadzieją myślało o jego odejściu z polskiej polityki na rzecz jakiegoś międzynarodowego stanowiska.

Walka nie tylko o stołki, ale o strategię wobec Tuska

– Śp. Trzecia Droga, a zwłaszcza właśnie Polska 2050 była jednym z kluczowych elementów zwycięskiej koalicji wyborczej w 2023 r. Ich wyborcy dali większość, ale agonia ugrupowania Hołowni sprawiła, że ci wyborcy zniknęli. Jest tu jeszcze nadzieja, że ktoś z reszty koalicji będzie ich w stanie zmobilizować przed wyborami w 2027 r.?

– Nie można wykluczyć, że sięgnąć po tych wyborców spróbuje Koalicja Obywatelska jednocześnie zostawiając Nowej Lewicy trochę więcej miejsca na lewej flance. Być może sztuka przejęcia wyborców Hołowni uda się drugiemu członowi Trzeciej Drogi, czyli Polskiemu Stronnictwu Ludowemu w koalicji z jakimś innym podmiotem, co ludowcy przerabiali nie tylko w 2023 roku, ale i cztery lata wcześniej. Nie można też wykluczyć, że na scenie politycznej pojawi się jakiś nowy podmiot. Niezależnie od tego nie ma wątpliwości, że osieroceni przez Hołownię wyborcy będą kluczowym elementem układanki wyborczej w 2027 r.

Centrowi wyborcy bez reprezentacji politycznej. Klucz do wyborów 2027 roku

– A po autodestrukcji Polski 2050 zrobiło się w ogóle miejsce dla kolejnej centrowej partii? Bo już trwa przebieranie nogami tych, którzy uważają, że takiej partii wiecznie na polskiej scenie politycznej brakuje.

– Nie rozstrzygam, czy takie ugrupowanie powstanie, ale nie ma wątpliwości, że to wyjątkowo kusząca luka. W końcu to wyborcza mobilizacja centrowych, miękkich wyborców na rzecz Trzeciej Drogi sprawiła, że w 2023 roku doszło do zmiany władzy, a w ubiegłym roku ich absencja z kolei przesądziła, że prezydentem został Karol Nawrocki, a nie Rafał Trzaskowski.

Dlatego niezależnie od ewentualnych wysiłków na rzecz powołania do życia nowego ruchu politycznego, ci potencjalni wyborcy będą zajmować priorytetowe miejsce w rozważaniach i strategiach politycznych zarówno Donalda Tuska, jak i Władysława Kosiniaka-Kamysza po stronie koalicji. Ale i pewnie Mateusza Morawieckiego po stronie opozycji.

– Sondaże nie przesądzają utraty władzy przez koalicji rządową, ale najpewniejszą drogą do obrony władzy – przynajmniej na tę chwilę – byłaby odmowa tworzenia szerokiej koalicji prawicowej, której częścią byłby Braun. Na razie PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele taką koalicję wykluczają. Ale czy ten kordon sanitarny uda się utrzymać?

– Jarosław Kaczyński będzie walczył z Grzegorzem Braunem do ostatniej minuty kampanii wyborczej, ale co stanie się już po wyborach, Bóg jeden raczy wiedzieć. Na listach Korony Brauna mogą przecież znaleźć się osoby, które będą dla Kaczyńskiego zupełnie zjadliwe – być może uda mu się ich przeciągnąć na swoją stronę. To, co jednak z perspektywy PiS jest obecnie kluczowe, to unikanie uwiarygodniania nie tyle Brauna, co jego postulatów i narracji w oczach szerszego elektoratu. PiS nie może mówić językiem Brauna i ścigać się z nim na radykalizm, bo w ten sposób tylko napędzi mu wyborców.

– Swoją drogą, czy ugrupowanie Brauna, które wraz z postępującą radykalizacją zyskuje większe poparcie, jest na tyle rozpędzone, by dojechać do parlamentu? Czy to jednak sezonowe zjawisko, które w układance powyborczej nie będzie się już liczyć?

– Są pewne strukturalne czynniki, na których korzysta Braun – jak postępujące zaostrzanie języka przez konserwatywną prawicę, co w efekcie czyni radykałów bardziej zjadliwymi czy pewne zmęczenie, ale i strach przed wojną i jej konsekwencjami. Ale pamiętajmy też, że do wyborów jeszcze sporo czasu – to okres, gdy pozwalamy sobie jako społeczeństwo na więcej, jesteśmy gotowi na eksperymenty, bo nie mają one żadnych konsekwencji. Nad urną jesteśmy już zwykle bardziej ostrożni – przecież na kilka miesięcy przed ostatnimi wyborami do Sejmu Konfederacja cieszyła się w sondażach poparciem sięgającym nawet 15 proc., w dniu wyborów skończyło się na 7 proc.

Rozmawiał Tomasz Walczak

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki