Wiceminister Dorożała: Prezydent przyzwyczaił nas do tego, że lubi wetować

2026-05-12 14:52

Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała w "Expressie Biedrzyckiej": - Prezydent przyzwyczaił nas do tego, że lubi wetować, zawetował choćby ustawy o gospodarce wodno-ściekowej, w której chodziło o bezpieczeństwo i jakość wody, którą pijemy i z której korzystamy. Zawetował też ustawę o pierwszym parku narodowym, który mógł w Polsce powstać od ćwierćwiecza. Wyroki pana prezydenta ws. wetowania ustaw są więc niezbadane i nie wiem co przyjdzie teraz. Ale przyjdzie na pewno.

Express Biedrzyckiej - DOROŻAŁA

"Super Express": - Od chwili objęcia urzędu Karol Nawrocki już 31 razy skorzystał z prawa weta. W poniedziałek odmówił podpisania ustawy likwidującej CBA i o kształtowaniu ustroju rolnego mówiąc, że "polska ziemia w polskich rękach". Kto czyha na polską ziemię?

Mikołaj Dorożała: - Mamy taką powtórkę z historii, bo pamiętam akcesję Polski do Unii Europejskiej i wtedy posługiwano się bardzo podobnymi hasłami: że zabiorą nam ziemię, że nas wykupią... Prezydent przyzwyczaił nas do tego, że lubi wetować, zawetował choćby ustawy o gospodarce wodno-ściekowej, w której chodziło o bezpieczeństwo i jakość wody, którą pijemy i z której korzystamy. Zawetował też ustawę o pierwszym parku narodowym, który mógł w Polsce powstać od ćwierćwiecza. Wyroki pana prezydenta ws. wetowania ustaw są więc niezbadane i nie wiem co przyjdzie teraz. Ale przyjdzie na pewno.

- Wraca więc pytanie, w kontekście argumentów o konieczności zmiany konstytucji, czy naprawdę nie warto pomyśleć nad wprowadzeniem w Polsce systemu albo stricte prezydenckiego, albo tzw. kanclerskiego, w którym głowa państwa nie miałaby już prawa weta. Jak widać bowiem posiadając to uprawnienie prezydent może skutecznie paraliżować prace rządu, z którym mu nie po drodze.

- Zmiana konstytucji to jest naprawdę duża sprawa. Obecna powstała na bazie konsensusu całej klasy politycznej, który był naprawdę dużym osiągnięciem. Konstytucja z 1997 r. jest więc pewną świętością, co oczywiście nie oznacza, że nie możemy z upływem lat zastanawiać się nad tym, co można byłoby usprawnić, jak państwo mogłoby w pewnych obszarach funkcjonować. Proszę jednak zwrócić uwagę, że mieliśmy już prezydenta Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego, Dudę, były różne napięcia, ale poważny problem pojawił się dopiero teraz. Jesteśmy w fazie polaryzacji, totalnie innego pomysłu na państwo, co niestety jest z niekorzyścią dla wszystkich. Bo mamy dziś sytuację, w której prezydent wetuje dla zasady wszystkie rzeczy, które nie są "techniczne". A to jednak rząd kreuje politykę, prezydent ma funkcję bardziej reprezentacyjną...

- ...Karol Nawrocki widzi to zgoła inaczej. I koło się zamyka.

- Ja to widzę, ale sądzę, że w najważniejszych sprawach powinniśmy się umówić, ustalić pewne zasady i grać do jednej bramki. A tutaj tego nie widzę. Za chwilę będzie rok tej prezydentury, okres miodowy mija i ludzie zaczną widzieć, że nie możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której prezydent jest hamulcowym wszelkich proponowanych przez rząd zmian. Rząd, który ma do tego mandat. Prezydent nie ma prawa i mandatu do tego żeby realizować swoją wizję, która de facto wyklucza połowę społeczeństwa.

- Prezydent wyklucza połowę społeczeństwa?

- Oczywiście, że tak. (...) On próbuje pewne rzeczy inicjować, z różnym skutkiem, ale dyskusja o zmianie konstytucji to zbyt poważna sprawa żeby ją sprowadzać do politycznej polaryzacji. Demokracja jednak broni się tym systemem, który mamy w Polsce od 1997 r. A problemy? One będą zawsze, bez względu na to jaką konstytucję napiszemy.

- Czy ucieczka Zbigniewa Ziobry jest kompromitująca dla wymiaru sprawiedliwości?

- Uważam, że jest kompromitująca przede wszystkim dla samego Zbigniewa Ziobry. On w ogóle znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, bo to jest właściwie jego upadek. Naprawdę smutny upadek. To porównywanie siebie do jakiegoś politycznego emigranta z czasów stanu wojennego... Przegiął. Jest też największym obciążeniem wizerunkowym dla PiS-u. 

- Został nawet "komentatorem politycznym" partyjnej telewizji, zastanawiam się więc jak daleko można się posunąć w ucieczce przed odpowiedzialnością i systemem, który sememu się tworzyło przez osiem lat?

- Ja niestety mam sporo do czynienia z efektami "prac" pana Ziobry i jego ludzi, bo ich łupem także padły Lasy Państwowe w 2019 r. Taki był deal wtedy w PiS, że ludzie Ziobry przejęli Lasy Państwowe zamieniając je w "lasy partyjne". Mamy w prokuraturze około 60-ciu spraw jeśli chodzi o nieprawidłowości w Lasach Państwowych. Koszty w LP wzrosły w 2022 r. o niemal 50 proc. z 9 do 15 mld zł! Wiem, że największe emocje budzi Fundusz Sprawiedliwości, ale jeśli chodzi o wyprowadzenie pieniędzy z LP proszę zobaczyć jaka to jest skala.

- W sprawie Lasów Państwowych ma pan otwarty konflikt z koalicjantem, czyli z PSL.

 -  Mówiąc wprost: z politykami PSL mamy inne podejście jeśli chodzi o wrażliwość w podejściu do środowiska. I ono zawsze było inne. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że wszyscy podpisaliśmy się pod umową koalicyjną i to co realizujemy w resorcie klimatu i środowiska, także jeśli chodzi o Lasy Państwowe jest z nią zgodne. (...) A próba ataków personalnych wobec mnie nie sprzyja spójności koalicji.

- Jeden z polityków PSL mówił mi ostatnio, że jest pan skłócony z niemal wszystkimi możliwymi środowiskami i że nie powinien pan pełnić swojej funkcji.

- Nie jestem zaskoczony, bo podobne rzeczy słyszałem od niektórych polityków. Ale prawda jest dokładnie odwrotna. Wpisaliśmy leśnictwo po raz pierwszy w historii do dokumentów strategicznego rozwoju państwa!

- A konflikt, o który pytam?

- Konflikt dotyczy wrażliwości na przyrodę i chodzi głównie o łowiectwo. (...) Ja mówię tak: nie jestem przeciwnikiem łowiectwa, ale uważam, że trzeba je zreformować. Dlaczego mamy sytuację, w której myśliwi chodzący z bronią w otwartej przestrzeni, nie przechodzą okresowych badań lekarskich? Projekt ugrzązł w Sejmie, bo jest blokowany m.in. właśnie przez polityków PSL. Tu jest brak otwartości na zmiany, żeby było bezpieczniej, żeby ludzie nie bali się wchodzić do lasów. Po 1989 r. prawie 30 osób zginęło zastrzelonych przez myśliwych, łącznie z żołnierzem w Świnoujściu. Bo został pomylony z dzikiem. Rozmawiajmy o reformie łowiectwa.

Rozmawiała Kamila Biedrzycka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki