Wszystko za sprawą mera Bordeaux Pierrea Hurmica z partii, a jakże, Zielonych. Pan Pierre we wtorek obwieścił, że w tym roku, po raz pierwszy, nie będzie już choinki na Święta Bożego Narodzenia. Przynajmniej na głównym miejskim placu. Wszystko dlatego, że – zdaniem lokalnego polityka i działacza ekologicznego - nie godzi się ustawiać przed ratuszem „martwego drzewa”.
Nie wiem, co się bardziej nie godzi, czy ustawiać na placu martwe drzewo, czy lokować w ratuszu fanatyka i matołka, ale sprawa wydaje się rozwojowa. Nie wierzę, że genialnego pomysłu Francuza nie podchwycą inni politycy, także w Polsce. Jako na pierwszą wskazałbym panią Spurek, a jako na pierwszą z prezydentów naszych miast panią prezydent Gdańska, zawsze postępową o krok bardziej niż inni. Choinka to martwe drzewo. Można co prawda postawić ją z korzeniami w doniczce, ale wtedy będzie wyrwana ze swojego naturalnego środowiska. Można postawić sztuczną, ale ona będzie symbolizować, jakby tak drwić, ze wszystkich choinek, które zostały okrutnie ścięte. Poza tym, nie oszukujmy się, choinka, to i Mikołaj, a Mikołaj to święty, a święty to religia, w dodatku ta najstraszniejsza, opresyjna, patriarchalna, ksenofobiczna, czyli chrześcijańska. To wszystko prowadzi do wyznaniowego państwa. Kolejnym krokiem (pani Sylwio do dzieła) powinien być postulat zakazu stawiania choinek w mieszkaniach prywatnych. Niech sobie ludzie zamiast tego ekologiczną, tęczową flagę powieszą.
Tylko o jednym inicjatorzy takich pomysłów powinni pamiętać. Pewnego dnia – czego nikomu nie życzę – ludzie w całej Europie mogą się na to wszystko wkurzyć i zamiast choinek, na Święta Bożego Narodzenia, albo i w zwykłym dniu, poustawiać na placach miejskich szubienice.