„Polska klasa polityczna zachowała się po frajersku”
Witold Tumanowicz, poseł Konfederacji i polityk Ruchu Narodowego, był gościem „Porannego ringu”. W rozmowie poświęconej stosunkom polsko-ukraińskim wrócił do wydarzeń z lutego i marca 2022 roku, kiedy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Polska zaangażowała się w szeroko zakrojoną pomoc dla Ukrainy. Zdaniem parlamentarzysty sama decyzja o udzieleniu wsparcia była słuszna, jednak zabrakło zabezpieczenia polskich interesów.
– Słuszna pomoc, szkoda, że niekwitowana – ocenił Tumanowicz. Jak przekonywał, polscy politycy popełnili błąd, zakładając, że Ukraina w przyszłości odwdzięczy się Polsce za udzielone wsparcie.
– I to jest moim zdaniem jednym z największych problemów, które się tutaj odbyły, bo jednak to, że liczenie tylko i wyłącznie na potencjalną późniejszą wdzięczność strony ukraińskiej, moim zdaniem było naiwnością – stwierdził.
Jeszcze ostrzej ocenił zachowanie polskiej klasy politycznej w pierwszych miesiącach wojny. – To właśnie to był ten moment w którym polska klasa polityczna według mnie zachowała się po frajersku – powiedział poseł Konfederacji.
Według Tumanowicza właśnie wtedy Polska dysponowała szczególnie silną pozycją negocjacyjną i mogła uzależnić część wsparcia od konkretnych zobowiązań strony ukraińskiej, również dotyczących rozliczenia trudnej historii obu narodów.
Ukraina walczy o swoje, a Polska? Tumanowicz wskazuje na poważny błąd
Poseł zwrócił uwagę, że w kolejnych latach wojny Ukraina konsekwentnie zabiegała o własne interesy gospodarcze, także w sporach z Polską dotyczących rolnictwa i transportu. Samo takie postępowanie Kijowa nie budzi jednak jego zastrzeżeń. Problem dostrzega w działaniach polskich władz.
– Ja mam za złe nasze wobec naszej klasy politycznej, że nie potrafiła z tej właśnie wyższej pozycji negocjacyjnej wyjść do tego, żeby osiągnąć jakieś interesy u państwa ukraińskiego – mówił.
Tumanowicz przekonywał, że w polityce międzynarodowej nie wystarczą deklaracje przyjaźni i solidarności. Jego zdaniem pomoc powinna być powiązana z konkretnymi korzyściami dla państwa, które jej udziela.
Ukraina wystawi Polsce rachunek za obronę przed Rosją? Zaskakujące ostrzeżenie
Szczególnie mocne słowa padły, gdy rozmowa zeszła na argument często podnoszony przez polskich polityków, że walcząca z rosyjską agresją Ukraina broni również bezpieczeństwa Polski.
Zdaniem Tumanowicza takie podejście może prowadzić do odwrócenia ról: zamiast wdzięczności za otrzymaną pomoc Kijów może zacząć oczekiwać od Warszawy kolejnych świadczeń.
– A jeśli w ogóle słyszy się od polityków polskich, że Ukraina walczy o naszą wolność, to generalnie oni nam wystawią rachunek za to przecież jeszcze dodatkowy – ostrzegł polityk Konfederacji.
– Zamiast okazywać tą wdzięczność za już przekazaną pomoc – dodał.
Czego Polska powinna zażądać od Ukrainy? Poseł wskazuje na technologie dronowe
Tumanowicz nie ograniczył się do krytyki dotychczasowej polityki. Wskazał również, czego Polska mogłaby oczekiwać od Ukrainy w zamian za udzielane wsparcie. Wymienił udział w przyszłej odbudowie kraju oraz dostęp do technologii wojskowych, zwłaszcza dronowych, które podczas wojny nabrały szczególnego znaczenia.
– Znaczy sytuacja, w której Ukraina nam po prostu bezwarunkowo w takim wypadku przekazuje technologie dronowe – mówił poseł, przedstawiając przykład oczekiwanego rozliczenia pomocy.
Jego zdaniem takie rozwiązanie byłoby konkretnym przejawem wdzięczności i pozwoliłoby przywrócić większą równowagę we wzajemnych relacjach. Polityk nie wierzy jednak, że Kijów dobrowolnie zdecyduje się na taki krok. Przekonywał, że Ukraina konsekwentnie pilnuje własnych interesów, a po zakończeniu wojny może stać się dla Polski poważnym konkurentem gospodarczym.
Trudne relacje polsko-ukraińskie. „Nie cofniemy czasu”
W rozmowie poruszono również kwestię ukraińskiego podejścia do historii, w tym gloryfikowania UPA. Tumanowicz poparł decyzje samorządów zrywających współpracę z ukraińskimi partnerami w związku z upamiętnianiem tej formacji. Jednocześnie przyznał, że Polska nie ma już tak silnej pozycji negocjacyjnej jak na początku rosyjskiej inwazji.
– Nadal trzeba stawiać jasno swoje stanowisko, tylko oczywiście nasza pozycja negocjacyjna już moim zdaniem nie wróci do tamtej z 22 roku. Nie cofniemy czasu – stwierdził.