40 tys. podpisów przeciw Trzaskowskiemu. Czy mogą go odwołać? Te liczby są kluczowe

Przeciwnicy Rafała Trzaskowskiego zebrali już 40 tys. podpisów pod referendum w Warszawie. Do celu wciąż daleko, ale akcja nie jest wyłącznie politycznym happeningiem. Jeśli organizatorzy przyspieszą zbiórkę, referendum jest realne. Prawdziwym wyzwaniem będzie jednak później ściągnięcie do urn około 467 tys. osób.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przemawia do mikrofonu. O wniosku o jego odwołanie przeczytasz na SE Polityka.
Autor: BRUNNER
  • Przeciwnicy Rafała Trzaskowskiego zebrali już 40 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w Warszawie, co otwiera drogę do jego odwołania.
  • Aby inicjatywa była skuteczna, organizatorzy muszą zebrać łącznie około 150 tysięcy podpisów, a następnie zmobilizować blisko pół miliona warszawiaków do urn.
  • Czy mimo historycznych trudności, jak przykład Hanny Gronkiewicz-Waltz, Trzaskowski naprawdę może stracić stanowisko? Sprawdź, co mówią liczby i precedensy.

40 tys. podpisów. Czy organizatorzy zdążą?

Stołeczna Operacja Referendalna chce doprowadzić do głosowania w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego oraz Rady Warszawy. Akcja ruszyła 30 lipca. Po nieco ponad dwóch tygodniach organizatorzy poinformowali o przekroczeniu 40 tys. podpisów.

Do uruchomienia referendum potrzeba poparcia co najmniej 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. W Warszawie oznacza to obecnie około 132 tys. prawidłowych podpisów. Dokładną liczbę ustali komisarz wyborczy. Ustawa daje inicjatorom 60 dni na ich zebranie. I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część.

W pierwszych czterech dniach zbiórki organizatorzy zdobyli 15 tys. podpisów. W kolejnych dwóch tygodniach przybyło następne 25 tys. To około 1,8 tys. podpisów dziennie w ostatnich dwóch tygodniach.

Do 28 września brakuje im około 92 tys. podpisów. Żeby osiągnąć próg, musieliby od teraz zbierać średnio około 2,2 tys. dziennie. To mniej więcej o 23 proc. więcej niż wynosiło tempo z ostatnich dwóch tygodni.

Jeśli więc zbiórka nie przyspieszy, prosty rachunek daje na koniec około 115 tys. podpisów. Za mało. Maciej Wilk zapowiada jednak zwiększenie liczby wolontariuszy i punktów, więc osiągnięcie wymaganego minimum nadal jest możliwe.

Samo 132 tys. może jednak nie wystarczyć

Jest jeszcze jedna pułapka. Liczą się wyłącznie prawidłowo złożone podpisy. Mieszkaniec musi podać m.in. imię, nazwisko, adres, PESEL i datę, a dane potwierdzić własnoręcznym podpisem. Wniosek wraz z kartami trafia następnie do komisarza wyborczego. Jeśli prawidłowych podpisów będzie zbyt mało, wniosek nie przejdzie dalej.

Dlatego sami inicjatorzy wcześniej mówili, że w praktyce chcieliby zebrać nie 132, lecz około 150 tys. podpisów, aby mieć zapas na te, które mogą zostać zakwestionowane podczas weryfikacji.

Jeżeli wymagania zostaną spełnione, komisarz wyborczy ma do 30 dni na wydanie postanowienia o przeprowadzeniu referendum albo odrzuceniu wniosku. Samo głosowanie odbywa się później najpóźniej w ciągu 50 dni od publikacji postanowienia.

Trzaskowski rzeczywiście może stracić stanowisko

Takie referendum może rzeczywiście odwołać Rafała Trzaskowskiego przed końcem kadencji. Nie wystarczy jednak, że większość uczestników zagłosuje przeciwko prezydentowi. Najpierw referendum musi być ważne.

Przepisy wymagają, by w referendum odwoławczym wzięło udział co najmniej 3/5 liczby osób uczestniczących w wyborach, w których wybrano odwoływany organ. Dopiero wtedy liczy się wynik. Za odwołaniem musi opowiedzieć się więcej niż połowa osób oddających ważny głos. W Warszawie właśnie ten warunek może być dla inicjatorów najtrudniejszy.

