Zbyszek Zaborowski SLD

i

Autor: ARC. ROZMÓWCY

Węgla i kopalń NIE MOŻNA WYKASOWAĆ z polskiej gospodarki!

2020-09-25 18:30

Rząd dogadał się ze związkami co do przyszłości górnictwa. To nie oznacza, że jest ona świetlana. Dlaczego w tej kwestii więcej do powiedzenia ma Unia niż rząd? Czy 60 mld zł wystarczy na sfinansowanie transformacji energetycznej w Polsce? Czy górnik zamieniłby kopalnię na... kasę? Dlaczego znów górnictwo jest na cenzurowanym? O tym, i nie tylko, w rozmowie ze ZBYSZKIEM ZABOROWSKIM (62 l.), wiceprzewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

„Super Express”: – Na swoim zdjęciu w FB ma Pan jeszcze nakładkę „Popieram strajk górników”. Lewica przecież jest za zieloną energią, a nie za tym brudem uzyskiwanym z węgla. A Pan tu z takim i deklaracjami wyskakuje!

Zbyszek Zaborowski: – Prawdziwa Lewica zawsze była, jest i będzie z ludźmi pracy, kiedy walczą o swoje interesy. Ale w tym przypadku nie chodzi tylko o górników i ich miejsca pracy; chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo energetyczne Kraju i jego rozwój gospodarczy. Polska energetyka nadal opiera się na węglu w ok. 76 proc., a ciepłownictwo w ok. 70 proc. Zanim wybudujemy upragnione zielone moce i zlikwidujemy niską emisję – węgiel trzeba kopać, alternatywą na dzisiaj jest import węgla i energii elektrycznej...

– To znaczy, że skoro związki zawodowe przymusiły rząd do negocjacji, to prawicy nie zależy na bezpieczeństwie energetycznym? Przecież Donald Tusk mówił, że nasze bezpieczeństwo na węglu jest oparte. Zapewniał o tym prezydent Duda. A teraz związki zawodowe muszą protestować m.in. w obronie bezpieczeństwa energetycznego? O co tu chodzi?

– Każdy rząd znajduje się pod presją Unii Europejskiej i każdy podejmował lekkomyślne zobowiązania wobec Unii, która jest liderem walki z ociepleniem klimatu, emitując w skali świata ok. 9 proc. dwutlenku węgla. Oczywiście świata nie uratuje sama w żaden sposób, nawet jeżeli przyjąć, że faktycznie człowiek ma większy wpływ na zmiany klimatyczne na Ziemi niż zmienny poziom aktywności Słońca... Skutecznie jednak obniża konkurencyjność polskiej i europejskiej gospodarki podnosząc sztucznie koszty energii dla ludzi i przemysłu. Jednocześnie Komisja Europejska mówi o potrzebie reindustralizacji Europy i wypycha energochłonne, i nie tylko, przemysły do Azji. A przecież pandemia koronawirusa potwierdziła potrzebę utrzymania własnego przemysłu, a nie bazowania na chińskim zaopatrzeniu. Górnictwo jest też bardzo czułe na zmiany koniunktury gospodarczej, a zwłaszcza ceny surowców energetycznych na rynku międzynarodowym; aktualnie, jak wszyscy wiemy, mamy poważny spadek produkcji niemal we wszystkich obszarach i częściach świata. Stąd problemy również polskiego górnictwa...

– To jeśli mowa o skasowaniu. Dr Jerzy Markowski, człowiek, któremu nikt nie zarzuci, ze nie zna się na górnictwie węgla kamiennego, uważa, że ciągu 20 lat górnictwo węglowe na Śląsku samo się zlikwiduje. Bez pomocy UE i zalewu rosyjskiego węgla. Bo nie ma inwestycji, na rynku węgiel tanieje, a będzie jeszcze tańszy, gdy Chiny od niego odejdą, co wstępnie już towarzysze chińscy ogłosili...

– Z pewnością nie „Bzie-Dębina” w Jastrzębiu Zdroju – nowa kopalnia na węglu koksującym, z pewnością nie „Bogdanka” na Lubelszczyźnie i myślę, że również niektóre inne też do tego czasu nie zostaną zamknięte. Wygaszanie kopalń cały czas trwa, tam gdzie kończą się zasoby, w trudnych warunkach geologicznych bez szans na efektywność ekonomiczną. Ale nie można zamykać, bo tak się komuś podoba. A pomysł zamknięcia jednocześnie wszystkich trzech pracujących kopalń w Rudzie Śląskiej, mieście typowo górniczym jest wręcz abstrakcyjny! To naprawdę musiał wymyślić ktoś za biurkiem w Warszawie! Import węgla kamiennego na potrzeby polskich elektrowni trzeba po prostu skasować. Jeżeli UE nie chce bronić swojego obszaru celnego przed rosyjskim, kolumbijskim czy amerykańskim węglem musi to zrobić polski rząd, a dokładnie zarządy koncernów energetycznych, współwłaściciele zresztą polskich kopalń. Nota bene: wożenie węgla do Europy z całego świata, w tym z Australii przez dwa oceany, jest bardzo „ekologiczne”. Import węgla do Polski jest tylko w małej części uzasadniony dla ciepłownictwa do czasu – polscy górnicy kopią za mało węgla grubego. Ponadto musimy importować antracyt i niewielkie ilości szczególnych gatunków węgla koksowego. Chiny będą odchodzić od węgla jeszcze ze 100 lat... Niemcy odchodzą od 40 lat i nadal kopią ok. 160 mln ton rocznie węgla brunatnego – znacznie więcej od Polski i importują ok. 40 mln ton węgla kamiennego; a w tym roku otworzyli nową elektrownię na węgiel kamienny.

– Co wolno wojewodzie... Kto o tym wie? Kto wie, że górnictwo odprowadza niemałe pieniądze do budżetów gmin i państwa? Kto wie, że na importowany węgiel nałożony jest VAT, a na krajowy nie tylko VAT, ale i parędziesiąt innych podatków?

– No właśnie. Górnictwo, obciążone podatkami zwykłymi i niezwykłymi jak akcyza, opłatami środowiskowymi i innymi, łącznie jest ich 34, odprowadza do budżetów państwa i samorządów ok. 7 mld zł rocznie. Daje zatrudnienie na kopalniach, w fabrykach maszyn i urządzeń górniczych i w całym otoczeniu nadal ok. 150 tys. ludzi. Ich dochody animują różne usługi i możliwość zbytu różnych towarów; jest częścią gospodarki narodowej. Zmiany muszą być stopniowe, bo są kosztowne i dla kraju i dla społeczeństwa, a zwłaszcza dla regionów górniczych.

Oprócz zielonych mocy trzeba zbudować nowe miejsca pracy w obszarze wysokich technologii. Jak dolina rzeki Kłodnicy, od Katowic przez Chorzów, Rudę Śląską, Zabrze do Gliwic, stanie się Doliną Krzemową, to będzie można zamknąć ostatnią kopalnię - żywicielkę w Rudzie Śląskiej. Najwcześniejszym możliwym czasem zakończenia transformacji to horyzont 2050 r. Zresztą na ten rok Unia Europejska wyznaczyła osiągnięcie celu neutralności klimatycznej swojej gospodarki.

– Pogdybajmy na koniec. Gdyby dziś zaproponować hajerom, czyli zwykłym górnikom fedrującym węgiel za 4 tys. zł na rękę, to samo wynagrodzenie za pracę na kasie w którymś z dyskontów, na umowę na czas nieokreślony, to jaki byłby, większościowo, ich wybór?

– Nie wiem. Wiem natomiast, że są bardzo przywiązani do swojej gruby i etosu zawodu górnika. Tych, którzy górnikom zazdroszczą poborów i układów zbiorowych pracy zachęcam niekoniecznie do zmiany zawodu – wystarczy, że zjadą na dół, dojdą do zapylonego przodka w wysokiej temperaturze, w wąskim chodniku bez okien....Ja bym wolał pracę w Biedronce...

Górnik ze Śląska szczerze o sytuacji w kopalniach

– Zręcznie Pan uniknął odpowiedzi. Z drugiej strony: jak na lewicowca, to Pan w krytyce UE dorównuje prawdziwej prawicy...

– W tej sprawie w UE panuje wiara w cuda. A polska prawica grzeszy natomiast dwulicowością. w Unii ustępuje w sprawach żywotnych dla naszej gospodarki, akceptując między innymi sztuczne windowanie praw do emisji CO2 – już ok. 25 euro za tonę i ambitne cele klimatyczne bez zabezpieczenia finansowego... A górników i energetyków zwodzi, zwłaszcza w okresach przedwyborczych, opowiadając bajki, które życie szybko weryfikuje. Te 60 mld zł z pieniędzy unijnych deklarowane na transformację energetyczną pięciu regionów górniczych plus kilka mld euro bezpośrednio z Funduszu „Sprawiedliwej Transformacji” nie wystarczy nawet na likwidację niskiej emisji, która faktycznie truje ludzi ( nie chodzi tylko o piece węglowe ale i stare diesle sprowadzane z Zachodu). Koszt całkowitej transformacji polskiej energetyki i ciepłownictwa opartego na węglu szacuję na ok. 2 bln zł czyli wartość rocznego PKB Polski.

– Czego się nie robi dla ratowania klimatu...

– Trzeba też pamiętać, że jak już zbudujemy te upragnione zielone moce, to z uwagi na zmienne warunki atmosferyczne musimy mieć jakiś stabilizator systemu energetycznego, albo elektrownie jądrowe – ciągle potencjalnie niebezpieczne i bez rozwiązanego problemu składowania odpadów radioaktywnych, albo gazowe – też węglowodory, tylko, że z importu, albo jednak węgiel. Do czasu aż powstaną praktyczne rozwiązania w energetyce, oparte na technologiach przyszłości.

