- Nocny alarm na Lubelszczyźnie wywołał pytania o brak alertów RCB, gdy syreny ostrzegały mieszkańców o zagrożeniu.
- Wicepremier Gawkowski tłumaczy, że w takich sytuacjach liczy się czas i natychmiastowe ostrzeżenie jest kluczowe, nawet bez pełnej identyfikacji zagrożenia.
- Dowiedz się, dlaczego minister podkreśla, że "nie żyjemy w czasach pokoju" i jak ten incydent wpłynie na przyszłość systemu bezpieczeństwa w Polsce.
Mieszkańcy Lublina i okolic nie kryją zaniepokojenia po wydarzeniach z nocy ze środy na czwartek. Po uruchomieniu syren alarmowych wiele osób szukało informacji o zagrożeniu. Część z nich podkreślała, że nie otrzymała żadnego alertu RCB ani innego komunikatu na telefon.
Temat pojawił się w czwartkowym programie "Graffiti" Polsat News. Prowadzący Marcin Fijołek przytoczył relacje widzów, którzy opisywali strach i dezorientację po nocnym alarmie.
Gawkowski: najpierw trzeba ostrzec ludzi
Do zarzutów odniósł się wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Pilne! Tusk zwołał pilny zespół. Rosyjski atak, obiekt spadł na Lubelszczyźnie
– Wyje syrena, bo mamy alert. Wyje syrena, bo mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, w której nie da się zidentyfikować w czasie rzeczywistym – powiedział.
Jak wyjaśnił, służby w pierwszej kolejności muszą ostrzec mieszkańców przed potencjalnym zagrożeniem, nawet jeśli nie wiadomo jeszcze, z jakim obiektem mają do czynienia.
– Po pierwsze nie wiemy dokładnie, dokładnie gdzie spadnie, czy to będzie dron, czy to będzie rakieta, niezidentyfikowany obiekt – dodał.
"Nie żyjemy w czasach pokoju"
Minister przyznał, że rozumie emocje mieszkańców, ale przekonywał, że brak reakcji mógłby mieć znacznie poważniejsze konsekwencje.
– Też mam rodzinę, też bym się poczuł zdenerwowany, ale gdyby nie było tego alarmu, gdyby te syreny nie zawyły i nie mielibyśmy tego obiektu w polu, tylko w bloku, w domu, w jakimkolwiek miejscu, które spowodowałyby uszczerbek na zdrowiu, nie daj Boże śmierć, no to mielibyśmy trudniejszą sytuację – powiedział.
– Musimy mieć świadomość, że Polska jest zagrożona, że wojna się toczy.
– Przyzwyczailiśmy się do czasów pokoju. My nie żyjemy w czasach pokoju, bo mamy sąsiada, Rosja przecież jest naszym sąsiadem, który ma jasny cel – stwierdził.
Dlaczego nie było alertu?
Marcin Fijołek pytał również, czy w przyszłości możliwe będzie zsynchronizowanie systemu syren z powiadomieniami wysyłanymi na telefony, np. za pośrednictwem mObywatela.
Gawkowski odpowiedział, że technicznie jest to możliwe, jednak problemem pozostaje czas potrzebny na potwierdzenie zagrożenia.
– Można, tylko trzeba mieć wiedzę. W czasie rzeczywistym podawanie wiedzy, co to było, jest niemożliwe. To znaczy, wiadomo, że mamy zagrożenie, ale Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych też identyfikuje obiekt. Nie ma wiedzy, gdzie to się wydarzy, dlatego trzeba większą grupę społeczną powiadomić. Potrzebne są minuty, czasami dziesiątki minut, a to rodzi panikę – wyjaśnił.
Co oznaczają syreny?
Minister przypomniał również znaczenie sygnałów alarmowych.
– Sygnał modulowany, trzy minuty, realne zagrożenie. Sygnał trzy minuty jednostajny, odwołanie tego zagrożenia. Więc, jeżeli to usłyszymy, to musimy mieć pojęcie, to musimy mieć świadomość, że coś się może wydarzyć – powiedział.
Zdaniem Gawkowskiego wielu młodszych Polaków nie zna dziś znaczenia syren alarmowych, ponieważ przez lata temat obrony cywilnej praktycznie zniknął z edukacji.
Na zakończenie minister zwrócił się do mieszkańców, którzy przeżyli stres podczas nocnego alarmu.
– Bardzo współczuję wszystkim, którzy czuli się zdenerwowani, ale szanowni Państwo, Rosja nas nie będzie oszczędzała – podkreślił.
Poniżej galeria zdjęć: Ogromny krater na Lubelszczyźnie. Mieszkańcy usłyszeli potężny huk, na miejscu pracują służby