- Eksperci UE wizytują uszkodzony ropociąg "Przyjaźń" w Ukrainie, aby ocenić zniszczenia i wspierać odbudowę po wstrzymaniu tranzytu rosyjskiej ropy.
- UE oferuje Ukrainie wsparcie techniczne i finansowe w odbudowie ropociągu, która ma potrwać około 1,5 miesiąca; Ukraina rozważa budowę podziemnej infrastruktury magazynowej.
- Udział UE w odbudowie jest korzystny dla Ukrainy ekonomicznie i politycznie, zmniejszając napięcia, ale rodzi pytania o dalszy tranzyt rosyjskiej ropy i związane z nim ryzyka geopolityczne.
Specjaliści reprezentujący Unię Europejską, wykluczając jednak wysłanników ze Słowacji i Węgier, udadzą się do Ukrainy, by zbadać uszkodzenia rurociągu "Przyjaźń". Wizytacja jest pokłosiem wstrzymania przez Rosję tranzytu surowca. Bratysława i Budapeszt oskarżały wcześniej władze w Kijowie o utrudnianie dostępu do infrastruktury i domagały się możliwości przeprowadzenia własnych inspekcji.
Europejska Wspólnota zadeklarowała gotowość do wsparcia Ukrainy - zarówno pod kątem technicznym, jak i finansowym - w procesie naprawy zniszczonego ropociągu. Szacuje się, że przywrócenie sprawności zajmie do półtora miesiąca. Biorąc pod uwagę całkowite zniszczenie dotychczasowego zbiornika, strona ukraińska analizuje opcję stworzenia podziemnych magazynów.
UE pomoże odbudować „Przyjaźń”
Zaangażowanie Unii Europejskiej w odbudowę "Przyjaźni" niesie dla Ukrainy korzyści dwutorowe. Z jednej strony pozwala zabezpieczyć wpływy z tranzytu, z drugiej zaś - łagodzi polityczne spory ze Słowacją i Węgrami. Równocześnie jednak pojawiają się wątpliwości dotyczące kontynuacji przesyłu rosyjskiego surowca i związanych z tym długofalowych zagrożeń na arenie międzynarodowej.
Z doniesień "Ukraińskiej Prawdy" oraz "Radia Swoboda" wynika, że już dzisiaj unijni specjaliści mają zjawić się w Brodach (obwód lwowski), by na własne oczy zobaczyć zniszczenia ropociągu „Przyjaźń”. Dziennikarze, powołując się na własne źródła, poinformowali, że przedstawiciele UE dotarli już do stolicy Ukrainy. W składzie delegacji brakuje obywateli Słowacji i Węgier.
To właśnie rządy w Bratysławie i Budapeszcie najbardziej naciskały na możliwość wizytacji zniszczonego ropociągu. Rosyjskie ataki z końca stycznia doprowadziły do przerwania tranzytu surowca przebiegającego przez ukraińskie terytorium. Należy pamiętać, że to właśnie „Przyjaźń” była głównym kanałem dostaw ropy dla obu tych państw.
Szef słowackiego rządu, Robert Fico, zarzucał ukraińskim władzom blokowanie dostępu do rurociągu dla ambasadora Słowacji oraz unijnych urzędników. Wtórował mu premier Węgier. Viktor Orbán przekonywał, że zdjęcia z satelitów nie wykazują żadnych uszkodzeń infrastruktury. Niedługo później na terytorium Ukrainy wjechała grupa węgierskich urzędników, deklarując chęć sprawdzenia "rzeczywistego stanu" ropociągu. Resort spraw zagranicznych w Kijowie natychmiast zaznaczył, że Węgrzy nie posiadali oficjalnego zaproszenia i przekroczyli granicę na „na zasadach ogólnych dla obywateli krajów strefy Schengen, korzystając z ruchu bezwizowego”.
Pojawienie się unijnych ekspertów w Ukrainie to bezpośredni efekt propozycji wsparcia finansowego i technicznego, jaka wpłynęła ze strony Brukseli zaledwie dzień wcześniej.