Około 467 tys. osób musiałoby pójść do urn

W wyborach samorządowych w 2024 roku Rafał Trzaskowski wygrał już w pierwszej turze. Otrzymał 444 006 głosów, czyli 57,41 proc. wszystkich ważnych głosów. W głosowaniu na prezydenta Warszawy uczestniczyło łącznie blisko 779 tys. wyborców.

Dlatego próg ważności ewentualnego referendum jest bardzo wysoki. Według wyliczeń pojawiających się w analizach dotyczących obecnej inicjatywy do urn musiałoby przyjść około 467 tys. warszawiaków. To ponad dziesięć razy więcej osób niż dotychczas podpisało się pod samym wnioskiem. Zebranie 132 tys. podpisów byłoby więc dopiero pierwszym etapem.

Warszawa już raz próbowała. Zabrakło kilkudziesięciu tysięcy osób

Stolica zna taki scenariusz. W 2013 roku odbyło się referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Za jej odejściem opowiedziało się aż 322 017 osób, czyli niemal 95 proc. uczestników referendum. Mimo tego prezydent Warszawy pozostała na stanowisku. Powód? Za niska frekwencja.

Do urn poszły 343 732 osoby, podczas gdy wymagane było 389 430. Frekwencja wyniosła 25,66 proc. przy wymaganym wówczas progu 29,1 proc. Obecnie poprzeczka jest jeszcze wyżej. Inicjatorzy akcji przeciwko Trzaskowskiemu musieliby zmobilizować około 123 tys. osób więcej, niż faktycznie uczestniczyło w referendum warszawskim w 2013 roku.

Ale Kraków pokazał, że odwołanie prezydenta jest możliwe

Jest jednak świeży przykład pokazujący, że referenda odwoławcze nie muszą kończyć się wyłącznie politycznym zamieszaniem.

W maju 2026 roku mieszkańcy Krakowa odwołali w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO. Do urn poszło ponad 176 tys. osób przy wymaganym minimum 158 555. Za jego odwołaniem zagłosowało 171 581 mieszkańców.

Co ciekawe, w tym samym referendum nie udało się odwołać Rady Miasta Krakowa, ponieważ w przypadku tego pytania nie osiągnięto wymaganego progu frekwencji.

Warszawa może więc znaleźć się w podobnej sytuacji: wynik dotyczący Trzaskowskiego i wynik dotyczący rady miasta nie muszą być takie same.

Co stałoby się po odwołaniu Trzaskowskiego?

Jeżeli referendum byłoby ważne i większość głosujących opowiedziałaby się za odwołaniem prezydenta, jego kadencja zostałaby zakończona przed terminem. Następnie musiałyby zostać zarządzone przedterminowe wybory. Do czasu wyboru nowych władz funkcjonowanie samorządu zabezpieczają rozwiązania przewidziane w ustawie.

To nie byłaby więc wyłącznie polityczna deklaracja czy sondaż nastrojów. Udane referendum może realnie zakończyć kadencję prezydenta miasta.

Czy Trzaskowski ma się czego obawiać?

Na obecnym etapie referendum nie jest jeszcze przesądzone, ale nie można też mówić, że inicjatywa jest czysto symboliczna.

40 tys. podpisów oznacza około 30 proc. minimalnego wymaganego progu. Aby do 28 września osiągnąć około 132 tys., organizatorzy muszą jednak wyraźnie zwiększyć tempo z ostatnich dwóch tygodni.

Znacznie trudniejsze może być później sprowadzenie do lokali około 467 tys. osób. Warszawskie doświadczenie z 2013 roku pokazuje, że nawet ogromna przewaga zwolenników odwołania nie wystarczy, jeżeli część przeciwników referendum po prostu pozostanie w domach.

Tegoroczny przykład Krakowa pokazuje, że referendum może zakończyć kadencję prezydenta dużego miasta. Dlatego już samo zebranie odpowiedniej liczby podpisów oznaczałoby dla Rafała Trzaskowskiego poważny problem polityczny, nawet zanim warszawiacy dostaliby karty do głosowania.

Polityka SE Google News
DONALD TRUMP MUREM ZA INFANTINO: JEST FANTASTYCZNY!
Sonda
Czy referendum może doprowadzić do odwołania Rafała Trzaskowskiego?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki