- W Polsce narasta polityczna awantura o ceny paliw, gdzie premier Tusk i prezydent Nawrocki przerzucają się odpowiedzialnością za drożyznę.
- Tusk oskarżył prezydenta o zablokowanie miliardów z podatku, które miały obniżyć ceny, wprowadzając ironiczne określenie „Ceny Karola Nawrockiego”.
- Pałac Prezydencki błyskawicznie odparł zarzuty, ripostując, że ustawa nie gwarantowała obniżek – sprawdź, jak wplątano w to aferę "saloników VIP"!
Spór między Donaldem Tuskiem a Karolem Nawrockim przeniósł się na stacje paliw. Premier zarzucił prezydentowi, że jego decyzja w sprawie nowego podatku pozbawiła rząd pieniędzy, które miały pomóc w utrzymaniu niższych cen benzyny i oleju napędowego.
Na odpowiedź Pałacu Prezydenckiego nie trzeba było długo czekać. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz oskarżył Tuska o wprowadzanie Polaków w błąd. Przy okazji uderzył w Koalicję Obywatelską, przypominając kontrowersje wokół warszawskiego Szpitala Południowego.
Tusk o „Cenach Karola Nawrockiego”
Donald Tusk odniósł się do cen paliw podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Głuchołazach. Premier przekonywał, że rząd chciał przeznaczyć około 4 mld zł z nowej daniny na działania osłonowe dla kierowców.
– Ktoś złośliwie powiedział, że był CPN, czyli Ceny Paliwa Niżej, a teraz mamy CKN, czyli ceny Karola Nawrockiego. Trochę tak jest. Szkoda tych 4 mld zł, bo przeznaczyliśmy je na to, aby obniżać ceny paliw – powiedział szef rządu.
Kilka godzin później podobne słowa pojawiły się na profilu premiera w mediach społecznościowych.
„Mieliśmy CPN (Ceny Paliw Niżej), a Karol Nawrocki zafundował nam CKN (Ceny Karola Nawrockiego)” – napisał Donald Tusk.
Skrót wymyślony przez premiera szybko stał się kolejnym elementem politycznej wojny między rządem a Pałacem Prezydenckim. Tym razem w centrum sporu znalazły się pieniądze z podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych.
Nawrocki skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego
W piątek, 24 lipca, Karol Nawrocki skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Prezydent jej więc nie podpisał, ale również formalnie nie zawetował. Przepisy nie mogą wejść w życie do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez TK.
Pałac Prezydencki wskazywał przede wszystkim na zasadę niedziałania prawa wstecz. Nowa danina miała bowiem obejmować także część zysków osiągniętych przez firmy przed wejściem przepisów w życie.
Karol Nawrocki przekonywał również, że sam podatek nie gwarantowałby kierowcom niższych rachunków przy dystrybutorach.
– Nowy podatek nie obniża cen paliwa. Ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu. Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której próbę łatania finansów państwa przedstawia się obywatelom jako ochronę ich interesów, podczas gdy skutkiem będzie kolejna fala podwyżek – argumentował prezydent.
Rząd przedstawia sprawę zupełnie inaczej. Minister finansów Andrzej Domański twierdził, że wpływy z podatku miały wynieść około 4 mld zł i pokryć część kosztów działań osłonowych na rynku paliw.
Czym był program CPN?
Program nazwany „Ceny Paliwa Niżej” został uruchomiony wiosną w związku z gwałtownymi zmianami cen ropy wywołanymi sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Rząd czasowo obniżył VAT na benzynę i olej napędowy z 23 do 8 proc. Zredukowana została także akcyza – do najniższych poziomów dopuszczonych przez Unię Europejską. Rozwiązania były następnie przedłużane ze względu na utrzymującą się niestabilność na rynkach.
Nowy podatek od nadzwyczajnych zysków miał obciążyć przede wszystkim producentów i hurtowych sprzedawców paliw. Rząd twierdził, że pieniądze z daniny pozwoliłyby sfinansować działania chroniące kierowców przed podwyżkami.
Przeciwnicy ustawy wskazywali jednak, że w samych przepisach nie zapisano automatycznego przeznaczenia całej uzyskanej kwoty na dalsze obniżki przy dystrybutorach. Ostrzegali także, że koncerny mogłyby próbować przerzucić część kosztów podatku na klientów.
Leśkiewicz odpowiada Tuskowi
Do wpisu premiera odniósł się rzecznik Karola Nawrockiego. Rafał Leśkiewicz odrzucił sugestię, że decyzja prezydenta odpowiada za wzrost cen na stacjach.
Nie ograniczył się jednak do obrony ustawy. W swojej odpowiedzi nawiązał do problemów warszawskiego Szpitala Południowego i pomieszczeń określanych przez politycznych przeciwników KO jako „saloniki VIP”.
„Oj, panie premierze! Coś nerwowo zaczyna się panu ten tydzień. Po raz kolejny próbował pan wprowadzić Polaków w błąd, forsując podwyżkę podatku, która przełożyłaby się na wyższe ceny paliwa. Proponuję chwilę wytchnienia w jednym z waszych szpitalnych saloników VIP. Podobno macie ich całkiem sporo” – napisał Rafał Leśkiewicz.
W ten sposób dyskusja o podatkach i cenach paliw została połączona z kolejnym głośnym sporem, który od kilku tygodni uderza w polityków Koalicji Obywatelskiej.
O co chodzi z „salonikiem VIP”?
Kontrowersje wokół Szpitala Południowego wybuchły po publikacjach dotyczących nieprawidłowości w placówce, zarobków jednego z lekarzy oraz specjalnego traktowania części pacjentów.
Przeciwnicy KO twierdzili, że w szpitalu funkcjonował „salonik VIP”, a politycy i osoby związane z władzą w Warszawie mogły być przyjmowane poza zwykłą kolejnością.
Rafał Trzaskowski przekonywał, że formalnego „saloniku VIP” nie było. Przyznał jednak, że w placówce znajdowała się wydzielona przestrzeń przeznaczona dla pacjentów komercyjnych. Po wybuchu afery cały zarząd Szpitala Południowego został odwołany, a w placówce rozpoczęły się kontrole.
Właśnie do tej sprawy nawiązał rzecznik prezydenta. Jego wpis miał nie tylko odpowiedzieć na zarzuty dotyczące cen paliw, ale także przenieść uwagę na problemy zaplecza politycznego Donalda Tuska.
Dwie wersje tego samego sporu
Rząd przekonuje, że Karol Nawrocki stanął po stronie koncernów paliwowych i uniemożliwił pozyskanie pieniędzy na ochronę kierowców. Pałac Prezydencki odpowiada, że gabinet Donalda Tuska próbował wprowadzić działający wstecz podatek i przedstawiał go jako gwarancję tańszego paliwa.
Ustawa nie została ostatecznie odrzucona. Jej dalsze losy zależą od orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Do tego czasu rząd nie będzie jednak mógł pobierać nowej daniny.
Donald Tusk zapowiedział już, że jeśli sytuacja na światowych rynkach ponownie się pogorszy, rząd może zaproponować czasowe regulowanie cen paliw. Rozwiązanie miałoby obowiązywać między innymi w okresie powrotów z wakacji.
Polityczny spór z pewnością na tym się nie zakończy. Zarówno rząd, jak i Pałac Prezydencki próbują przekonać kierowców, że to druga strona odpowiada za coraz wyższe kwoty widoczne na pylonach stacji.