W naszej galerii zobaczysz, jak Wołodymyr Zełenski prezentuje się na salonach:
„UE zaproponowała Ukrainie wsparcie techniczne i finansowanie. Strona ukraińska pozytywnie przyjęła tę propozycję. Europejscy eksperci są gotowi przystąpić do pracy niezwłocznie”
— głosi komunikat wydany przez Ursulę von der Leyen i António Costę.
Wołodymyr Zełenski oszacował, że przywrócenie sprawności infrastruktury zajmie około sześciu tygodni.
„To zapewni pełne przywrócenie dostaw — oczywiście, jeśli nie będzie nowych ataków Rosji. Wstępne oceny techniczne wskazują, że uszkodzony zbiornik ropy jest niemożliwy do odbudowy. Dlatego Ukraina rozważa budowę podziemnej infrastruktury magazynowej”
— napisał prezydent Ukrainy.
Jakie konsekwencje dla Ukrainy ma naprawa ropociągu „Przyjaźń”?
Zdaniem politologa Ihora Rejterowycza, obrany model współdziałania z Unią Europejską przynosi Ukrainie wymierne korzyści. Zaznacza on, że państwo ukraińskie chce wywiązywać się z zawartych umów tranzytowych, jednak w obecnej sytuacji wsparcie z zewnątrz jest w pełni uzasadnione.
„Nie odmawiamy, że ropociąg powinien zostać przywrócony i pełnić swoją funkcję, ale biorąc pod uwagę obiektywne okoliczności, całkowicie logicznie przyjmujemy pomoc ze strony Unii Europejskiej”
— skomentował Rejterowycz w wywiadzie dla Radia NV.
Ekspert zauważa również, że włączenie do sprawy unijnych instytucji w miejsce poszczególnych państw członkowskich pozwala na ostudzenie politycznych emocji.
„Ponieważ chodzi o UE, a nie o konkretne państwo, Ukraina komunikuje się bezpośrednio z UE. Jeśli ktoś ma pytania — może zwrócić się do Komisji Europejskiej”
— dodał. Jego zdaniem odnosi się to zwłaszcza do Węgier, które starały się nadać całej sprawie mocno polityczny charakter.
Ihor Rejterowycz nie ukrywa, że polityka nadal gra tu ważną rolę. Viktor Orbán może w dalszym ciągu rozgrywać kartą „Przyjaźni” na własnym podwórku, ale jego narzędzia nacisku na arenie międzynarodowej zostały poważnie ograniczone.
Wołodymyr Zełenski zapowiada zmiany w prawie
Wasyl Gułaj, pełniący funkcję kierownika Katedry Informacji Międzynarodowej na Politechnice Lwowskiej, twierdzi, że deklaracja Brukseli o wsparciu przy naprawie „Przyjaźni” ma wymiar nie tylko praktyczny, ale i mocno polityczny.
„To próba zdjęcia napięcia politycznego wewnątrz UE”
— podkreślił. Jak uważa Gułaj, takie działanie może wpłynąć na postrzeganie samej Unii na Węgrzech, demonstrując tamtejszym obywatelom jej skuteczne i konstruktywne oblicze.
Z perspektywy gospodarczej, unijna pomoc przy ropociągu gwarantuje Ukrainie dalsze wpływy z przesyłu surowca. Wasyl Gułaj dostrzega jednak w tym scenariuszu pewne ryzyka na przyszłość.
„Niesie to dalsze zagrożenia geopolityczne i korupcyjne”
— podsumował, odnosząc się do utrzymania tranzytu ropy z Rosji.
Naukowiec patrzy na sprawę z szerszej perspektywy. Jego zdaniem aktualne wydarzenia udowadniają, że niektóre europejskie kraje wciąż nie są w stanie funkcjonować bez rosyjskiej energii. Zwraca też uwagę na pewien paradoks w działaniach samej Ukrainy, która z jednej strony uderza w zaplecze energetyczne wroga, a z drugiej - czerpie zyski z przesyłu jego surowców.