Trzeba też pamiętać, że nie da się nadal wytapiać stali bez węgla koksowego, uznanego za strategiczny surowiec przez samą Unię Europejską. Do czego potrzebna jest stal, nie trzeba Czytelnikom SE wyjaśniać, przecież wszyscy jeżdżą samochodami, używają sprzętu AGD, gdzieś mieszkają, itd. itp. Nawet do produkcji tak modnych wiatraków stal jest niezbędna i do wytwarzania rur bardziej trwałych od tych z kolektora biegnącego do warszawskiej Czajki... Węgiel potrzebny jest też w karbochemii, a nawet w przemyśle farmaceutycznym. Nie można więc go po prostu skasować!

– To jeśli mowa o skasowaniu. Dr Jerzy Markowski, człowiek, któremu nikt nie zarzuci, ze nie zna się na górnictwie węgla kamiennego, uważa, że ciągu 20 lat górnictwo węglowe na Śląsku samo się zlikwiduje. Bez pomocy UE i zalewu rosyjskiego węgla. Bo nie ma inwestycji, na rynku węgiel tanieje, a będzie jeszcze tańszy, gdy Chiny od niego odejdą, co wstępnie już towarzysze chińscy ogłosili...

– Z pewnością nie „Bzie-Dębina” w Jastrzębiu Zdroju – nowa kopalnia na węglu koksującym, z pewnością nie „Bogdanka” na Lubelszczyźnie i myślę, że również niektóre inne też do tego czasu nie zostaną zamknięte. Wygaszanie kopalń cały czas trwa, tam gdzie kończą się zasoby, w trudnych warunkach geologicznych bez szans na efektywność ekonomiczną. Ale nie można zamykać, bo tak się komuś podoba. A pomysł zamknięcia jednocześnie wszystkich trzech pracujących kopalń w Rudzie Śląskiej, mieście typowo górniczym jest wręcz abstrakcyjny! To naprawdę musiał wymyślić ktoś za biurkiem w Warszawie! Import węgla kamiennego na potrzeby polskich elektrowni trzeba po prostu skasować.

Jeżeli UE nie chce bronić swojego obszaru celnego przed rosyjskim, kolumbijskim czy amerykańskim węglem musi to zrobić polski rząd, a dokładnie zarządy koncernów energetycznych, współwłaściciele zresztą polskich kopalń. Nota bene: wożenie węgla do Europy z całego świata, w tym z Australii przez dwa oceany, jest bardzo „ekologiczne”. Import węgla do Polski jest tylko w małej części uzasadniony dla ciepłownictwa do czasu – polscy górnicy kopią za mało węgla grubego. Ponadto musimy importować antracyt i niewielkie ilości szczególnych gatunków węgla koksowego. Chiny będą odchodzić od węgla jeszcze ze 100 lat... Niemcy odchodzą od 40 lat i nadal kopią ok. 160 mln ton rocznie węgla brunatnego – znacznie więcej od Polski i importują ok. 40 mln ton węgla kamiennego; a w tym roku otworzyli nową elektrownię na węgiel kamienny.

– Co wolno wojewodzie... Kto o tym wie? Kto wie, że górnictwo odprowadza niemałe pieniądze do budżetów gmin i państwa? Kto wie, że na importowany węgiel nałożony jest VAT, a na krajowy nie tylko VAT, ale i parędziesiąt innych podatków?

– No właśnie. Górnictwo, obciążone podatkami zwykłymi i niezwykłymi jak akcyza, opłatami środowiskowymi i innymi, łącznie jest ich 34, odprowadza do budżetów państwa i samorządów ok. 7 mld zł rocznie. Daje zatrudnienie na kopalniach, w fabrykach maszyn i urządzeń górniczych i w całym otoczeniu nadal ok. 150 tys. ludzi. Ich dochody animują różne usługi i możliwość zbytu różnych towarów; jest częścią gospodarki narodowej. Zmiany muszą być stopniowe, bo są kosztowne i dla kraju i dla społeczeństwa, a zwłaszcza dla regionów górniczych. Oprócz zielonych mocy trzeba zbudować nowe miejsca pracy w obszarze wysokich technologii. Jak dolina rzeki Kłodnicy, od Katowic przez Chorzów, Rudę Śląską, Zabrze do Gliwic, stanie się Doliną Krzemową, to będzie można zamknąć ostatnią kopalnię - żywicielkę w Rudzie Śląskiej. Najwcześniejszym możliwym czasem zakończenia transformacji to horyzont 2050 r. Zresztą na ten rok Unia Europejska wyznaczyła osiągnięcie celu neutralności klimatycznej swojej gospodarki.

– Pogdybajmy na koniec. Gdyby dziś zaproponować hajerom, czyli zwykłym górnikom fedrującym węgiel za 4 tys. zł na rękę, to samo wynagrodzenie za pracę na tzw. kasie w którymś z dyskontów, na umowę na czas nieokreślony, to jaki byłby, większościowo, ich wybór?

– Nie wiem. Wiem natomiast, że są bardzo przywiązani do swojej gruby i etosu zawodu górnika. Tych, którzy górnikom zazdroszczą poborów i układów zbiorowych pracy zachęcam niekoniecznie do zmiany zawodu – wystarczy, że zjadą na dół, dojdą do zapylonego przodka w wysokiej temperaturze, w wąskim chodniku bez okien... Ja bym wolał pracę w Biedronce...